sobota, 24 grudnia 2011

Lekkie spowolnienie

"Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze" - to stare indiańskie przysłowie jest jak najbardziej aktualne w stosunku do tematu dzisiejszego felietonu.
Wiem, wiem, wiem... Znów troszkę to trwało, ale sezon A.D. 2011/2012 rozpoczyna się dopiero jutro. Taki prezent na Święta Bożego Narodzenia dla kibiców i osób związanych z NBA. Spowolnienie przygotowań do sezonu (lokaut) trwał nieco krócej niż ten ostatni z roku 1998. Wtedy rozgrywki rozpoczęły się w lutym 1999 roku, a obecnie rozpoczynają się na Boże Narodzenie. Wtedy rozegrano 50 meczy, a teraz zostaną do rozegrania aż (!) 66. Co kilka lat w NBA dochodzi do negocjacji dotyczących podziału zysków pomiędzy właścicieli klubów a zawodników. Liga NBA od tych przychodów pobiera odpowiedni procent, ale główny podział raczej dotyczy głównych aktorów przedstawienia (zawodników) oraz ich reżyserów (właścicieli klubów). Zawodnicy NBA raczej nigdy nie należeli do osób, które korzystają z pomocy opieki społecznej. Raczej zaliczyłbym ich do bohaterów listy ogłaszanej przez "Forbesa" i to na dosyć wysokich pozycjach. Nie mówię tu o takich utracjuszach, którzy wielkie pieniądze sprzeniewierzyli w kasynach, przehulali w różny sposób lub źle zainwestowali. Człowiek dobrze gospodarujący swoim majątkiem jest w stanie, oczywiście z pensji średniej klasy zawodnika NBA, utrzymać rodzinę i zapewnić utrzymanie na trzy pokolenia do przodu. W tym momencie przypominają mi się negocjacje Latrella Sprewella, któremu nie wystarczyłoby kilkanaście milionów dolarów, proponowanych w ramach kontraktu, na utrzymanie dla najbliższej rodziny własnej (co w efekcie doprowadziło do sytuacji, gdzie Laterell w ogóle nie otrzymał angażu w NBA). Rozumiem pracę i zarabianie pieniędzy, ale chciwość trzeba oddzielić od zarobków adekwatnych do wykonywanej pracy. Oczywiście zgadzam się, że koszykarze NBA są w różnym stopniu utalentowani i swoją pracę (grę na parkietach NBA) wykonują bardziej lub mniej rzetelnie. Dlatego właśnie (dodając odpowiedni staż) otrzymują zróżnicowane zarobki. A są to zarobki (trzeba powiedzieć uczciwie) nieosiągalne dla zwykłego (nawet Amerykanina) śmiertelnika. Przedłużające się negocjacje dotyczące właśnie podziału zysków wzięły się zapewne z faktu, iż koszykarze przyzwyczaili się do bardzo wysokiego standardu życia, życia luksusowego. Moim skromnym zdaniem wszyscy stracili na przerwie lokautowej w rozgrywkach. Stracili właściciele, zawodnicy, kibice. Stracili także ci, którzy biznesowo są związani z NBA. Chodzi mi mianowicie o ludzi, którzy prowadzą działalność gospodarczą i świadczą usługi dla klubów. Stracił cały świat przez brak oglądalności. Straciły same USA na podatkach, bo pensje zawodników NBA na czas lokautu zostały wstrzymane. Mniejsze zakupy, ograniczanie wydatków, liczenie każdego dolara. Tak naprawdę nic dobrego nie wyszło z lokautu. Summa summarum : dobrze, że w końcu lokaut się zakończył i obecny sezon może się w końcu rozpocząć.
Jeszcze na koniec chciałem kilka słów wspomnieć personalnie o samych zawodnikach. Niektórzy koszykarze NBA, w związku z lokautem, postanowili zakończyć kariery. Shaquille O'Neal, Zydrunas Ilgauskas - ze względu na lata gry i częste kontuzje. Yao Ming,  - ze względu na kontuzje. Niektórzy zawodnicy postanowili negocjować z innymi klubami kontrakty na czas lokautu w NBA. Te inne kluby leżą w różnych częściach świata np. Deron Williams, Sasza Vujacić, Lamar Odom, Ersan Ilyasowa (Turcja), Nenad Krstić, Marcin Gortat (negocjował tylko), Timofiej Mozgow, Andriej Kirilenko (Rosja), Ty Lawson (Łotwa), Rudy Fernandez, Serge Ibaka, Goran Dragić (Hiszpania). W Francji mieli grać Nicolas Batum, oraz Tony Parker, we Włoszech Danilo Gallinari (wybory narodowe), natomiast w odległych Chinach mieli zagrać Kenyon Martin, J.R. Smith, Wilson Chandler, a został tylko Aaron Brooks, który podpisał kontrakt, którego nawet po rozpoczęciu sezonu w NBA, nie może przerwać. Raczej wybierane były zespoły i kraje w Europie ze względu na mocne ligi oraz samą możliwość gry. Właśnie podtrzymanie formy było głównym celem koszykarzy, gdyż w czasie zawieszenia rozgrywek w NBA, nie ma nawet możliwości trenowania, kontaktowania się z osobami z klubu. Ba, każdy z zawodników traci ubezpieczenie zdrowotne w czasie lokautu. Kontrakty były zawierane krótkoterminowo z opcją zakończenia w chwili ogłoszenia końca przerwy. Każdy z trenujących koszykarzy wchodzi wtedy w pełny rytm NBA, bez większych strat treningowych. I to uważam jest słuszne podejście, gdyż forma sportowa jest utrzymana. Jedyny plus z lokautu jest taki, że zawodnicy kontuzjowani lub przemęczeni, mogą sobie wyleczyć kontuzje lub więcej czasu poświęcić na odpoczynek, aby w pełni formy wrócić do rozgrywek właściwych. Oby ten nadchodzący i wkrótce rozpoczynający się sezon 2011/2012 miał wysoki poziom i aby zawodnicy głodni gry, pokazali wielką klasę, która charakteryzuje NBA. Miejmy nadzieję, że tak się stanie.

Kolejny tekst wkrótce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz