środa, 28 września 2011

Raz, dwa, trzy - wygrasz...

"Lepiej późno niż wcale" - powiedział stary Żyd spóźniając się na pociąg. Na kolejny odcinek na moim blogu dałem sobie (i nie tylko) trochę czekać, ale sądzę, że było warto. W dzisiejszym odcinku chciałbym podsumować tegoroczne play-offy, bo działy się w nich ciekawe zjawiska i wydarzenia.

Przez, praktycznie, cały sezon zasadniczy drużyna San Antonio Spurs dzierżyła miano najlepszej drużyny w NBA. Grała koncertowo, pięknie i skutecznie. Jednak sezon trwa do samego (czytaj : do ostatniego meczu) końca sezonu. Samo życie potwierdziło fakt, iż trzeba zawsze do końca dawać z siebie wszystko i zawsze robić wszystko na tzw. maxa. Na potwierdzenie moich słów pragnę przypomnieć, że San Antonio właśnie w ostatnim dniu sezonu 2010/2011 straciło tytuł najlepszej drużyny sezonu na rzecz Chicago Bulls. Ostatni mecz Chicago wygrało, a San Antonio przegrało i tym samym palmę pierwszeństwa na koniec sezonu przejęła drużyna z Wietrznego Miasta. Ta sytuacja pokazuje, że nie należy nigdy odpuszczać (w przypadku San Antonio), że należy zawsze do końca walczyć (w przypadku Chicago). Nawet różnica jednej wygranej (przegranej) staje się wtedy znacząca. To tak tytułem wstępu kończącego sezon, a rozpoczynającego rozgrywki o mistrzostwo NBA.

Wracając do play-off. Awansowały zespoły, które miały generalnie awansować, czyli wszystko zgodnie z przewidywaniami (może z wyjątkiem Phoenix Suns oraz Houston Rockets). Pewną niespodzianką był awans Memphis Grizzlies na Zachodzie oraz Indiany Pacers na Wschodzie. Memphis zaskoczyli pozytywnie grając rewelacyjnie pod koniec sezonu zasadniczego, a Indiana "rzutem na taśmę awansowała, gdyż z przebiegu sezonu nie wynikało, aby awansowali do najlepszej ósemki Wschodu. Słabsza postawa w końcówce Milwaukee Bucks spowodowała, że Indiana znalazła się w gronie drużyn grających w play-off.

Pierwszą rundę określiłbym mianem "standardowej", gdyż drużyny które miały wygrać wygrały (są również wyjątki od tej reguły, o czym dalej). Na Wschodzie swoje mecze wygrywali faworyci : Chicago Bulls, Miami Heat, Boston Celtics. Jedyną małą niespodzianką była porażka Orlando Magic, którzy w parze z Atlantą Hawks nie dali rady przejść do następnego etapu rozgrywek. Na Zachodzie natomiast utworzyła się podobna sytuacja, gdyż trzy drużyny (LA Lakers, Dallas Mavericks, Oklahoma City Thunder) wygrały zgodnie z przewidywaniami. Jednak największą niespodzianką okazało się zwycięstwo Memphis Grizzlies (rozstawione z ósmym numerem) z San Antonio Spurs (z jedynką). Najlepszy zespół Zachodu nie poradził sobie z najniżej rozstawionym numerem. Ostatnie mecze sezonu zasadniczego w wykonaniu San Antonio (szczególnie te przegrane) mogły wskazywać na słabszą postawę tej drużyny w play-off. Jednak raczej nikt nie spodziewał się, że ta drużyna nie powalczy o mistrzostwo. Zawsze są wzloty i upadki, a play-off to jest czas, w którym daje się z siebie wszystko i nawet słabsze występy pod koniec sezonu nie mogą decydować o tym, że drużyna klasowa odpadnie z play-offów już w pierwszej rundzie. Tak się jednak stało w przypadku San Antonio i awans do dalszej fazy rozgrywek uzyskała drużyna Memphis Grizzlies, dla której był to historyczny sukces. Sukces, bo nigdy nie wygrała meczu w play-off, a tym samym nie awansowała wyżej.

Druga runda play-off NBA to już praktycznie walka o awans do najlepszej czwórki sezonu i starcie drużyn (gigantów i prawie gigantów). Na Wschodzie zmierzyły się Chicago z Atlantą (zgodnie z przewidywaniami wygrało Chicago) oraz rywalizacja, która zyskuje miano WIELKIEJ czyli Miami Heat z Boston Celtics. Bitwę tę wygrało Miami 4-1 i miało finał konferencji w kieszeni. Na Zachodzie zmierzyły się w II rundzie Oklahoma z sensacyjnymi zwycięzcami z I rundy Memphis oraz LA Lakers z Dallas Mavericks. Wielką niespodzianką tej rudny była porażka Lakersów z Dallas i to aż 0-4, a zażartą rywalizację stoczyła pozostała para Oklahoma-Memphis, w której lepsi okazali się gracze z Oklahomy 4-3. Ta runda w NBA pokazała, że prym zaczynają wieść drużyny młodsze (Oklahoma, Memphis, Miami, Chicago), a starsze, doświadczone zespoły (jeżeli nie dokonają korekt-odmłodzenia składu) : Boston, LA Lakers czy San Antonio nie mają co liczyć na mistrzostwo. Być może były to jednorazowe przypadki przegranych (w przyszłym sezonie może być odwrotnie), ale bez zmian raczej w tych zespołach się nie obędzie.

Finały konferencji odbyły się planowo tzn. wygrały te zespoły, które miały wygrać (chociaż niepewny był wynik rywalizacji Chicago - Miami). Wygrało Miami i to oni zagrali o mistrzowskie pierścienie z Dallas Mavericks, którzy w finale Zachodu pokonali młodych Oklahoma City Thunder. Finał NBA zatem zapowiadał się bardzo interesująco : Miami Heat - Dallas Mavericks. Powiedziałbym nawet bardzo interesująco, gdyż powtarzała się sytuacja z roku 2006, kiedy te dwie drużyny również znalazły się w finale NBA. Wtedy lepszym zespołem okazało się Miami Heat (z Shaquillem O'Nealem w składzie) wygrywając w stosunku 4-2. W tym roku trudno było wskazać faworyta, gdyż Miami wzmocniło się LeBronem Jamesem i Chrisem Boshem, którzy dołączyli do Dwayne'a Wade'a (który pamięta finały 2006, gdzie brylował jako młody zawodnik), a Dallas pokonali po drodze obrońców tytułu LA Lakers, a ich doświadczenie miało właśnie teraz zaprocentować. I zaprocentowało w postaci tytułu mistrza NBA A.D. 2011. Po prostu rewanż za finały 2006 roku udał się w 100%. Wygrana 4-2 nie pozostawiała wątpliwości, kto jest lepszy, chociaż nie brakowało zaciętych meczy (pierwsze cztery mecze finału). Ostatnie dwa drużyna Dallas wygrała niewielką różnicą, ale gwarantującą spokojną wygraną. W ten oto sposób tytuł mistrza pojechał do Dallas po raz pierwszy. Budowana za wielkie pieniądze (ale rozsądnie) Marka Cubana drużyna osiagnęłą swój cel wygrywając ligę, a zawodnicy mogą czuć się spełnieni, że lata pracy w końcu przyniosły efekt. Trochę niedosytu można czuć w przypadku drugiego finalisty - Miami Heat. Zespół typowany od początku sezonu na mistrza, spełnił oczekiwania wszystkich awansując do wielkiego finału, ale jeszcze potrzeba czasu, aby zawodnicy "zrośli" się ze sobą i zdobyli tytuł.

Kolejne przemyślenia wkrótce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz