W końcu, po długich tygodniach oczekiwania, zaczęła się karuzela pod nazwą "NBA". Piszę "w końcu", bo na ten moment czekali wszyscy tzn. zawodnicy, trenerzy, a przede wszystkim ci, którzy z największym zniecierpliwieniem oczekiwali rozpoczęcia sezonu 2011/2012 czyli kibice. Kibice, dla których ta gra powstała i cieszy ich rok rocznie. Kibice, bez których liga NBA nie utrzymałaby się na powierzchni. Kibice, niektórzy fanatyczni, którzy poświęcili część swego życia na koszykówkę, która jest ich pasją i oderwaniem od rzeczywistości. Kibice, którzy godzinami mogliby dyskutować, wymieniać się poglądami oraz swoimi doświadczeniami związanymi z NBA. Również moja skromna osoba należy po kibiców, którzy zakochali się w NBA i z wielkim oddaniem analizują to, co dzieje się podczas poszczególnych sezonów NBA w USA.
Czas napisać kilka słów o zawodnikach, sytuacji, jaka wytworzyła się podczas przerwy zwanej lokautem tj.od 1 lipca do 9 grudnia tego roku. Zmieniło się dosyć sporo. Jeśli mówimy o zawodnikach : wielu zmieniło barwy klubowe, kilku znaczących graczy wzmocniło nowe ekipy, kilka zespołów wręcz się osłabiło w ramach przebudowy, która ma procentować w najbliższych latach. Zacznijmy od początku. Na pierwszy rzut oka, widoczny nawet w bardzo ciemnych okularach, wielką przebudowę i wzmocnieniu uległa drużyna z LA. Wiem, że każdy pomyślałby o Lakersach, ale nie. Chodzi mianowicie o Clippersów. Piszę mianowicie o przejściu z New Orleans Hornets do Clippers Chrisa Paula. Drużyna, która miała duże problemy finansowe, w konsekwencji w ubiegłym sezonie przeszła pod zarząd NBA, sprzedaje zawodników. Chris Paul to jeden z najlepszych rozgrywających ligi i zmiana przez niego klubu, to szansa na większe sukcesy, aniżeli gra w pierwszej rundzie play-off. Powiedzmy sobie szczerze : Nowy Orlean to nie jest miasto dla wielkich graczy (za całym szacunkiem dla każdego miasta NBA). Natomiast dla LA Clippers duże wzmocnienie i konkurencja dla Lakers. Wzmocnieniem jest także przyjście do Clippers Carona Butlera z Dallas. Niezły strzelec, który wspomoże siłę ofensywną Clippers. Również pozyskanie Chaunceya Billupsa z Nowego Jorku dopełniło skład na pozycji nr 1 (chyba tylko jako zmiennik Paula). Dla mnie dziwne są ruchy transferowe Clippers z jednego powodu : otóż, właściciel Clippers Donald Sterling, przez wiele lat unikał znaczących transferów czy kupna zawodników dobrze opłacanych czyli tzw. gwiazd. Liczył się dla niego przede wszystkim fakt, iż "bycia na plusie" na koniec sezonu pod względem finansowym. Nawet pensje zawodników nie były maksymalne, aby tylko nie dołożyć do interesu. Z punktu widzenia gospodarczego, jest to jak najbardziej chwalebne, ale chyba nie do końca. Nie do końca, bo gdyby zainwestował w klub, zawodników więcej funduszy, to z biegiem czasu zyski mógłby liczyć wielokrotnie więcej np. na sprzedaży gadżetów, koszulek klubowych itp. Czyżby więc zrozumiał i zobaczył co dzieje się "za miedzą" czyli w Lakers i postanowił trochę zainwestować właśnie w klub? Czas pokaże, czy były to ruchy wyłącznie zmierzające do budowy solidnego zespołu aspirującego na mistrza NBA, czy tylko wykorzystanie okazji czasu lokautu, aby tymczasowo wzmocnić drużynę i drogo odsprzedać bardzo dobrych zawodników w krótkim czasie w celu zdobycia kolejnych tysięcy dolarów? Z kolei z Clippers odeszli Baron Davis do Knicks i Eric Gordon do Hornets (w ramach wymiany). Jeżeli zacząłem od wzmocnień to wspomnieć należy także o Denver Nuggets. Drużyna z Denver pozyskała Rudy Fernandeza, Andre Millera z Portland, Timofieja Mozgowa oraz Danilo Gallinariego z New York Knicks. Jest to chyba kolejny akt przebudowy Nuggets po odejściu Carmelo Anthony'ego i Chaunceya Billupsa w ubiegłym sezonie do Nowego Jorku. Wzmocniona została tym samym strefa podkoszowa zespołu. Jeśli chodzi o wzmocnienia to jeszcze należałoby wspomnieć o Utah Jaz, którzy pozyskali rozgrywającego Devina Harrisa i skrzydłowego Derricka Favorsa z New Jersey Nets. Jazzmani powoli odbudowują się (ale chyba pozostaną średniakiem ligi) po stracie Derona Williamsa i trenera Jerry'ego Sloana. Nie możemy pominąć także osłabień niektórych zespołów. Na pierwszym miejscu wymieniłbym mistrza ligi Dallas Mavericks. Pozyskali, co prawda, z Lakers Lamara Odoma (strefa podkoszowa), ale na pozycji wysokich graczy stracili Tysona Chandlera (odszedł do Knicks), Predraga Stojakovicia (zakończył karierę). Na pozycji obrońcy stracili Jose Bareę (poszedł do Minnesoty) oraz DeShawna Stevensona (nie wiadomo gdzie będzie grał w tym sezonie). Zyskali natomiast starzejącego się Vince'a Cartera z Phoenix Suns na pozycji skrzydłowy-obrońca. Niewiele jak na zespół, który myśli o obronie tytułu. Na drugim miejscu osłabień usytuowałbym zespół Portland Trail Blazers. Chroniczne bóle kolan zmusiły Brandona Roya do zakończenia kariery tuż przed rozpoczęciem sezonu. Wcześniej wspomniałem Rudy'ego Fernandeza oraz Andre Millera, którzy zmienili klub. Do osłabień zaliczyć trzeba także brak Grega Odena (ciągłe problemy z kolanami), a przyjście Jamala Crawforda z Atlanty raczej nie wynagrodzi strat. Niektóre pozostałe zmiany klubowe ważnych koszykarzy można wymienić w kliku pozycjach : Mickael Pietrus z Suns do Toronto Raptors, Richard "Rip" Hamilton z Detroit Pistons do Chicago Bulls, Shane Battier z Houston Rockets do Miami Heat, David West (z Hornets) i George Hill (z San Antonio Spurs) do Indiany, Stephen Jackson (z Charlotte Bobcats), Mike Dunleavy (z Indiany) i Beno Udrih (z Sacramento) do Milwaukee Bucks, Tracy McGrady z Detroit do Atlanty (ciekawe czy przejdą I rundę play-off po kwalifikacji). Na koniec wspomnę jeszcze o wielkiej niewiadomej, jaką jest ekipa Minnesota Timberwolves. Otóż, w obecnym sezonie, zaczyna tam karierę Ricky Rubio z Barcelony. Pamietam go z MŚ 2006 roku. Wtedy Hiszpania zdobyła złoty medal, a Rubio (wówczas 16-latek) grał rewelacyjnie. Może on zrewolucjonizować klub Minnesota Timberwolves (nabrał doświadczenia przez kilka lat gry w Europie), a bynajmniej podnieść notowania klubu i jego poziom sportowy. Oby nie został jego potencjał zmarnowany.
Zapowiada nam się kolejny ciekawy sezon, tylko z jednym zastrzeżeniem : dlaczego co roku widać ciągle wzmacniający się Zachód, a Wschód pozostaje bez znaczących zawodników, za to z ciągle malejącym potencjałem? Doprowadza to do sytuacji, gdzie na Zachodzie będzie coraz bardziej wyrównany poziom, natomiast na Wschodzie (poza kilkoma ekipami) będzie poziom przeciętny lub mierny. Wolałbym, aby proporcje równomiernie się wyrównywały i nie było przepaści między zespołami Wschodu i Zachodu. Czego życząc wszystkim kibicom i kończąc słowa tej analizy dzisiejszej.
Kolejne przemyślenia nadejdą...
poniedziałek, 26 grudnia 2011
sobota, 24 grudnia 2011
Lekkie spowolnienie
"Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze" - to stare indiańskie przysłowie jest jak najbardziej aktualne w stosunku do tematu dzisiejszego felietonu.
Wiem, wiem, wiem... Znów troszkę to trwało, ale sezon A.D. 2011/2012 rozpoczyna się dopiero jutro. Taki prezent na Święta Bożego Narodzenia dla kibiców i osób związanych z NBA. Spowolnienie przygotowań do sezonu (lokaut) trwał nieco krócej niż ten ostatni z roku 1998. Wtedy rozgrywki rozpoczęły się w lutym 1999 roku, a obecnie rozpoczynają się na Boże Narodzenie. Wtedy rozegrano 50 meczy, a teraz zostaną do rozegrania aż (!) 66. Co kilka lat w NBA dochodzi do negocjacji dotyczących podziału zysków pomiędzy właścicieli klubów a zawodników. Liga NBA od tych przychodów pobiera odpowiedni procent, ale główny podział raczej dotyczy głównych aktorów przedstawienia (zawodników) oraz ich reżyserów (właścicieli klubów). Zawodnicy NBA raczej nigdy nie należeli do osób, które korzystają z pomocy opieki społecznej. Raczej zaliczyłbym ich do bohaterów listy ogłaszanej przez "Forbesa" i to na dosyć wysokich pozycjach. Nie mówię tu o takich utracjuszach, którzy wielkie pieniądze sprzeniewierzyli w kasynach, przehulali w różny sposób lub źle zainwestowali. Człowiek dobrze gospodarujący swoim majątkiem jest w stanie, oczywiście z pensji średniej klasy zawodnika NBA, utrzymać rodzinę i zapewnić utrzymanie na trzy pokolenia do przodu. W tym momencie przypominają mi się negocjacje Latrella Sprewella, któremu nie wystarczyłoby kilkanaście milionów dolarów, proponowanych w ramach kontraktu, na utrzymanie dla najbliższej rodziny własnej (co w efekcie doprowadziło do sytuacji, gdzie Laterell w ogóle nie otrzymał angażu w NBA). Rozumiem pracę i zarabianie pieniędzy, ale chciwość trzeba oddzielić od zarobków adekwatnych do wykonywanej pracy. Oczywiście zgadzam się, że koszykarze NBA są w różnym stopniu utalentowani i swoją pracę (grę na parkietach NBA) wykonują bardziej lub mniej rzetelnie. Dlatego właśnie (dodając odpowiedni staż) otrzymują zróżnicowane zarobki. A są to zarobki (trzeba powiedzieć uczciwie) nieosiągalne dla zwykłego (nawet Amerykanina) śmiertelnika. Przedłużające się negocjacje dotyczące właśnie podziału zysków wzięły się zapewne z faktu, iż koszykarze przyzwyczaili się do bardzo wysokiego standardu życia, życia luksusowego. Moim skromnym zdaniem wszyscy stracili na przerwie lokautowej w rozgrywkach. Stracili właściciele, zawodnicy, kibice. Stracili także ci, którzy biznesowo są związani z NBA. Chodzi mi mianowicie o ludzi, którzy prowadzą działalność gospodarczą i świadczą usługi dla klubów. Stracił cały świat przez brak oglądalności. Straciły same USA na podatkach, bo pensje zawodników NBA na czas lokautu zostały wstrzymane. Mniejsze zakupy, ograniczanie wydatków, liczenie każdego dolara. Tak naprawdę nic dobrego nie wyszło z lokautu. Summa summarum : dobrze, że w końcu lokaut się zakończył i obecny sezon może się w końcu rozpocząć.
Jeszcze na koniec chciałem kilka słów wspomnieć personalnie o samych zawodnikach. Niektórzy koszykarze NBA, w związku z lokautem, postanowili zakończyć kariery. Shaquille O'Neal, Zydrunas Ilgauskas - ze względu na lata gry i częste kontuzje. Yao Ming, - ze względu na kontuzje. Niektórzy zawodnicy postanowili negocjować z innymi klubami kontrakty na czas lokautu w NBA. Te inne kluby leżą w różnych częściach świata np. Deron Williams, Sasza Vujacić, Lamar Odom, Ersan Ilyasowa (Turcja), Nenad Krstić, Marcin Gortat (negocjował tylko), Timofiej Mozgow, Andriej Kirilenko (Rosja), Ty Lawson (Łotwa), Rudy Fernandez, Serge Ibaka, Goran Dragić (Hiszpania). W Francji mieli grać Nicolas Batum, oraz Tony Parker, we Włoszech Danilo Gallinari (wybory narodowe), natomiast w odległych Chinach mieli zagrać Kenyon Martin, J.R. Smith, Wilson Chandler, a został tylko Aaron Brooks, który podpisał kontrakt, którego nawet po rozpoczęciu sezonu w NBA, nie może przerwać. Raczej wybierane były zespoły i kraje w Europie ze względu na mocne ligi oraz samą możliwość gry. Właśnie podtrzymanie formy było głównym celem koszykarzy, gdyż w czasie zawieszenia rozgrywek w NBA, nie ma nawet możliwości trenowania, kontaktowania się z osobami z klubu. Ba, każdy z zawodników traci ubezpieczenie zdrowotne w czasie lokautu. Kontrakty były zawierane krótkoterminowo z opcją zakończenia w chwili ogłoszenia końca przerwy. Każdy z trenujących koszykarzy wchodzi wtedy w pełny rytm NBA, bez większych strat treningowych. I to uważam jest słuszne podejście, gdyż forma sportowa jest utrzymana. Jedyny plus z lokautu jest taki, że zawodnicy kontuzjowani lub przemęczeni, mogą sobie wyleczyć kontuzje lub więcej czasu poświęcić na odpoczynek, aby w pełni formy wrócić do rozgrywek właściwych. Oby ten nadchodzący i wkrótce rozpoczynający się sezon 2011/2012 miał wysoki poziom i aby zawodnicy głodni gry, pokazali wielką klasę, która charakteryzuje NBA. Miejmy nadzieję, że tak się stanie.
Kolejny tekst wkrótce...
Wiem, wiem, wiem... Znów troszkę to trwało, ale sezon A.D. 2011/2012 rozpoczyna się dopiero jutro. Taki prezent na Święta Bożego Narodzenia dla kibiców i osób związanych z NBA. Spowolnienie przygotowań do sezonu (lokaut) trwał nieco krócej niż ten ostatni z roku 1998. Wtedy rozgrywki rozpoczęły się w lutym 1999 roku, a obecnie rozpoczynają się na Boże Narodzenie. Wtedy rozegrano 50 meczy, a teraz zostaną do rozegrania aż (!) 66. Co kilka lat w NBA dochodzi do negocjacji dotyczących podziału zysków pomiędzy właścicieli klubów a zawodników. Liga NBA od tych przychodów pobiera odpowiedni procent, ale główny podział raczej dotyczy głównych aktorów przedstawienia (zawodników) oraz ich reżyserów (właścicieli klubów). Zawodnicy NBA raczej nigdy nie należeli do osób, które korzystają z pomocy opieki społecznej. Raczej zaliczyłbym ich do bohaterów listy ogłaszanej przez "Forbesa" i to na dosyć wysokich pozycjach. Nie mówię tu o takich utracjuszach, którzy wielkie pieniądze sprzeniewierzyli w kasynach, przehulali w różny sposób lub źle zainwestowali. Człowiek dobrze gospodarujący swoim majątkiem jest w stanie, oczywiście z pensji średniej klasy zawodnika NBA, utrzymać rodzinę i zapewnić utrzymanie na trzy pokolenia do przodu. W tym momencie przypominają mi się negocjacje Latrella Sprewella, któremu nie wystarczyłoby kilkanaście milionów dolarów, proponowanych w ramach kontraktu, na utrzymanie dla najbliższej rodziny własnej (co w efekcie doprowadziło do sytuacji, gdzie Laterell w ogóle nie otrzymał angażu w NBA). Rozumiem pracę i zarabianie pieniędzy, ale chciwość trzeba oddzielić od zarobków adekwatnych do wykonywanej pracy. Oczywiście zgadzam się, że koszykarze NBA są w różnym stopniu utalentowani i swoją pracę (grę na parkietach NBA) wykonują bardziej lub mniej rzetelnie. Dlatego właśnie (dodając odpowiedni staż) otrzymują zróżnicowane zarobki. A są to zarobki (trzeba powiedzieć uczciwie) nieosiągalne dla zwykłego (nawet Amerykanina) śmiertelnika. Przedłużające się negocjacje dotyczące właśnie podziału zysków wzięły się zapewne z faktu, iż koszykarze przyzwyczaili się do bardzo wysokiego standardu życia, życia luksusowego. Moim skromnym zdaniem wszyscy stracili na przerwie lokautowej w rozgrywkach. Stracili właściciele, zawodnicy, kibice. Stracili także ci, którzy biznesowo są związani z NBA. Chodzi mi mianowicie o ludzi, którzy prowadzą działalność gospodarczą i świadczą usługi dla klubów. Stracił cały świat przez brak oglądalności. Straciły same USA na podatkach, bo pensje zawodników NBA na czas lokautu zostały wstrzymane. Mniejsze zakupy, ograniczanie wydatków, liczenie każdego dolara. Tak naprawdę nic dobrego nie wyszło z lokautu. Summa summarum : dobrze, że w końcu lokaut się zakończył i obecny sezon może się w końcu rozpocząć.
Jeszcze na koniec chciałem kilka słów wspomnieć personalnie o samych zawodnikach. Niektórzy koszykarze NBA, w związku z lokautem, postanowili zakończyć kariery. Shaquille O'Neal, Zydrunas Ilgauskas - ze względu na lata gry i częste kontuzje. Yao Ming, - ze względu na kontuzje. Niektórzy zawodnicy postanowili negocjować z innymi klubami kontrakty na czas lokautu w NBA. Te inne kluby leżą w różnych częściach świata np. Deron Williams, Sasza Vujacić, Lamar Odom, Ersan Ilyasowa (Turcja), Nenad Krstić, Marcin Gortat (negocjował tylko), Timofiej Mozgow, Andriej Kirilenko (Rosja), Ty Lawson (Łotwa), Rudy Fernandez, Serge Ibaka, Goran Dragić (Hiszpania). W Francji mieli grać Nicolas Batum, oraz Tony Parker, we Włoszech Danilo Gallinari (wybory narodowe), natomiast w odległych Chinach mieli zagrać Kenyon Martin, J.R. Smith, Wilson Chandler, a został tylko Aaron Brooks, który podpisał kontrakt, którego nawet po rozpoczęciu sezonu w NBA, nie może przerwać. Raczej wybierane były zespoły i kraje w Europie ze względu na mocne ligi oraz samą możliwość gry. Właśnie podtrzymanie formy było głównym celem koszykarzy, gdyż w czasie zawieszenia rozgrywek w NBA, nie ma nawet możliwości trenowania, kontaktowania się z osobami z klubu. Ba, każdy z zawodników traci ubezpieczenie zdrowotne w czasie lokautu. Kontrakty były zawierane krótkoterminowo z opcją zakończenia w chwili ogłoszenia końca przerwy. Każdy z trenujących koszykarzy wchodzi wtedy w pełny rytm NBA, bez większych strat treningowych. I to uważam jest słuszne podejście, gdyż forma sportowa jest utrzymana. Jedyny plus z lokautu jest taki, że zawodnicy kontuzjowani lub przemęczeni, mogą sobie wyleczyć kontuzje lub więcej czasu poświęcić na odpoczynek, aby w pełni formy wrócić do rozgrywek właściwych. Oby ten nadchodzący i wkrótce rozpoczynający się sezon 2011/2012 miał wysoki poziom i aby zawodnicy głodni gry, pokazali wielką klasę, która charakteryzuje NBA. Miejmy nadzieję, że tak się stanie.
Kolejny tekst wkrótce...
Subskrybuj:
Posty (Atom)