piątek, 25 lutego 2011

Kto zyskał, kto stracił

W NBA dokonuje się między sezonami, jak również i w tracie sezonu, od kilku do kilkudziesięciu transferów między poszczególnymi klubami. W dzisiejszym odcinku chciałbym się odnieść to transferów, które miały miejsce do zamknięcia okna transferowego. W niektórych przypadkach kilka transferów było zaskakujących, w innych nie. Poniżej wyrażę swoje zdanie na dzisiaj, a przyszłość pokaże czy miałem rację, czy też nie powinienem wypowiadać się w powyższej sprawie.
Na pierwszy plan wysuwa się transfer Carmelo Anthony'ego i Chaunceya Billupsa z Denver Nuggets do New York Knicks. Moim zdaniem na tym transferze zyskali sporo New York Knicks. Pomijając kwestie drugorzędne (finanse i bardzo przyszłościowe wybory w drafcie) New York bardzo się wzmocnił, i to nie tylko na bieżący czas, ale także na kilka lat. Pozyskanie doświadczonego Carmelo i rozgrywającego Billupsa może okazać się kluczowym zagraniem w budowie silnego zespołu. Oddanie młodego rozgrywającego Feltona i Włocha Gallinariego wcale nie musi zaważyć na przyszłości klubu z Nowego Jorku. Transfer trochę zrobiony "na siłę", gdyż Anthony nie chciał już grać w Denver, w którym szans na wysokie lokaty w play-off, a nawet na grę o mistrzostwo NBA, w ogóle nie było. Denver to solidny zespół, który do play-off co roku awansuje, ale postanowiono, że będą od nowa, w oparciu o nowych zawodników budować jasną przyszłość drużyny. Co można powiedzieć ze strony Nowego Jorku? Otóż, zyskał klub, zyskało miasto, marketing się kręci. Poza zyskami wymiernymi Nowy Jork zyskał także sportowo. Pozyskali przed sezonem Amare Stoudemire'a, teraz doszedł Anthony (w lecie nie udało się pozyskać LeBrona Jamesa), a także Billups, który wie, jak smakuje mistrzostwo NBA (z Detroit Pistons) i jeszcze kilka lat może pograć na wysokim poziomie.

Utah Jazz - New Jersey Nets. Transfer Derona Williamsa jest dla mnie trochę niezrozumiały. Utah Jazz od lat utrzymywało się w czołówce drużyn Zachodu, ale w tym roku widać wyraźny rozpad (a właściwie od lata 2010) i spadek na dno. Wnioskuję tak, bo w lecie odszedł do Chicago Bulls Carlos Boozer, niedawno z pracy zrezygnował Jerry Sloan (w Utah Jazz od 23 lat), odszedł obecnie Deron Williams, a pozyskani Devin Harris i Derrick Favors będą osiągać razem (być może) sukcesy, ale dopiero za kilka sezonów. Utah spada po równi pochyłej, a nawet może bardzo pochyłej. Z drużyny walczącej o wyższe cele staną się drużyną przeciętną, średnią (raczej bez szans na play-off). New Jersey zaś budują zespół dopiero na kilka lat do przodu, ale nieudolne starania chociażby o LeBrona Jamesa, Carmelo Anthony'ego powodują, że zespół jednak będzie bardziej średniakiem w NBA, aniżeli faworytem. Nawet pozyskanie Derona Williamsa, wybitnego rozgrywającego nie gwarantuje sukcesu klubowi. Same pieniądze Michaiła Prochorowa (m.in. budowa nowej hali) nie zagwarantują, że drugi klub z Nowego Jorku będzie grał o mistrzostwo, nawet za 3-4 lata.

Phoenix Suns - Houston Rockets. Tutaj sprawa jest bardzo jasna i klarowna. W Phoenix nie byli zadowoleni z Gorana Dragicia, który był zmiennikiem Steve'a Nasha, więc postanowiono zamienić go na koszykarza bardziej doświadczonego (Aaron Brooks). W Houston Brooks był skonfliktowany z trenerem, więc aby nie było więcej fermentu oddało go do Phoenix. Zyskało również rozgrywającego Dragicia, który jest młodym zawodnikiem, ale jest także "świeżą krwią" dla zespołu. Może to wprowadzić małe ożywienie w grę oraz większą efektywność Dragicia w meczu. Przy tym transferze Houston chciało podobno bardzo Marcina Gortata (z powodu kontuzji Yao Minga), bo bardziej im brakuje wysokich niż rozgrywających, ale Phoenix zrobiliby bardzo, ale to bardzo zły na tym interes.

Boston Celtics - Oklahoma City Thunder. Chyba najbardziej zdumiewający obecny transfer. Nie bardzo mogę zrozumieć Boston. Mają, co prawda, kilku wysokich graczy, ale oni nie gwarantują wysokiego poziomu w meczu. Shaquille O'Neal jest już trochę wiekowy (mniej minut gra, mniej rzuca, mniej trafia) i może być jedynie zmiennikiem dla młodszych. Z kolei Jermaine O'Neal jest kontuzjowany. Natomiast Kendrick Perkins był gwarantem dobrej obrony w Bostonie. Kiedy był kontuzjowany, od razu dało się zauważyć, że Boston jest starzejącym się zespołem i długa gra w sezonie zasadniczym, jak również w play-off, jest bardzo wyczerpująca dla pozostałych koszykarzy tego klubu. Dlatego nie bardzo rozumiem, że oddali dobrego obrońcę i centra. W zamian dostali klasę gorszego Krsticia i Jeffa Greena (niezłego strzelca), wybór w drafcie (ale dopiero w 2012 roku) oraz pieniądze. Jeżeli w takim wolnym tempie będzie postępowało odmłodzenie drużyny z Bostonu, to wróżę im awansy do play-off (być może finały Konferencji), ale w grze o mistrzostwo nie będą mieli klasowych zawodników i siły pod koszem. Oddanie także Nate'a Robinsona spowodowało brak dobrego zmiennika dla Rajona Rondo. Oklahoma natomiast zyskała dobrego centra i obrońcę (Perkinsa) i zmiennika dla swojego rozgrywającego. Plus dla Oklahomy.

Charlotte Bobcats - Portland Trail Blazers. Michael Jordan oddał jednego ze swoich lepszych graczy, a zyskał trzech (Joel Przybilla, Dante Cunningham i Sean Marks). Z tego grona najbardziej znany jest Joel Przybilla (obecnie kontuzjowany). Nie wiem, co miał na myśli Mike, być może chciał "odchudzić kontrakty" i mieć w przyszłości pieniądze na lepsze transfery lub zamiany po drafcie.

 Los Angeles Clippers - Cleveland Cavaliers. W transferze między tymi zespołami jest dosyć klarowna sytuacja, bo Baron Davis chyba postanowił, że nie będzie grał dla skąpca-właściciela Donalda Sterlinga, a większe perspektywy ma w Cleveland. W drugą stronę poszli Mo Williams oraz Jamario Moon i wybór w I rundzie draftu 2011. Ze strony Cleveland widać odbudowę zespołu (i odmłodzenie - wybór draftu) na przyszłe 2-3 sezony po opuszczeniu zespołu przez LeBrona Jamesa w lecie do Miami Heat. W tym sezonie ani Cleveland, ani Clippers nic wielkiego nie osiągną, ale następne sezony pokażą, w jakim kierunku zmierzają te oba zespoły.


Houston Rockets - Memphis Grizzlies. Wymiana ze strony tych dwóch zespołów (Shane Battier i Ishmael Smith kontra Hasheem Thabeet i DeMarre Carroll) ma to do siebie, że zrewidowała sobie ekipa Houston kontrakty, a zyskała bardziej na wyborze w pierwszej rundzie draftu. Podejrzewam, że wybiorą wyskiego gracza (środkowego), bo wobec fiaska pozyskania Gortata i kontuzji Minga, nie mają większego wyboru. Muszą mieć solidnego gracza na tej pozycji, jeżeli chcą liczyć się na Zachodzie. Być może w tym roku nie awansują do play-off, ale w przyszłym mogą solidnie powalczyć o awans.


New York Knicks - Minnesota Timberwolves. Anthony Randolph i Eddy Curry do Minnesota Timberwolves. New York Knicks otrzymali Corey Brewera. Uważam, że jest to ze strony New York odmłodzenie składu i wyczyszczenie kontraktów dla zyskania pieniędzy. Natomiast Minnesota dostała doświadczonego koszykarza (Eddy'ego Curry) dla (być może) poprawienia sportowych wyników drużyny. Dwóch wysokich (Kevin Love i Eddy Curry) być może poprawią defensywę zespołu z Minnesoty.


Boston Celtics - Sacramento Kings. Marquis Daniels oddany przez Boston Celtics do Sacramento Kings w zamian za gotówkę i wybór w drafcie. Podłoże tego transferu jest czytelne. Boston stara się odmładzać skład poprzez wybory w drafcie, bo przecież zdają sobie sprawę, że w tym starszym składzie długo nie pograją (pisałem trochę wyżej o tym).


New Orleans Hornets - Sacramento Kings. Carl Landry trafił do New Orleans Hornets. W zamian za niego Sacramento Kings otrzymali Marcusa Thorntona.Transfer chyba dla odchudzenia budżetu dla Kings. Królowie chyba nie chcą budować zespołu w oparciu o obecnych graczy. Sportowo mogą spaść jeszcze niżej, aby mieć większe szanse na wysokie numery w draftach. Kłóci się taka polityka ze sportowymi osiągnięciami. Nie będą mieli raczej szans na awanse do play-off, przynajmniej przez 2-3 lata.


Doszło do kilku znamiennych transferów. Czas pokaże, który z zespołów podjął się słusznych wymian, a który bardzo na nich stracił. Wolę walkę sportową, by poziom jednak się wyrównywał. Widać to chociażby po zespołach w Konferencji Zachodniej, gdzie o play-off walczy do końca 10-11 drużyn. Na Wschodzie widać także wzmacnianie się klubów (Miami, New York, Chicago), ale są to wzmocnienia dla 4-5 zespołów, a reszta będzie średniakiem lub słabeuszem. Wyrównany poziom gwarantuje nam, kibicom, emocje podczas meczy. Być może troszkę mniejsze w sezonie zasadniczym (chociaż tych także nie brakuje), a na pewno wielkie podczas walki w play-off, gdzie toczy się ona o najwyższe cele.


Kolejne przemyślenia wkrótce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz