środa, 16 marca 2011

Wielkie Trójki (Czwórki)

W dzisiejszym odcinku chciałbym odnieść się do meczy rozegranych w ostatnich dniach. Chodzi mi mianowicie o mecz Miami Heat - San Antonio Spurs rozegrany 14 marca tego roku. Miami wygrało tę konfrontację 110:80 i faktycznie przypominało zespół, który może osiągnąć szczyt NBA. W końcu przeciwnikiem był najlepszy zespół obecnego sezonu - San Antonio. Nie byłoby w tej wygranej nic dziwnego, ale Miami przegrało wcześniejszy mecz w San Antonio 125:95. Także bilans obu tych zespołów wynosi 1-1 oraz w małych punktach. Przy okazji tego meczu przypomniały mi się zespoły, które chciały zbudować swą potęgę na bazie "Wielkich Trójek". Na pierwszym planie wymieniłbym "Trójkę" z Bostonu (patrząc chronologicznie) : Larry Bird, Kevin McHale, Robert Parish. Zawodnicy ci, wybitni osiągnęli w NBA wszystko, jak się zwykło mówić o mistrzostwie. Zdobyli kilka tytułów (Robert Parish nawet ma tytuł z Chicago Bulls, ale był już to schyłek jego kariery zawodniczej) i mogą powiedzieć, że razem zbudowali drużynę na miarę mistrzostwa. Kolejną "Trójką" w NBA była drużyna Chicago Bulls (Michael Jordan, Scottie Pippen, Dennis Rodman), razem także osiągnęła mistrzostwo NBA (nawet trzykrotnie). Moim zdaniem była to "Największa Wielka Trójka" w historii NBA, a ich rekordy pozostaną niepobite przez dekady (chociażby rekord zwycięstw i porażek 72-10 w sezonie zasadniczym). Następną "Trójką", która przychodzi mi na myśl jest "trójka", a nawet "czwórka" z Los Angeles. W zespole Lakers chciano zbudować bardzo silny zespół z Shaquille'em O'Nealem, Garym Paytonem, Karlem Malone'm oraz Kobe Bryantem w sezonie 2003-2004, aby wrócić na szczyt i zdobyć kolejny tytuł dla Los Angeles. Z tego eksperymentu nic jednak nie wyszło. Karl Malone i Gary Payton byli już u schyłku swej kariery, trapieni kontuzjami. Shaquille O'Neal zaczął się "starzeć" jako zawodnik po kilkunastu latach kariery, a Kobe Bryant nie był w stanie udźwignąć ciężaru wygrywania w pojedynkę. Takim to sposobem upadła idea "Wielkiej Dynastii" w Lakersach i potęgę drużyny postanowiono budować na nowo. Z jakim skutkiem? Dwa tytuły zdobyte w latach 2009-2010 i szansa na kolejny w obecnym sezonie. W niedalekiej przeszłości ideę budowy zespołu na miarę mistrza NBA podjęto także w Bostonie. Sprowadzenie Kevina Garnetta, Raya Allena do grającego lidera Paula Pierce'a oraz nabywającego doświadczenie Rajona Rondo (kolejna Wielka Czwórka) dało efekt w postaci mistrza NBA w roku 2008 i od tej chwili na nowo narodziła się rywalizacja między dwoma miastami : Los Angeles i Bostonu. Obydwa zespoły (Lakers i Celtics) nie zwalniają tempa i trzymają swój poziom gry. Również i w bieżącym sezonie będzie widoczna zaciekła walka w play-offach o awans do wielkiego finału NBA. W obecnych rozgrywkach do walki o mistrzostwo chce włączyć się zespół New York Knicks, który w oknie zimowym dokonał znaczących wymian. Do zespołu przed sezonem dołączył Amare Stoudemire, a w trakcie sezonu Chauncey Billups (mistrz NBA 2004 z Detroit Pistons) oraz Carmelo Anthony z Denver Nuggets. W ten sposób powstała kolejna "Wielka Trójka" w Nowym Jorku, ale poziom, który reprezentuje, daleko jeszcze odbiega od oczekiwanych rezultatów. W przeciągu ostatnich trzech dni (13-15 III 2011 r.) drużyna z Nowego Jorku przegrała dwukrotnie z Indianą Pacers, drużyną "drugiego planu" w NBA. Jeżeli sprowadzenie wyżej wymienionych graczy miało ich "podciągnąć w górę", to słabe są te loty graczy z Nowego Jorku. Być może dopiero w przyszłym sezonie pokażą na co ich stać, bo w chwili obecnej nie prezentują mistrzowskiego poziomu. Wzrastającą i podążającą na szczyt "Wielką Trójką" można zacząć nazywać trzech graczy z Chicago. Derrick Rose, Carlos Boozer oraz Joakim Noah spowodwali, że drużyna z Chicago nabiera rozpędu i obecnie (po ostatnich meczach) wyprzedziła na fotelu lidera Boston Celtics. Wspomniana "Trójka" w Bostonu jest starzejącą się trójką graczy, która powoli będzie ustępować miejsca młodszym kolegom. Natomiast "Trójka" z Chicago może wkroczyć na drogę, którą podążała drużyna z Michaelem Jordanem na czele. Nie można także zapomnieć o drużynie San Antonio Spurs, która w tym sezonie spisuje się rewelacyjnie. Ma najlepszy bilans w NBA i jest faworytem do zdobycia tytułu mistrza NBA. W zespole tym gra kolejna "Wielka Trójka" : Tim Duncan, Manu Ginobili i Tony Parker. Zdarzały im się w tym sezonie pojedyncze wpadki ze słabszymi rywalami (z LA Clippers, Philadelphią, Memphis), ale koszykarze ze stanu Teksas są głównym pretendentem do zdobycia kolejnego tytułu mistrza NBA (poprzednie 1999, 2003, 2005, 2007). Walka w play-off z LA Lakers zapowiada się więc bardzo pasjonująco.

Miejmy nadzieję na kolejne "Wielkie Trójki" (Czwórki) w zespołach NBA, prezentujące bardzo dobry poziom gry i emocje warte finałów NBA. Wyrównany poziom gry poszczególnych drużyn spowoduje, że nie będzie jednostronnych pojedynków, nie będzie granicy między zespołami A, B, czy C, a każdy przeciwnik będzie godzien swego rywala.

Kolejne przemyślenia nadejdą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz