niedziela, 21 października 2012

Hit transferów czyli koniec Letniej Opery Howarda. Dwighta Howarda

Serial pod nazwą "zmiana klubu przez Dwighta Howarda" dobiegł końca. Nareszcie. W końcu. Na szczęście. Po (chyba) niezbyt długim okresie rokowań letnich Dwight Howard zmienił ciepłe środowisko na jeszcze cieplejsze. Przeniósł się z Florydy (Orlando Magic) do Kalifornii (Los Angeles Lakers). Jeżeli dany zawodnik ligi pragnie zmienić klub z różnych względów, to po prostu to robi, nie przedłużając kontraktu, a podpisując nowy. W innym stylu żegnał się Dwight Howard z Magikami. Najpierw narzekał na trenera, następnie nie wypowiadał się na temat przedłużenia swojego kontraktu, potem przyplątała się jemu kontuzja, która wyeliminowała go na dłuższy okres z gry. Tak naprawdę nie miał chyba ochoty już grać dla Magic (ze względu na brak wzmocnień zespołu, a tym samym brak realnych perspektyw na zdobycie mistrzostwa NBA), a chciał zmienić otoczenie i mieć większą szansę na tytuł. Szukanie jakichkolwiek bzdurnych wymówek, to tylko tzw. zasłona dymna, gdyż podczas rehabilitacji po kontuzji kręgosłupa przebywał przecież w Los Angeles i raczej wcześniej musiał "coś" wiedzieć, a po rehabilitacji przecież, doszło do sfinalizowania nowego kontraktu z Lakers. Większe pieniądze, większy prestiż, więcej możliwości i... większe słońce. Zanim wspomnę jeszcze o szczegółach transferu, to pragnę napisać, iż przypomina mi się sytuacja z 2010 roku, dotycząca LeBrona Jamesa. Powiem wprost : ściemniał, że nie wie, czy chce grać dla Cleveland czy dla innego zespołu. Jego milczenie było dowodem na to, że już wtedy nie chciał grać dla Cavaliers i chce odejść. Podobnie, jak teraz Howard, James nie widział świetlanych perspektyw, że z Cleveland Cavaliers tytuł zdobędzie. I odszedł. Czy zrobił dobrze? Trudno ocenić. W tym minionym sezonie zdobył co prawda tytuł z Miami Heat (za drugim podejściem), ale w Miami jest plejada innych wspomagających zawodników. Dla tytułu TAK, ale dla ambicji i stylu, w jakim przeniósł się na Florydę, już NIE. Podobnie (chyba) robi Howard, przenosząc się do Kalifornii. W LA Lakers budują drużynę dosłownie na dwa-cztery lata, bo Kobe Bryant chyba dłużej nie pogra na bardzo wysokim poziomie. Ściągnęli Steve'a Nasha z Phoenix, aby pomógł (i sam także zdobył) zdobyć kolejny tytuł dla Lakers. Co będzie później, jak kariery zakończą Nash i Bryant, nie wiadomo. Na pewno coś planują, ale samymi pieniędzmi nie zdobędą tytułu.
Odnośnie wymiany Howarda : był to dosyć skomplikowany transfer, ale wspomnę tylko, że Lakers oddali za niego do Orlando Chrisa Duhona i Earla Clarka oraz wybory w drafcie (5 do wykorzystania w przyszłych sezonach). Dodatkowo Lakers oddali Andrew Bynuma do Philadelphii 76ers, gdyż miał spore problemy z kolanami. Dodać do tego trzeba jeszcze, iż do 76ers przeszedł Jason Richardson z Orlando,Orlando pozyskało Arrona Affalo, Ala Harringhtona z Denver Nuggets oraz Nikolę Vucevicia i Maurice'a Harklessa z 76ers. Denver natomiast pozyskało Andre Iguodalę z 76ers. Trochę to skomplikowane, ale czas tak naprawdę pokaże, która drużyna wyjdzie najlepiej na tej wymianie zawodników. Perspektywicznie patrząc dobrą pozycję wyjściową ma Orlando, chociaż w tym sezonie raczej nie odegra większej roli. Biorąc jednak pod uwagę wybory w drafcie, to zespół ten ma duże szanse na odbudowanie wysokiej pozycji w lidze za kilka lat. Philadelphia zyskała dobrego strzelca i centra, więc z atakiem nie powinno być źle w tej drużynie. Denver z kolei także pozyskali superstrzelca w osobie Iguodali i dobrego obrońcę. Summa summarum najlepiej w obecnym sezonie powinni poradzić sobie Lakers, którzy już pretendują do gry o mistrzostwo. Jeżeli kontuzje podstawowych zawodników ich ominą, mają na to duże szanse. Dobrze się stało, że ta Opera Letnia doszła do końca aktu trzeciego (czwartego) i tym samym można rozpocząć nowy sezon A.D. 2012/2013.

WIADOMOŚCI O INNYCH TRANSFERACH

Do dnia 20 października 2012 roku doszło do kilku wymian w klubach NBA. Poniżej krótkie ich zestawienie.

Minnesotę Timberwolves zasilił grający wcześniej w Europie Will Conroy, Greg Stiemsma przyszedł z Boston Celtics, a ostatnio nowym graczem został Lou Amundsen, który w poprzednim sezonie bronił barw Indiany Pacers.

Zespół z Bostonu, Celtics, będzie w obecnym sezonie wspomagał Darko Milicić (zwolniony poprzednio przez Minnesotę) oraz Leandro Barbosa, który przyszedł z Indiany. Do Bostonu wraca także Jeff Green, u którego wykryto wadę serca.

Barw drużyny z Indiany będzie bronił w obecnym sezonie San Young, Blake Ahearn oraz Sundiata Gaines.

Nowy (stary) zespół Nets, obecnie będzie występował jako Brooklyn Nets, pozyskał Andre Blachte'a (wcześniej zwolnionego z kontraktu w Washingtonie) oraz Josh Childress, który przybył do Nowego Jorku z Phoenix.

W drużynie Milwaukee Bucks grać będzie weteran Joel Przybilla (z Portland), a także Marquis Daniels, który opuścił szeregi Boston Celtics.

W Orlando będzie grał E'Twaun Moore, który został zwolniony z kontraktu przez Houston Rockets, Jermaine O'Neal będzie starał się wzmocnić drużynę Phoenix Suns, przechodząc z Boston Celtics, Damien James zasilił team Atlanty Hawks (z New Jersey Nets), C.J. Miles będzie grał w Cleveland Cavaliers (poprzednio w Utah Jazz), Jodi Meeks przyszedł do LA Lakers z Philadelphii 76ers, Carlos Delfino podpisał kontrakt z Houston Rockets (ostatnio w Milwaukee Bucks), Martell Webster będzie bronił barw Washington Wizards (został zwolniony z kontraktu w Minnesocie Timberwolves), Matt Barnes zmienił właściwie tylko barwy klubowe - z Lakers na Clippers, ale w dalszym ciągu pozostaje w Los Angeles, a także w tej samej hali; Dominic McGuirre będzie grał w Kanadzie - w Toronto Raptors.

Dużym jednak zaskoczeniem jest powrót, po dwóch latach przerwy, Rasheeda Wallace'a do zespołu Knicks. Drużyna z Nowego Jorku będzie tym samym najstarszą drużyną w lidze NBA.

Karierę sportową zakończył Juwan Howard z Miami Heat.

WIADOMOŚCI O OSŁABIENIACH ZESPOŁÓW NBA

Kluczowym osłabieniem zespołu Phoenix Suns jest strata Channinga Frye'a, u którego wykryto podczas badań lekarskich wadę serca i prawdopodobnie nie zagra w obecnym sezonie.

Przynajmniej do końca listopada Minnesota Timberwolves będzie musiała radzić sobie bez Kevina Love'a, gdyż złamał kości śródręcza w ręcerzucającej, natomiast termin powrotu Ricky'ego Rubio (po zerwaniu więzadeł) nie jest jeszcze znany.

Ronnie Brewer osłabi drużynę New York Knicks, gdyż zerwał łąkątkę w kolanie i nie wiadomo, kiedy pojawi się na parkietach NBA.

Dallas Mavericks na początku sezonu będzie musiała radzić sobie bez swojego lidera, Dirka Nowitzkiego, który przeszedł artroskopię kolana i do końca listopada pozostanie poza grą.

Swojego lidera straciła także drużyna Washington Wizards. John Wall będzie pauzował około 8 tygodni ze względu na kontuzję lewego kolana.

Kolejne doniesienia z NBA wkrótce...

środa, 15 sierpnia 2012

Transfery lipca czyli roszady w zespołach NBA

Sezon zasadniczy NBA A.D. 2011/2012 zakończył się już w czerwcu, ale nie mniej gorący (nie tylko pod względem temperatur miesiąca), był lipiec w NBA. Wszystko za sprawą wygasających umów zawodników z dotychczasowymi klubami, zmianami klubów przez zawodników i związanymi z tym transferami w klubach NBA. Każda drużyna NBA dąży do zdobycia mistrzostwa i w tym celu stara się, aby budowany skład (niekoniecznie w najbliższym sezonie), miał doprowadzić ich do upragnionego celu. W transferach między klubami biorą udział zawodnicy, których kariera zbliża się malutkimi krokami do końca, więc siłą rzeczy jest fakt, że próbują jeszcze oni zdobyć tytuł mistrzowski. Takich graczy także nie brakowało na rynku transferowym. Generalnie trzon liczących się zespołów pozostał, a wzmacniana jest np. ławka rezerwowych bądź uzupełnianie składu na przyszłość poprzez zawodników z draftu. Nie mniej jednak, nie bacząc na powody transferów i ich trafność oraz słuszność, w NBA działo się ciekawie tego lata. Poniżej opis najważniejszych transferów, wymian w NBA (stan na 31.07.2012 r.).

KONFERENCJA WSCHODNIA

NEW YORK KNICKS
Najważniejszą sprawą było sprowadzenie Jasona Kidda z Dallas. Prawdą jest, iż Kidd jest zawodnikiem bliżej końca kariery, ale jest także jednym z najlepszych rozgrywających ligi. Na pewno wzmocnienie zespołu. Do zespołu powrócił (po tułaczce w NBA) Marcus Camby z Houston. Również weteran, ale ciągle mogący pomóc drużynie w walce podkoszowej. Zespół z Nowego Jorku dokonał także wymiany zawodników z zespołem Portland Trail Blazers. Do Nowego Jorku przyszli Raymond Felton, Kurt Thomas, natomiast w drugą stronę powędrowali Jared Jeffries oraz Dan Gadzurić. Nowym zawodnikiem Knicksów został także Ronnie Brewer, który zasilił tą drużynę przychodząc z Chicago Bulls. Sporo roszad w zespole, ale widać, że jest budowany zespół z myślą o przyszłości (pomijając weteranów, którzy zapewne dłużej jak dwa-trzy lata nie pograją).

NEW JERSEY NETS (BROOKLYN NETS)
Zespół z udziałami rosyjskiego miliardera Michaiła Prochorowa poważnie myśli o przyszłości i budowaniu nowego zespołu od podstaw. Do składu przyłączył się Joe Johnson z Atlanty Hawks, Reggie Evans z LA Clippers, C.J. Watson z Chicago Bulls. Do zespołu dołączył także młody zawodnik z Bośni Mirza Teletović, który w poprzednim sezonie grał w Europie, będący "zabezpieczeniem na przyszłość" drużyny. Biorąc pod uwagę obecny skład zespołu może pokusić się o wiele niespodzianek, jak również zawalczyć w nadchodzącym sezonie o czołowe miejsca na Wschodzie NBA.

MIAMI HEAT
Zespół mistrza NBA z minionego sezonu zasilił Ray Allen z Bostonu (duże wzmocnienie na obwodzie), a także Rashard Lewis z Washington Wizards, który także będzie raczej wzmocnieniem zespołu Żarów. Widać, że mistrz NBA myśli poważnie o obronie tytułu mistrzowskiego.

ATLANTA HAWKS
Co prawda oddali Joe Johnsona (podstawowego strzelca) do Netsów, ale pozyskali Devina Harrisa z Utah Jazz. Z zespołu z New Jersey (nazwa zespołu "Brooklyn Nets" będzie obowiązywała od bieżących rozgrywek) pozyskali DeShawna Stevensona. Z tej drużyny przyszedł do Atlanty także Jordan Farmar, ale wykupił swój kontrakt i swoje usługi koszykarskie będzie prezentował w Europie (Turcja). Z tego też powodu drużyna Jastrzębi pozyskała Lou Williamsa z Philadelphii 76ers, a także strzelca z dystansu i obrońcę Kyle'a Korvera z Chicago.

CHICAGO BULLS
Wobec poważnej kontuzji Derricka Rose'a zespół ze stanu Illinois zdecydował się na zmiany w zespole. odeszli z zespołu wspomniani wcześniej Kyle Korver, C.J. Watson, Ronnie Brewer, a także podkoszowy Omer Asik, który przeszedł do Houston Rockets. W zamian zespół z Chicago pozyskał Kirka Hinricha z Atlanty (właściwie powrót tego zawodnika do Chicago), także z Atlanty przyszedł Serb Vladimir Radmanović, który ma wzmocnić strefę podkoszową Byków. Na pozycji rozgrywającego Chicago zyskało Marco Bellinellego z New Orleans Hornets, a w walce o zbiórki ma pomóc wysoki Nazr Mohammed z Oklahomy City Thunder.

BOSTON CELTICS
Po oddaniu Raya Allena do Miami Heat, najważniejszą zmianą w zespole było pozyskanie strzelca Jasona Terry'ego z Dallas Mavericks oraz Courtneya Lee z Houston Rockets. Dodając do tego przedłużenie kontraktu przez Kevina Garnetta, siła zespołu z Celtów została zachowana.

PHILADELPHIA 76ERS
Barw zespołu w nadchodzącym sezonie będzie bronił Nick Young pozyskany z LA Clippers. Do drużyny przyszedł także Kwame Brown (niegdyś nr 1 draftu), wieczny tułacz po zespołach NBA, z Milwaukee Bucks. W jego przypadku gra na wysokim poziomie to już "pieśń przeszłości". Raczej dodatek do składu. Dużą stratą natomiast dla zespołu było oddanie do Dallas Eltona Branda, czołowego zawodnika NBA. prawdą jest, że jego forma trochę się obniżyła w ostatnim czasie, ale nadal pełnić może ważne role na boisku. Pomniejszym "zyskiem" Philadelphii było pozyskanie Royala Ivey'a z Oklahomy.

INDIANA PACERS
Zespół z Indiany raczej bardzo dużych wzmocnień nie dokonał. Do zespołu przyszli Ian Mahinmi z Dallas, Gerald Green z New Jersey Nets oraz D.J. Augustin z Charlotte Bobcats.

TORONTO RAPTORS
Do drużyny z Houston Rockets dołączył Kyle Lowry oraz Landry Fields z New York Knicks. Do Memphis Grizzlies odszedł Jerryd Bayless oraz do Sacramento Kings James Johnson.

CHARLOTTE BOBCATS
Najsłabszy zespół ostatniego sezonu NBA pozyskał Ramona Sessionsa z LA Lakers oraz Brendana Haywooda z Dallas Mavericks. Niewielkie to zasilenie zespołu, ale budowa drużyny trwa jednak kilka lat, a nie tylko jeden sezon transferowy.

DETROIT PISTONS
Zespół z Michigan pozyskał na pozycji środkowego Ukraińca Wiaczesława Krawcowa, który ma zastąpić Bena Wallace'a ze względu na prawdopodobne zakończenie przez tego ostatniego kariery sportowej.

CLEVELAND CAVALIERS
Były zespół LeBrona Jamesa pozyskał Jona Leuera z Houston Rockets, ale nie jest to jakieś wzmocnienie zespołu, a stracił Anthony'ego Parkera, który postanowił zakończyć karierę sportową.
KONFERENCJA ZACHODNIA

LOS ANGELES LAKERS
Najważniejszym transferem do końca lipca była dla drużyny z Miasta Aniołów transfer Steve'a Nasha z Phoenix Suns. Po oddaniu Dereka Fishera do Oklahomy City Thunder, Lakersi szukali doświadczonego (chociaż chyba nie tak zaawansowanego w wiek) rozgrywającego, który by budował grę zespołu. Wszystko po to, aby odzyskać tytuł mistrza NBA. Także w tym celu budowany jest w Los Angeles Dream Team (wcześniejszy taki skład jeszcze z Karlem Malone'em i Gary Paytonem nie przyniósł spodziewanego rezultatu) z Antownem Jamisonem, ściągniętym z Cleveland Cavaliers. Wątpię, czy w nadchodzącym sezonie bieg zdarzeń spowoduje, iż Lakersi będą cieszyć się z kolejnego tytułu. Kobe Bryant wiecznie grał nie będzie i raczej trzeba szukać zawodnika tej klasy na jego pozycji lub z draftu wyszkolić młodzieniaszka (Kobe Bryant miał numer 13 w drafcie).

PHOENIX SUNS
Zespół, w którym przebudowa drużyny powinna zacząć się przynajmniej jakieś dwa lata temu. Dobrze, że w końcu w chwili obecnej działacze Phoenix zdecydowali się jej dokonać. Może trochę osłabi ona zespół, ale sądzę, iż z młodszymi zawodnikami, drużyna ta może w końcu awansować do fazy play-off. Pierwszą sprawą, było oddanie (wcześniej wspomniane) Steve'a Nasha do LA Lakers. Do Phoenix, grający na tej pozycji, wrócił Goran Dragić z Houston Rockets. Słaba to zamiana, ale trochę Goran rozgrywać potrafi. Do zespołu dołączył także (kiedyś dobry strzelec) Michael Beasley, także jako zamianka Granta Hilla, który postanowił wzmocnić (?) zespół LA Clippers. Z Houston przyszedł do Arizony Luis Scola, środkowy, z którym będzie rywalizował pod koszem (o zbiórki i punkty) nasz Marcin Gortat. Duże wzmocnienie i zapewne gra Phoenix w początkowym okresie będzie opierała się na "Dwóch Wieżach". Phoenix Suns oddali do Nowego Orleanu Robina Lopeza, bo przecież pierwsza piątka zespołu nie może opierać się wyłącznie na środkowych czy wysokich zawodnikach. Do New Orlans Hornets powędrował także Hakim Warrick. Ponadto do Suns przyszedł Wesley Johnson oraz Brad Miller z Minnesoty Timberwolves. Sporo zmian zdarzyło się w Phoenix, ale najważniejsze będzie to, czy na koniec sezonu będzie spodziewany skutek, czyli awans do play-offs.

MINNESOTA TIMBERWOLVES
W drużynie Leśnych Wilków zaszło także wiele zmian. W zakończonym sezonie, kiedy drużyna straciła przez kontuzję Ricky'ego Rubio, w związku z którym pokładała wielkie nadzieje na play-off, postanowili wzmocnić zespół. Ściągnęli z Europy Andrieja Kirilenkę z CSKA Moskwa oraz Jeroma Dysona z Nowego Orleanu, a także namówili Brandona Roya (wcześniej Portland, który zakończył karierę przez problemy z kolanami) do gry u siebie. Pozbyli się natomiast Michaela Beasleya, Wesleya Johnsona, Brada Millera (wspomnianych już wyżej), a także Anthony'ego Randolpha do Denver. Jak widać zespół jest konstruktywnie budowany na przyszłość z niezłej klasy zawodnikami, którzy już w sezonie 2012/2013 mogą odegrać znaczącą rolę w NBA.

HOUSTON ROCKETS
Oj, trochę się działo w tym zespole na rynku transferowym. Najważniejszą chyba kwestią było pozyskanie z Nowego Jorku Jeremy'ego Lina, który (można by rzec) w pojedynkę wygrał na Knicksów play-off. Duży sukces ludzi zespołu Rakiet. Wielkim sukcesem można także uznać ściągnięcie Omera Asika z Chicaho Bulls jako alternatywę po Luisie Scoli. Działacze zespołu ze stanu Teksas więcej oddali zawodników, aniżeli pozyskali. Oddali do Phoenix Gorana Dragicia, Luisa Scolę, Lyle'a Lowry'ego do Toronto Raptors, Marcusa Camby'ego do Nowego Jorku, Courtneya Lee do Bostonu, Jona Leuer'ado Cavaliers. Zapewne to nie koniec roszad w tym zespole i jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek wzmocnią swój zespół.

PORTLAND TRAIL BLAZERS
W drużynie tej doszło do sporej wymiany między nimi a New York Knicks (piszę o niej przy Nowym Jorku). Z Bostonu przyszedł Sasza Pavlović. Może w tym sezonie wróci w końcu Greg Oden, który szumnie był zapowiadany jako wielka gwiazda, a na chwilę obecną jest tylko WIELKIM KONTUZJOWANYM. Z zespołu ubyło kilku zawodników np. Haseem Thabeet do Oklahomy, Jamal Crawford do Clippers.

LOS ANGELES CLIPPERS
Do drużyny przybył weteran (chyba tylko na szansę na zdobycie mistrzostwa) Grant Hill z Phoenix, Lamar Odom z Dallas (zaczyna być wielkim wędrowniczkiem po NBA), Jamal Crawford z Portland oraz Willie Green z Atlanty Hwaks. odeszli z zespołu Reggie Evans do Nets, Mo Williams i Randy Foye do Utah Jazz, Nick Young do Philadelphii 76ers. Mała przebudowa odbyła się w zespole, a czy wyjdzie im to na dobre w bieżącym sezonie, okaże się w trakcie rozgrywek.

DALLAS MAVERICKS
Kilka znaczących zmian dokonało się w zespole byłych mistrzów NBA. Do zespołu przybył O.J. Mayo z Memphis Grizzlies, który był kilkakrotnie już przedmiotem transferu z innymi zespołami. Przybył także Darren Collison z Indiany Pacers, Elton Brand z Philadelphii 76res (pewnie liczy na zdobycie tytułu przy końcu kariery), Chris Kaman z New Orleans Hornets. Pozbyto się Jasona Kidda do Nowego Jorku, Lamara Odoma do Clippers, Jasona Terry'ego do Bostonu, Iana Mahinmiego do Indiany, Brendana Haywooda do Charlotte Bobcats. Przebudowa zespołu z Dallas rozpoczęła się, ale trzon drużyny pozostał niezmienny. Kolejny ciekawy sezon w Dallas.

NEW ORLEANS HORNETS
Wobec słabej postawy zespołu w ostatnim sezonie, zespół ten czekała gruntowna przebudowa. W celu zwiększenia "siły rażenia" ściągnięto z Orlando Magic Ryana Andresona, Robina Lopeza i Hakima Warricka z Phoenix. Oddano do Minnesoty Jeroma Dysona, Carla Landry'ego do Golden State Warriors, Chrisa Kamana do Dallas oraz Marco Belinellego do Chicago Bulls.

UTAH JAZZ
Przybył Mo Williams oraz Randy Foye z LA Clippers. Ubył natomiast Devin Harris do Atlanty Hawks, który poważnie osłabił zespół.

DENVER NUGGETS
Do zespołu przybył Anthony Randolph z Minnesoty, ale poważną stratą dla tej drużyny jest pozbycie się Rudy'ego Fernandeza, który w nadchodzącym sezonie koszykarskim zasili szeregi Realu Madryt.


Z pomniejszych transferów na Zachodzie NBA można wymienić :

SAN ANTONIO SPURS pozyskali Francuza Nando de Colo z Europy; do OKLAHOMA CITY THUNDER przybył Hasheem Thabeet z Portland Trail Blazers; do GOLDEN STATE WARRIORS przybył Carl Landry; MEMPHIS GRIZZLIES pozyskali Jerryda Baylessa z Toronto, ale oddali do Dallas O.J. Mayo; SACRAMENTO KINGS będą mieć w swoim składzie Jamesa Johnsona z Toronto oraz Aarona Brooksa, który powrócił do NBA z tułaczki po Chinach, a raczej po zakończeniu umowy.

Na koniec chciałem jeszcze wspomnieć o "liście waivers". Jest to zapis w nowej umowie zbiorowej NBA, a tym, że dany zespół może pozbyć się kontraktu zawodnika, który nie jest liczony do salary cap. Kilka zespołów do końca lipca zdecydowało się na taką opcję. I tak : Denver Nuggets zrezygnowali z kontraktu Chrisa Andersena, Washington Wizards Andraya Blachte'a, Phoenix Suns Josha Childressa, LA Clippers Ryana Gomesa oraz Minnnesota Timberwolves Darko Milicicią.

Karuzela transferowa się rozpoczęła w NBA, a będzie trwała aż do początku sezonu zasadniczego, więc na pewno jeszcze kilka słów będzie...



niedziela, 24 czerwca 2012

Finał NBA czyli do trzech razy sztuka

Zakończony 21 czerwca finał NBA, pomiędzy drużynami Oklahomy i Miami, zamknął sezon NBA A.D. 2011/2012. Zaskoczony wynikiem, zresztą zapewne nie tylko ja, nie jestem. W finale tym wystąpiły drużyny, które prezentowały w tym skróconym sezonie naprawdę wysoką formę i od samego jego początku zmierzały po wyznaczony cel. Celem było jedno marzenie tych koszykarzy - zdobycie mistrzostwa NBA. Zacznijmy więc od początku...

FINAŁ NBA

Oklahoma City Thunder - Miami Heat 1:4 (105:94, 96:100, 85:91, 98:104, 106:121)


Wynik pomiędzy tymi drużynami napisałem świadomie zaczynając od drużyny Oklahomy, gdyż była ona zespołem wyżej rozstawionym po sezonie zasadniczym. W poprzednim moim wpisie na blogu typowałem zwycięstwo Oklahomy 4:3, a to dlatego, iż uważam, że taki wynik odzwierciedlał siłę, poziom i wyrównany skład obu zespołów. Miałem nadzieję, iż walka o tytuł mistrza NBA w tym sezonie będzie trwała aż do ostatniego spotkania numer 7. Tak się jednak nie stało, a mistrzem NBA została drużyna z Florydy. Po raz drugi w swej historii. Po raz drugi w swej historii Miami posiadało w swoim składzie graczy wybitnych (LeBron James, Dwayne Wade, Chris Bosh), podobnie jak w sezonie 2006 roku, kiedy to zdobywali po raz pierwszy swój tytuł (Shaquille O'Neal, Dwayne Wade). W końcu, kumulacja gwiazd w jednym zespole, dała efekt końcowy w postaci zdobytego tytułu. W sezonie poprzednim Miami dotarli do finału, ale tytuł powędrował do Dallas. "Do trzech razy sztuka" - jak mówi stare indiańskie powiedzenie. Po raz trzeci w finale NBA zagrał LeBron James i w tym właśnie trzecim podejściu zdobył swój upragniony tytuł. Chwała mu za to, gdyż jego gra na tym etapie rozgrywek była skuteczna, przez co dawała wynik w postaci kolejnych zwycięstw. Nie kalkulowali, nie liczyli, tylko grali swoje koszykarze Miami Heat. Nie zraziła ich także porażka w pierwszym meczu, tylko podjęli walkę w obronie z graczami Thunder i wygrali kolejne cztery starcia, zdobywając tytuł najlepszych na świecie. Właśnie, przegrali pierwsze spotkanie finałowe, a pomimo tego wygrali cztery kolejne mecze. Podobna sytuacja miała miejsce w ostatnich latach w roku 1991 oraz 2001 czyli w odstępie dziesięciu lat. W roku 1991 do finałów NBA awansowały drużyny Chicago Bulls oraz LA Lakers. Pierwsze starcie w tamtym finale wygrali koszykarze Lakers, ale pierwszy wtedy tytuł powędrował do Chicago. Analogiczna sytuacja miała miejsce dziesięć lat później, kiedy to w finale spotkali się koszykarze Philadelphia 76ers i LA Lakers. Pierwszy mecz wygrany przez graczy Philadelphii na czele z Allenem Iversonem, ale tytuł poleciał na drugi koniec USA - do Los Angeles. W tych dwóch wspomnianych finałach 1991 i 2001, kończących te sezony, Najlepszym zawodnikiem NBA - chronologicznie - został Michael Jordan i Allen Iverson. Także w tych dwóch sezonach zostali oni obaj Najlepszymi strzelcami sezonu zasadniczego. Inaczej natomiast miało to miejsce w tym właśnie zakończonym sezonie. Najlepszym zawodnikiem NBA został LeBron James, a Najlepszym strzelcem Kevin Durant.
Jak napisałem we wcześniejszych wersach LeBron James, po raz trzeci wystąpił w finale NBA (poprzednio w roku 2007 - jako zawodnik Cleveland Cavaliers, oraz w roku 2011 - jako już obecny zawodnik Miami Heat). Dwa poprzednie finały przegrane dały mu doświadczenie w grze o wielką stawkę, które zapewne zaprocentowało w roku bieżącym. Poprzez zdobycie tytułu z LeBrona Jamesa spadło duże ciśnienie na zdobycie tytułu. Porównywany do Największego z Największych Michaela "Air" Jordana, z roku na rok wypominano mu, że nie umie poprowadzić swojego zespołu do tytułu. Michaelowi także w początkowych latach ta sztuka się nie udawała, ale trafione wybory w drafcie oraz dobre transfery spowodowały, że Byki z Chicago zdominowali ligę NBA w latach 90. LeBron James gra w NBA od 2003 roku, swój pierwszy tytuł zdobył w roku 2012 (w trzecim finale), w wieku prawie 28 lat. Michael Jordan zdobywał pierwszy tytuł  w wieku skończonych lat 28. Czy to oznacza dominację Miami Heat na najbliższe lata? Mam pewne wątpliwości, gdyż z roku na rok będzie im ciężej z powodu coraz większej konkurencji młodych zawodników. Zawodników takich jak chociażby w zespole Oklahomy City Thunder. "Młode Wilki" z Oklahomy pokazały w obecnym sezonie, że trzeba się z nimi liczyć. Co prawda, drużyny z Zachodu mają przewagę na zespołami ze Wschodu, ale jednak tytuł powędrował na Wschód. Chciałbym jeszcze wspomnieć o jednej istotnej sprawie. Otóż, zespół z Florydy, po kontuzji Derricka Rose'a, nie miał konkurencji na Wschodzie. Ciekawe, jakby wyglądała konfrontacja dwóch najlepszych zespołów Wschodu. Podejrzewam, że tak łatwo zdobycie tytułu nie przyszłoby graczom Heat. Nie będę debatował - tytuł po walce i zasłużenie zdobyli, wszystkie wątpliwości zapewne zostaną rozwiane w nadchodzącym sezonie 2012/2013. Oby wszyscy byli zdrowi i o wyniku sportowym decydowała walka, poświęcenie i wola zwycięstwa, a nie przetrzebione składy drużyn kontuzjami poszczególnych, podstawowych i rezerwowych koszykarzy.

Na koniec jeszcze przytoczę "małą" ciekawostkę dotyczącą tegorocznych finałów NBA. Koszykarze obu drużyn zdobyli w 5 meczach równą liczbę 1000 zdobytych punktów. Taka sztuka rzadko się zdarza, aby tak "wycyrklować" wynik rywalizacji. Koszykarze Miami Heat zdobyli 510 punktów, a koszykarze Oklahomy City Thunder 490.

Mam tylko nadzieję, że tytuł będzie co roku wędrował na Wschód, a życzyłbym sobie, aby był ciągle w rękach Chicago Bulls, która jest bardzo silną drużyną, ale na chwilę obecną nie może w pełni pokazać, na co ją stać. Mam nadzieję, że wrócą "stare", dobre czasy Michaela Jordana i Scottie Pippena, kiedy to tytuł z roku na rok był kolekcjonowany w Chicago. Oby..

Kolejne wpisy (także podczas przerwy wakacyjnej) zapewne nadejdą...

niedziela, 10 czerwca 2012

Finały Konferencji czyli dwaj panowie "D"

Znamy już finalistów NBA roku 2012. Większych niespodzianek jednak nie było. Może poza "małą niespodzianką" w postaci awansu Oklahomy, ale nie jest to aż tak wielkie niespodziewane osiągnięcie koszykarzy tej drużyny. Było ono "wliczone w koszty", pomimo drugiego miejsca w Konferencji Zachodniej. W Konferencji Wschodniej wszystko przeszło "zgodnie z planem" czyli awans Miami Heat był spodziewany, bo po odpadnięciu drużyny nr 1 (Chicago Bulls), nie było chyba konkurenta dla zespołu z Florydy.

FINAŁ KONFERENCJI WSCHODNIEJ

Miami Heat - Boston Celtics 4:3 (93:79, 115:111 D, 91:101, 91:93 D, 90:94, 98:79, 101:88)

 Po pierwszych dwóch meczach 2:0 dla Miami i wszystko wskazywało na to, że Miami jednak gładko awansuje do finału NBA. Jednak w drugim meczu (wygranym przez Miami po dogrywce) i w trzecim meczu (wygranym przez Boston) uwidocznił się brak Chrisa Bosha jako gracza podkoszowego oraz brak w składzie Miami Heat klasycznego centra i rozgrywającego. W trzecim meczu Boston zagrał bardzo dobrze w obronie (co jest ich znakiem rozpoznawczym) i wiadomo było, że nie przegra do 0. Rolę centra w Miami przejmuje czasami LeBron James, Joel Anthony, a w skrajnych przypadkach nawet może tę rolę pełnić właśnie Chris Bosh. Pozycję rozgrywającego w Miami pełnią Mike Miller, Dwayne Wade. Właśnie te dwie pozycje (center, rozgrywający) odgrywają w każdej drużynie kluczową rolę. W Bostonie natomiast jest klasyczny rozgrywający (Rajon Rondo), który może od początku do końca poprowadzić grę całego zespołu. Rolę centra pełnią wysocy, a przede wszystkim na tej pozycji grywa często Kevin Garnett. W czwartym meczu dała znać o sobie dobra defensywa koszykarzy Bostonu i minimalnie lepsza skuteczność rzutowa Celtów, dlatego minimalnie po dogrywce pokonali graczy Heat. W kolejnym spotkaniu nr 5 znów minimalnie lepsi okazali się Celtowie, wygrywając różnicą zaledwie czterech punktów. Dała znać o sobie, kolejny zresztą raz, superdefensywa Celtów. Ten mecz dał im nadzieję (prowadzenie w serii 3-2) na kolejny awans do wielkiego finału. Dawał nadzieję także na podtrzymanie dziejów historii, kiedy to Boston (w ostatnich latach) w latach parzystych awansował do finałów. Odbyło się to w roku 2008 (zostali mistrzami) oraz w 2010 (wicemistrzostwo). Mecz nr 6, rozegrany w Bostonie, nie przyniósł niespodzianki w postaci zwycięstwa Celtics. Celtowie przegrali przed własną publicznością różnicą aż 19 punktów (79:98), co nie najlepiej nastrajało ich przed ostateczną rozgrywką nr 7 w Miami. Koszykarze Miami Heat natomiast, mając "nóż na gardle", wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności i unikając kompromitacji w postaci porażki (oraz tym samym odpadnięcia z play-off), wygrali i przenieśli rywalizację na własne boisko. Genialny mecz rozegrał lider Miami LeBron James, który uzyskał 45 punktów i pobił tym samym rekord tegorocznych rozgrywek play-off. O wszystkim więc miał zadecydować mecz nr 7 zaplanowany na 9 VI 2012 r. W meczu tym LeBron James ponownie zdobył ponad 30 punktów (31) i poprowadził Heat do zwycięstwa, a tym samym do finału NBA 2012. Jednak po trzech kwartach ostatniego spotkania nie wszystko było jasne i klarowne, bowiem na tablicy wyników widniał remis (po 73). Dopiero czwarta kwarta zadecydowała o tym, że w tej zaciętej serii, górą byli koszykarze Miami Heat. Koszykarze z Florydy wygrali ją różnicą 13 punktów i tym samym cały mecz 101:88. Miami drugi raz z rzędu awansowali do rozgrywki o tytuł mistrza NBA. W roku poprzednim ulegli rewelacyjnym Dallas Mavericks 2:4, ale w obecnym sezonie nie stoją na straconej pozycji w rywalizacji. Będą zapewne chcieli zmazać "plamę" z poprzedniego sezonu i pokazać prawdziwą wartość w tegorocznym finale NBA.

FINAŁ KONFERENCJI ZACHODNIEJ

San Antonio Spurs - Oklahoma City Thunder 2:4 (101:98, 120:111, 82:102, 103:109, 103:108, 99:107)

Podobnie jak rywalizacji na Wschodzie, po dwóch pierwszych meczach prowadzenie było po stronie San Antonio (2:0).  Jednak Oklahoma to nie Boston i w kolejnych meczach wiadomo było, że będzie walka do upadłego. Po dwóch wygranych spotkaniach u koszykarzy San Antonio można było zauważyć pewnego rodzaju rozluźnienie w ich szeregach. Sądzili, iż kolejne mecze zostaną wygrane i łatwo awansują dalej. Tak się jednak nie stało. W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję od koszykówki. Otóż, w meczach siatkówki, często zdarza się, iż drużyna, która wygrywa w meczu 2:0 w setach, często przegrywa mecz 2:3. W NBA gra się w serii do 4 wygranych, więc jedna czy dwie przegrane nie powodują odpadnięcia z play-offów. Tak właśnie stało się w rywalizacji najlepszych drużyn Zachodu. Po kolejnych dwóch meczach w rywalizacji brzmiał remis 2:2. Koszykarze Thunder nie poddali się i w meczach u siebie ograli graczy Spurs. Szczególnie w czwartym spotkaniu (wygranym przez Oklahomę 109:103) uwidaczniała się różnica w taktyce rywalizujących zespołów. San Antonio jako zespół bardziej nastawiony na obronę i Oklahoma - jako zespół typu atakującego. Może to wynikać także z wieku zespołów. San Antonio - zespół ze starszymi koszykarzami oraz Oklahoma - młody zespół skłonny do szybkiego biegania po boisku. Po pierwszej połowie meczu czwartego wynik brzmiał 55:43 dla Thunder, a największa przewaga wynosiła 15 punktów. W drugiej połowie tego meczu trener Spurs, Gregg Popovich, postanowił zmienić taktykę na bardziej defensywną i po wprowadzeniu na boisko Blaira oraz debiutanta Leonarda koszykarzom San Antonio udało się zmniejszyć przewagę Oklahomy do czterech punktów. Jednak manewry trenera Spurs na nic się zdały, gdyż niesamowitą skutecznością w meczu popisał się lider Thunder, Kevin Durant, która pozwoliła graczom z Oklahomy utrzymać przewagę i wygrać to spotkanie. Piąty mecz tych zespołów zakończył się podobnym wynikiem (108:103), co mecz nr 4. Szósty mecz, rozgrywany w Oklahomie, miał zadecydować o tym, czy awans uzyskają koszykarze Thunder albo koszykarze Spurs doprowadzą do meczu nr 7. I San Antonio, i Oklahoma, nie zwykli przegrywać u siebie (wyjątkiem był mecz nr 5). Granie na własnym boisku zawsze jest atutem gospodarza, więc w meczu nr 6 stało się zadość. Wygrana 107:99 wprowadziła koszykarzy Oklahomy do finału NBA 2012. San Antonio po 20 wygranych z rzędu (łącznie z sezonem zasadniczym) przegrali cztery mecze z rzędu, ale jak bardzo były istotne te przegrane. Porażki te spowodowały odpadnięcie z play-off San Antonio Spurs, a  tym samym szanse (być może w tym składzie - starszy Tim Duncan) na tytuł mistrza NBA. Natomiast w przypadku Oklahomy, stało się dokładnie odwrotnie. Cztery wygrane z rzędu dały temu miastu pierwszy w historii awans do ostatniej rundy czyli gry o tytuł. Także w rywalizacji liderów, dwóch panów D - Duncan kontra Durant, lepszym okazał się ten młodszy. Chociaż, jeżeli założyć tezę, iż drużyna Oklahomy jest spadkobiercą Seattle Supersonics (z tego miasta przenieśli się do Oklahomy w roku 2008, otrzymując także nową nazwę zespołu), to w finale NBA drużyna Ponaddźwiękowców wcześniej już występowała. W 1978 roku przegrali z Washington Bullets 2:4, w 1979 roku zrewanżowali się Washington Bullets wygrywając 4:1 oraz w roku 1996 przegrali z Chicago Bulls 2:4. Pokazując dobrą i skuteczną koszykówkę zawodnicy Oklahomy City Thunder zasłużenie awansowali do finału NBA i wcale nie stoją na straconej pozycji.


Podsumowując Finały Konferencji stwierdzam, że w tym sezonie spotykają się zespoły, które potrafiły walczyć zacięcie o każdą wygraną, nie załamały się małymi niepowodzeniami w postaci poszczególnych przegranych, potrafiły wykrzesać więcej sił z siebie po ciężkim sezonie zasadniczym. Ponadto, w finale NBA spotykają się drużyny, które po rundzie zasadniczej zajęły miejsca numer 2 w swoich konferencjach (co jest pewną ciekawostką). W walce o mistrzostwo spotykają się zespoły młode, głodne sukcesów i właśnie dlatego zapewne będą duże emocje podczas rozgrywki finałowej. Gra szybka, ofensywna, z pięknymi akcjami w powietrzu, a także możemy spodziewać się dużo walki podkoszowej i fantastycznych obron w wykonaniu Oklahomy i Miami. W każdym bądź razie - spotykają się zespoły, które w pełni zasłużyły na awans swoją postawą i będziemy mogli emocjonować się tą rywalizacją.

Mój typ na finały NBA :

Oklahoma City Thunder - Miami Heat 4:3

Kolejne przemyślenia już po Finałach...

niedziela, 27 maja 2012

II runda play-off czyli upadek Aniołów

Nadszedł czas na podsumowanie II rundy play-off NBA A.D. 2011/2012. W II rundzie niespodzianek nie było wcale - wygrały zespoły, które miały wygrać. Trochę taka "nudna" runda tegorocznej rywalizacji o mistrzostwo NBA, ale taka sytuacja była do przewidzenia. Wygrały zespoły wyżej rozstawione, dobrze spisujące się w obronie. Najwięcej emocji dostarczyła nam rywalizacja w dwóch parach Wschodu : Miami Heat - Indiana Pacers oraz Boston Celtics - Philadelphia 76ers. Odwrotną sytuację mogliśmy zaobserwować na Zachodzie, gdzie wszystko poszło "gładko" czyli szybko zapadły rozstrzygnięcia w rywalizacji San Antonio Spurs - LA Clippers oraz Oklahoma City Thunder - LA Lakers. Muszę stwierdzić, iż moje typy na II rundę sprawdziły się, jeśli chodzi o zwycięzców czyli wygrały Miami, Boston, San Antonio i Oklahoma. Tylko co do jednego zestawienia (Miami - Indiana) trafiłem dokładnie z wynikiem 4:2. W pozostałych parach nie udało mi się trafić wyniku, ale typowane przeze mnie drużyny wygrały.

WSCHÓD

Miami Heat - Indiana Pacers 4:2 (95:86, 75:78, 75:94,101:93,115:83,105:93)

Boston Celtics - Philadelphia 76ers 4:3 (92:91, 81:82, 107:91, 83:92, 101:85,75:82, 85:75)

W poprzednim odcinku pisałem, że Philadelphia trochę przypadkowo awansowała do II rundy kosztem Chicago Bulls, ale trzeba stwierdzić obiektywnie, że bardziej na skutek kontuzji w ekipie Byków, aniżeli własnej "mocy". Owszem, stwierdzam także obiektywnie, że koszykarze 76ers walczyli ambitnie z Bostonem, ale ostatecznie przegrali z "dziadkami" celtowymi. Boston właśnie również nie wygrał swoją dużą siłą, ale doświadczenie graczy Celtów spowodowało, że Boston gra dalej. Celtowie wygrali konsekwencją w obronie i większą aktywnością w zbiórkach oraz większą celnością rzutów. W następnej rundzie (spotkają się z Miami Heat) będzie im jednak coraz ciężej wygrać z młodszą drużyną Heat i ich większą agresywnością w ataku. Miami natomiast wygrali rywalizację z Indianą Pacers 4:2, także nie wysilając się. Owszem, mieli pewne problemy i dwa mecze w serii przegrali, ale ostatecznie udowodnili swoją wyższość nad budowanym przez Larry'ego Birda zespołem. Dlatego zagrają w Finale Konferencji Wschodniej. Prawdę mówiąc (mimo iż mój typ się sprawdził), sądziłem (na przestrzeni poszczególnych meczy), że Indiana jednak doprowadzi do meczu nr 7. Tak się jednak nie stało, ale myślę, że w następnych latach Indiana będzie odgrywała znaczącą rolę na Wschodzie i będzie trzeba się liczyć z tym zespołem.

ZACHÓD

San Antonio Spurs - LA Clippers 4:0 (108:92, 105:88, 96:86, 102:99)

Oklahoma City Thunder - LA Lakers 4:1 (119:90, 77:75, 96:99,103:00, 106:90)

Jak pisałem na wstępie, na Zachodzie poszło wszystko "gładko" i bez zbędnych problemów. San Antonio potwierdzili swoją wartość (najlepszy bilans na równi z Chicago Bulls w lidze po sezonie zasadniczym) wygrywając z młodą ekipą Clippersów do zera. W poprzedniej rundzie, także do zera, ograli Utah Jazz. Ominęły ich poważniejsze kontuzje, więc nie było powodów do zmartwień. Wygrywają planowo i zgodnie z oczekiwaniami ekspertów i kibiców. Może to i nudna koszykówka w wykonaniu Spurs, ale stać ich czasami na akcje finezyjne i piękne dla oka kibica. Stawiając zakłady u bukmacherów, łatwo można przewidzieć wynik spotkania, chociaż z Finale Konferencji (z Oklahoma City Thunder) już może nie być tak łatwo czyli do zera.

W drugiej parze II rundy play-off na Zachodzie (Oklahoma - LA Lakers) poszło "prawie gładko" czyli 4:1 wygrała Oklahoma. Zdziwiony jestem troszeczkę postawą LA Lakers, gdyż patrząc na ich grę i postawę w całym sezonie, sądziłem, iż Lakersi więcej dadzą z siebie i powalczą o Finał Konferencji. Młodość zespołu Thunder spowodowała, że praktycznie Lakersi zaprzepaścili swoją szansę (także szansę na szósty tytuł Kobego Bryanta) na kolejny tytuł mistrza NBA. Dwóch bardzo dobrych strzelców (Durant, Westbrook) oraz dobry obrońca (Kendrick Perkins - Celtowie z Bostonu mają czego żałować) załatwiło sprawę i Oklahoma (można by rzec) bez problemów awansowali do Finału Konferencji Zachodu. Jeżeli Kobe Bryant, w 1998 roku podczas zaciekłej rywalizacji w meczu Wschód - Zachód z Michaelem Jordanem, sądził, że po odejściu MJ-a, łatwo zdobędzie i przegoni Jordana w liczbie tytułów, to bardzo się myli. Nie jest tak łatwo seryjnie zdobywać tytuły nie mając wsparcia w koszykarzach rezerwowych i pierwszopiątkowych. Na pocieszenie dla Kobego Bryanta zostaje rekord w zdobytych punktach tegorocznej fazy play-off - 43 (na chwilę obecną). Lakersi "zjedli" własny ogon (podobnie jak Boston w przypadku Perkinsa) pozbywając się Lamara Odoma, który zapewne byłby dużym wsparciem (doświadczenie i dobra forma) w grze przeciwko mocnym zespołom Zachodu. Przegrali i zakończyli w tym sezonie marzenia o tytule. W poprzednim odcinku wspomniałem, iż dwa zespoły z Los Angeles mogą spotkać się w Wielkim Finale. Nic nie wyszło z tych planów, gdyż nastąpił (przegrane ekip z LA) upadek dwóch ekip w II rundzie.

Nie omieszkam jeszcze wspomnieć trochę o statystyce play-off (I i II runda) NBA w tym sezonie.

W I rundzie rozegrano 44 mecze. Koszykarze zdobyli 7978 punktów, co daje średnią puntów zdobytych przez jeden zespół na poziomie 90,65. 27 meczy zakończyło się wynikiem równym bądź mniejszym niż 10 punktów (61,36%). W I rundzie były 3 dogrywki, co daje (w porównaniu z liczbą meczy) 6,81%.

W II rundzie rozegrano 22 mecze. Zdobyto 4046 punktów, co daje średnią zdobytą przez jeden zespół 91,95. 13 meczy zakończyło się wynikiem równym bądź mniejszym niż 10 punktów (59,09%). We wszystkich meczach II rundy nie było ani jednej dogrywki (0%).

Podsumowując dwie pierwsze rundy play-off NBA muszę stwierdzić, iż rywalizacja między zespołami jest zacięta ze względu na niektóre wyniki meczów. Świadczy to także o równym poziomie poszczególnych zespołów i ich podobnej sile. Mała średnia zdobywanych punktów przez ekipy koszykarzy świadczy także o nastawieniu bardziej defensywnym, ale nie ma się co dziwić - zdobycie mistrza NBA jest celem nadrzędnym, więc atak spada na drugi plan. Powiedzenie : "najlepszą obroną jest atak" nie do końca się sprawdza, gdyż akcje są dłużej rozgrywane i zespół bardziej nastawiony jest na zdobycie punktów z akcji właśnie przygotowanych, aniżeli na ciągłe atakowanie kosza i liczenie, że z wielkiej ilości akcji uda się wydrzeć zwycięstwo, bazując na średniej skuteczności. Defensywa to jest fundament pod atak, z którego można zdobywać punkty.

Moje typy na Finały Konferencji :

WSCHÓD : Miami Heat - Boston Celtics 4:2

ZACHÓD : San Antonio - Oklahoma 4:3

Może mój typ na Wschodzie jest zbyt optymistyczny. Dwa ostatnie mecze Miami z Indianą pokazały, że zespół z Florydy (pomimo braku Chrisa Bosha) jest naprawdę mocny i raczej nie powinni koszykarze Heat mieć problemu z awansem do Finału NBA po raz drugi w swej historii.

Typ "zachodni" NBA przedstawia się zgoła inaczej. Dwie najlepsze ekipy z Zachodu spotykają się w Finale Konferencji. San Antonio - zespół oparty na obronie i taktyce trenera Gregga Popovicha  - dokładnie realizuje założenia szkoleniowca. Zdaje się także, że zmierzają jak taran w walce o tytuł mistrza NBA lub jak czołg prący do przodu. Wspomnę także o roku 1999, kiedy to koszykarze San Antonio (ale w jak innym składzie), zdobywali swój pierwszy tytuł. Wtedy to także w NBA miał miejsce lokaut i były zdania, że sezon niepełny, że mała ilość meczy, że szczęściem losu Spurs zdobyli tytuł. W tym sezonie również miał miejsce w NBA lokaut, mniejsza ilość meczy i także Tim Duncan (bodaj jedyny z tamtej ekipy 1999) trochę starszy. W międzyczasie (oprócz 1999 roku) San Antonio zdobyło trzy tytuły (2003, 2005, 2007). Co prawda, zdobywali tytuły w latach nieparzystych, ale historia lubi się powtarzać, chociaż nie mamy roku nieparzystego. Oklahoma City - zespół młody, oparty na szybkości rozgrywania akcji i bazujący na superstrzelcach i obrońcach. Potrafią "zajeździć" każdego przeciwnika. Jeżeli Tim Duncan, Manu Ginobili nie będą nadążali za akcjami Thunder, to tutaj trzeba szukać szansy na wygraną. Typuję, iż zostanie zachowana reguła własnego boiska i każda z ekip wygra to, co ma wygrać. Trudno o cięższe typowanie na Finał NBA. Jednak doświadczenie San Antonio przeważy szalę zwycięstwa na zespół wyżej rozstawiony.

Spostrzeżenia na Wielki Finał NBA wkrótce...

poniedziałek, 14 maja 2012

I runda play-off czyli dwa Anioły

W dzisiejszym odcinku chciałem podsumować I rundę play-off NBA sezonu 2011/2012. Oczywiście, nie obyło się bez niespodzianek, ale także prawie wszystko odbyło się zgodnie z przewidywaniami. Prawie, ale "prawie wszystko" robi wielką różnicę.

WSCHÓD

Chicago Bulls (1) - Philadelphia 76ers (8) 2:4 (103:91, 92:109, 74:79, 82:89, 77:69, 78:79)

Od początku sezonu zasadniczego prym wiedli koszykarze Byków. Typy przed sezonem były jednoznaczne : walka o kolejne mistrzostwo NBA od czasów Michaela Jordana. Ustabilizowany skład, równa gra w każdym meczu, więc innych opcji nie było, jak na finał NBA. Niestety (z wielką nieukrywaną przykrością), muszę stwierdzić, że ten optymistyczny plan legł w gruzach jak domek z kart. Wszystko za sprawą kontuzji, które dopadły Chicago w najgorszym momencie sezonu czyli na początku play-offów. Krótkie, ale uciążliwe kontuzje graczy Chicago w sezonie regularnym jeszcze można było jakoś zniwelować. Kilka porażek nie przekreślało całego sezonu, natomiast w przypadku fazy posezonowej, to jest już inna bajka. Seria meczy z tym samym przeciwnikiem, ciągle zmieniająca się taktyka, z meczu na mecz, powoduje, że każdy mecz jest niepodobny do poprzedniego. A do tego wszystkiego kontuzje Derricka Rose'a oraz Joakima Noah doprowadziły, że straty dwóch podstawowych zawodników nie udało się zapełnić w piątce Byków. Minimalne przegrane, ale przegrane. Philadelphia wykorzystała kontuzje Chicago i wygrała awansując do II rundy. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie całkiem odmienna sytuacja. Awans Philadelphii.

Miami Heat (2) - New York Knicks (7) 4:1 (100:67, 104:94, 87:70, 87:89, 106:94)

Wynik tej pary w I rundzie był łatwy do przewidzenia. Bardzo mocna ekipa "Trójki z Miami" przeciwko nowojorskim Knicksom, którzy aspirują do corocznego miejsca w play-offach. Po dwóch sezonach wspólnej gry Dwyane Wade, Chris Bosh oraz LeBron James zaczynają się "docierać" i walczyć o największy cel, jakim jest mistrzostwo NBA. Z kolei Nowy Jork, po latach przebudowy, wreszcie zaczyna przypominać drużynę koszykarską, a nie zbieraninę graczy z wysokimi kontraktami. Widać, że lata menedżera Isiaha Thomasa, były latami straconymi dla drużyny New York Knicks. Sporo jeszcze w Nowym Jorku upłynie czasu na budowanie bardzo mocnej ekipy, ale już widać pozytywy i z roku na rok drużyna powinna być coraz wyżej w tabeli. Awans Miami zgodnie z planem.

Indiana Pacers (3) - Orlando Magic (6) 4:1 (77:81, 93:78, 97:74, 101:99 D, 105:87)

W przypadku tej pary drużyn każde rozstrzygnięcie mogło stać się faktem. Nikt nie zdziwiłby się, jakby rywalizację w I rundzie wygrała ekipa Orlando. Więcej szans dawano jednak Indianie, która to drużyna (dla mnie bardzo rzemieślnicza, ale z ambicjami), grała równo, solidnie i właśnie na awans zapracowała jako wspólnota graczy. Orlando, po burzliwych deklaracjach Dwighta Howarda o odejściu, chęci wysiudania trenera z drużyny, raczej była na przegranej pozycji. Do tego doszła kontuzja jednego z najlepszych środkowych NBA, więc wynik nie jest wielką niespodzianką. Drużyna Orlando, już pod koniec sezonu, grała słabo i nie przypominała drużyny, tylko grę w koszykówkę pod nazwą "każdy sobie". Na dobre wyszło to tylko koszykarzom Indiany, którzy zasłużenie awansowali do II rundy.

Boston Celtics (4) - Atlanta Hawks (5) 4:2 (74:83, 87:80, 90:84 D, 101:79, 86:87, 83:80)

Chociaż Boston rozstawiony był z numerem 4, to lepszy wynik w sezonie zasadniczym miała ekipa Atlanta Hawks i dlatego posiadała przewagę własnego parkietu. Takie rozstawienie to wynik wygranej drużyny Bostonu Dywizji Atlantyku - nie mogli być niżej rozstawieni niż numer 4. Ale sprawy szczegółowe pozostawmy przepisom NBA, życie życiem i gra play-off to gra play-off. Moim zdaniem, chyba najbardziej wyrównana para Wschodu. Wynik tej rywalizacji także był do końca trudny do przewidzenia. Widać było gołym okiem, że ekipa Celtów, z meczu na mecz, "rozkręca się" i gra coraz lepiej. Z większą determinacją, zaangażowaniem oraz wolą walki. Drużyna doświadczona, z graczami okrzesanymi w bojach, ale także mająca w składzie graczy z latami 30+. Atlanta z kolei, drużyna, która aspiruje do zwycięstw i osiągania wyników w lidze, miała swoje szanse. Szanse szansami, ale wygrać z tak utytułowanym rywalem, nie jest wcale łatwo. Owszem doświadczenie z tej serii z Bostonem będzie procentowało w przyszłości, ale na dziś w II rundzie są Celtics. Niewiele zabrakło graczom Hawks, walczyli jak równy z równym. W następnym sezonie raczej wyżej zajdą w grach przedsezonowych. Awans Boston spodziewany, aczkolwiek wywalczony w bólach.

ZACHÓD

San Antonio Spurs (1) - Utah Jazz (8) 4:0 (106:91, 114:83, 102:90, 87:81)

Szybko, łatwo i przyjemnie. Tak w przypadku San Antonio można podsumować wygraną w I rundzie z Utah Jazz. Po doświadczeniach z poprzedniego sezonu (przegrana w I rundzie z Memphis Grizzlies 2:4) koszykarze San Antonio wzięli się ostro do roboty i nie dali większych szans Jazzmanom. Faworyt był tylko jeden i nie mogło być inaczej. Utah Jazz, którzy awansowali do play-off "rzutem na taśmę", nie mogli przeciwstawić się drużynie, która gra, być może najbrzydszą koszykówkę, ale za to bardzo solidną, opartą na obronie. Spurs nie mogli znów się skompromitować rok po roku. Byłby to wielki wstyd dla fanów, miasta, powiem więcej, byłaby to antykoszykówka. W ten sposób możnaby tłumaczyć brak awansu najlepszej drużyny Zachodu do II rundy po przegranej z numerem 8.

Oklahoma City Thunder (2) - Dallas Mavericks (7) 4:0 (99:98, 102:99, 95:79, 103:97)

Podobnie, jak w przypadku San Antonio Spurs, Oklahoma w czterech meczach rozprawiła się z aktualnymi mistrzami NBA Dallas Mavericks. Sprawiedliwości stało się zadość. W poprzednim sezonie Dallas rozbiło aktualnych mistrzów, LA Lakers, także 4:0, nie pozostawiając złudzeń na obronę mistrzostwa. W tym sezonie graczom Dallas takich złudzeń nie pozostawiła drużyna Oklahoma City Thunder. Różnica tylko jest taka, iż (poza meczem numer 3) różnica w punktach nie była większa niż 6 punktów. Była walka o przetrwanie dla Dallas, ale większą chęcią wygranej pałali koszykarze Thunder i zasłużenie awansowali do następnej fazy rozgrywek. Zresztą Dallas w obecnym sezonie grali tak, jakby nie chcieli bronić tytułu wywalczonego w poprzednich rozgrywkach. Dosyć słabo prezentowali się w sezonie (być może był to wynik intensywnego kalendarza), ale moim zdaniem mistrz powinien prezentować raczej wyższą formę. Młodzi gracze z Oklahomy co roku walczą o jak najwyższe cele i na razie im się to udaje.

LA Lakers (3) - Denver Nuggets (6) 4:3 (103:88, 104:100, 84:99, 92:88, 99:102, 96:113, 96:87)

Z trudem wywalczone trzecie miejsce na Zachodzie przez koszykarzy LA Lakers, było widać w meczach I rundy z Denver Nuggets. Mogli wygrać serię 4:1, a skończyło się na 4:3 dla Lakersów. Niby faworytem była drużyna z Los Angeles, ale budowana z głową i z kunsztem trenerskim Geogre'a Karla drużyna Bryłek, wcale nie pozostawała bez szans na awans. Słabość LA Lakers można było zobaczyć w meczach numer 5 i 6, kiedy po wygraną sięgnęli Nuggets. Jeszcze w meczu nr 5 męczyli się i z trudem wywalczyli zwycięstwo, ale w meczu nr 6 rozgromili u siebie Lakers. Wiadomą rzeczą jest, że Lakers grają u siebie przed nieprawdopodobną publicznością (podobnie jak New York Knicks w Madison Square Garden), ale brak Lamara Odoma w składzie był aż nadto widoczny. Uniwersalny podkoszowy, który był podporą Jeziorowców, w tym sezonie nie pomógł drużynie. Coraz bardziej starzejąca się drużyna LA Lakers, coraz trudniej wywalcza awans rok rocznie. W następnym sezonie łatwiej nie będzie, ale to już zmartwienie trenera i menedżera Lakers. Awans Lakers - raczej do przewidzenia.

Memphis Grizzlies (4) - LA Clippers (5) 3:4 (98:99, 105:98, 86:87, 97:101 D, 92:80, 90:88,72:82)

Najbardziej wyrównana para I rundy play-off na Zachodzie. Obie młode drużyny, walczące o uznanie i prestiż w NBA. Wynik był bardzo trudny do przewidzenia, gdyż różnica poziomów wcale nie jest wielka. Za drużyną LA Clippers przemawiała szybkość, efektowna gra i koszykarze sprowadzeni przed sezonem. Sprowadzeni w celu osiągania sukcesów. Za Memphis była solidność, również młodość, niezła obrona, która pozwoliła graczom Grizzlies wywalczyć czwarte miejsce w mocnej Konferencji Zachodniej. Przemawiał za nimi również "duch walki", który w poprzednim sezonie pozwolił im na pokonanie nr 1 (San Antonio Spurs), a byli przecież wtedy numerem 8. W obecnym sezonie wywalczyli numer 4, a więc duży awans w lidze. O zaciętości spotkań niech świadczy fakt, iż poza meczem numer 5, wszystkie wyniki oscylowały w maksymalnych granicach 10 punktów, z czego trzy mecze zakończyły się wynikiem w granicy 2 punktów, a jeden nawet w serii dogrywką i różnicą tylko 4 punktów. Mam nadzieję, że w następnych sezonach te drużyny zaczną odgrywać coraz większe role ze względu na wiek swoich graczy i przyszłość na Zachodzie zdecydowanie należy do nich.


Podsumowując I rundę play-off NBA 2011/2012 muszę stwierdzić, iż największą niespodzianką było odpadnięcie Chicago Bulls (przegrana z kontuzjami podstawowych koszykarzy), chociaż w poprzednim sezonie taką niespodzianką było odpadnięcie San Antonio Spurs. Historia jednak lubi się powtarzać. W pozostałych parach I rundy (zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie) raczej wygrane drużyn zgodnie z przedsezonowymi typowaniami, aczkolwiek mogłoby być różnie. Dwa Anioły awansowały dalej czyli Lakers i Clippers (co nie zdarzyło się jeszcze nigdy) mogą się spotkać w finale Zachodu. Poniżej przedstawiam moje typy na II rundę :

Miami Heat - Indiana Pacers 4:2

Boston Celtics - Philadelphia 76ers 4:1

San Antonio Spurs - LA Clippers 4:1

Oklahoma City Thunder - LA Lakers 4:3

Poprawność typowania II rundy i kolejne przemyślenia wkrótce...

sobota, 28 kwietnia 2012

No i się skończyło...

W końcu, po ciężkich walkach o przetrwanie (lokaut), ciężkiej walce na parkiecie (mecze) dobiegł końca sezon zasadniczy NBA A.D. 2011/2012. Podsumowując bieżący sezon, jakichś wielkich zaskoczeń nie było. Wielkich niespodzianek również nie. Te zespoły, które miały wygrywać, wygrywały. Niespodzianki wynikały raczej z trudności sezonu (częste rozgrywanie meczów), aniżeli z formy poszczególnych zespołów. Niespodziankami nazwałbym tylko mecze przegrane potentatów np. Oklahoma, Chicago, Miami ze słabeuszami ligi. Te ich przegrane wynikały z terminarza rozgrywek, który w kończącym się sezonie był bardzo napięty. Wracam więc do podsumowań.
W Konferencji Wschodniej, podobnie jak rok temu, prym wiodły Chicago Bulls (50-16 i I miejsce w lidze) oraz Miami Heat (46-20, II miejsce w konferencji). Oba te zespoły spotkały się w finale konferencji w roku ubiegłym i podejrzewam, iż w tym sezonie sytuacja się powtórzy. Inny scenariusz na play-offy byłby niespodzianką. Trzecie miejsce na Wschodzie uzyskała drużyna Indiana Pacers (42-24), notując wielki postęp, w porównaniu z poprzednim sezonem. Wtedy miała ostatni numer (8) na play-offy, teraz 3. Czwartą drużyną Wschodu (pod względem liczby zwycięstw i porażek) została drużyna Atlanta Hawks z bilansem 40-26. W play-offach rozstawiona została z numerem 5, gdyż pomimo gorszego bilansu Boston Celtics (39-27), Boston (jako zwycięzca dywizji) nie może być niżej rozstawionym zespołem od innego. Tym samym, zwycięzca dywizji, musi mieć przewagę własnego parkietu, przynajmniej w I rundzie play-off. Z tego też powodu Celtowie zostali rozstawieni z numerem 4, ale w grze bezpośredniej, Atlanta będzie miała przewagę własnego boiska. Numer 6 to Orlando Magic (37-29), jednak bez Dwighta Howarda, w play-offach nie wierzę w wielkie sukcesy tej drużyny. Indiana Pacers powinna raczej poradzić sobie z Magikami.  Siódmą pozycję na Wschodzie zajęła drużyna New York Knicks (36-30), a w play-off zmierzy się z Miami Heat. Ciekawa będzie to rywalizacja, aczkolwiek Miami powinno mieć przewagę. Jeżeli wygra Nowy Jork, wielkiej niespodzianki nie będzie. Uważam, że Nowy Jork stać na utarcie nosa Dwayne'owi Wade'owi, Chrisowi Boshowi i LeBronowi Jamesowi. Ósmą pozycję (kwalifikująca się do play-off) zajęła drużyna Philadelphii 76ers (35-31). Zmierzą się z najlepszym zespołem ligi, Chicago Bulls. Wynik tej rywalizacji jest bardzo łatwy do przewidzenia, ale były trener Chicago (Doug Collins), może wykrzesać ze swoich zawodników trochę siły i spróbować wygrać chociażby jeden mecz. Na miejscu dziewiątym w konferencji uplasowali się zawodnicy Milwaukee Bucks (31-15), którzy do samego końca sezonu regularnego rywalizowali z Philadelphią oraz Nowym Jorkiem o awans. 10 pozycję zajęli gracze Detroit Pistons (25-41), 11-stą Toronto Raptors (23-43), 12-stą New Jersey Nets (22-44), 13-stą Cleveland Cavaliers (21-45) oraz 14-stą Washington Wizards (20-46). Drużyny te z miejsc 10-14 nie były przed sezonem typowane do awansu na rozgrywki o mistrzostwo i tak właśnie się stało. Ostatnią drużyną Konferencji Wschodniej została drużyna Charlotte Bobcats (7-59), która pobiła niechlubny rekord w procencie wygranych i przegranych meczy. Ostatnie 23 spotkania przegrali. "23" - to przecież numer na koszulce, z którym grał w Chicago Bulls Michael Jordan i, jak podkreślali wszyscy eksperci, Jordan był największym z koszykarzy, ale jako zarządzający klubem współwłaściciel, nie jest już mistrzem nad mistrzami. Przykro było śledzić kolejne przegrane tego zespołu, ale miejmy nadzieję, że przy dobrych wyborach w drafcie oraz dobrych transferach w przyszłości, klub ten podniesie się z nizin. Jordan zapewne życzyłby sobie zostać mistrzem po raz kolejny, ale już w innej roli.

W Konferencji Zachodniej także wielkich niespodzianek nie było, może poza jedną. Tą niespodzianką była postawa zespołu z Los Angeles - Clippers. Przed sezonem dokonano kilku znaczących transferów i na efekty nie trzeba było długo czekać. Drużyna z nizin NBA, w ciągu jednego roku, została potentatem i pretendentem w walce o mistrza NBA. Zacznijmy więc od początku. I miejsce, podobnie jak przed rokiem, zdobyła drużyna San Antonio Spurs (50-16). Najlepszy bilans uzyskała w końcówce sezonu, przy słabszej postawie Oklahomy City Thunder (47-19). Oklahoma prowadziła na Zachodzie przez cały sezon i dopiero ostatnie mecze zadecydowały o tym, że uzyskała drugie miejsce w play-off. Na Zachodzie NBA III miejsce po sezonie zasadniczym zdobyli koszykarze Los Angeles Lakers (41-25). Ich sukcesem może być fakt, iż wygrali rywalizację z lokalnym rywalem LA Clippers. Czwartą pozycję przed play-off zanotowali gracze Memphis Grizzlies (41-25) i właśnie oni zmierzą się z Clippers w I rundzie play-off, którzy mieli bilans 40-26. LA Lakers zmierzą się natomiast z szóstą drużyną po sezonie regularnym - Denver Nuggets (38-28), a wynik tej rywalizacji wcale nie musi przechylić się na korzyść drużyny z Miasta Aniołów. Największy spadek formy w tym sezonie zanotowali koszykarze mistrza NBA - Dallas Mavericks (36-30). Grają, co prawda, w play-offach, ale obrona tytułu nie będzie łatwa. Będzie to droga przez mękę, gdyż w I rundzie napotykają Oklahomę City Thunder. Oklahoma, jako młoda drużyna, nastawiona na bieganie i szybki atak, może spowodować, iż Dallas pozostaną drużyną tylko jednego sezonu mistrzowskiego. Ósmą pozycję, gwarantującą udział w play-off, zajęli Utah Jazz (36-30). Z tą właśnie ekipą, do samego końca, walczyła  o awans drużyna Phoenix Suns (33-33, 10 miejsce na Zachodzie), ale zwycięsko z tej rywalizacji wyszli Jazzmani. Dziewiątą pozycją musieli zadowolić się koszykarze Houston Rockets (34-32), którzy na samym finiszu wyprzedzili właśnie Słońca. Jedenaste miejsce na Zachodzie zajęli Portland Trail Blazers (28-38), 12-stą lokatę zajęli gracze Minnesota Timberwolves (26-40). Trochę pechowo ułożył im się ten sezon, gdyż pozyskali rozgrywającego wysokiej klasy w osobie Ricky'ego Rubio, ale w sezonie stracili go na skutek kontuzji. Zapewne z Rubio Minnesota awansowałaby do play-off, a tak muszą na ten moment poczekać do przyszłego sezonu. Miejsca 13-15 na Zachodzie dzieli tylko dwa mecze różnicy. Najwyższą z nich uzyskała ekipa Golden State Warriors (23-43), "oczko" niżej uplasowali się Sacramento Kings (22-44), a ostatnią drużyną Zachodu została ekipa New Orleans Hornets (21-45), która na początku sezonu była zarządzana przez NBA, ale w trakcie minionych rozgrywek znalazła właściciela, który wykupił drużynę od Davida Sterna, komisarza NBA. Właśnie pod koniec sezonu, już z nowym właścicielem, zespół ten zaczął coraz lepiej sobie poczynać, jednak porażki z początku sezonu spowodowały, że odrobić ich już się nie udało. Przyszłość jednak wydaje w ich przypadku, wydaje się bardziej kolorowa.

Tabela NBA po sezonie zasadniczym :

KONFERENCJA WSCHODNIA
Drużyna Zwycięstwa Porażki Miejsce w konferencji
ATLANTIC DIVISION
Boston Celtics        39     27                4
New York Knicks        36     30                7
Philadelphia 76ers        35     31                8
Toronto Raptors        23     43               11
New Jersey Nets        22     44               12
SOUTHEAST DIVISION
Miami Heat        46     20                2
Atlanta Hawks        40     26                5
Orlando Magic        37     29                6
Washington Wizards        20     46               14
Charlotte Bobcats         7     59               15
CENTRAL DIVISION
Chicago Bulls        50     16                1
Indiana Pacers        42     24                3
Milwaukee Bucks         31     35                9
Detroit Pistons        25     41               10
Cleveland Cavaliers        21     45               13
KONFERENCJA ZACHODNIA
Drużyna Zwycięstwa Porażki Miejsce w konferencji
NORTHWEST DIVISION
Oklahoma City Thunder        47     19               2
Denver Nuggets        38     28               6
Utah Jazz        36     30               8
Portland Trail Blazers        28     38              11
Minnesota Timberwolves        26     40              12
SOUTHWEST DIVISION
San Antonio Spurs        50     16               1
Memphis Grizzlies        41     25               4
Dallas Mavericks        36     30               7
Houston Rockets        34     32               9
New Orleans Hornets        21     45              15
PACIFIC DIVISION
Los Angeles Lakers        41     25               3
Los Angeles Clippers        40     26               5
Phoenix Suns        33     33             10
Golden State Warriors        23     43             13
Sacramento Kings        22     44             14

Pogrubienie i podkreślenie - oznacza zwycięstwo w konferencji.
Pogrubienie - oznacza zwycięstwo w dywizji.
Pomarańczowy - awans do play-off.
Żółty - brak awansu do play-off.

Na koniec chciałbym przedstawić garść danych statystycznych :

Bilans zwycięstw i porażek pomiędzy konferencjami (po rozegraniu 990 meczów):

Wschód : 474 - 516

Zachód : 516 - 474

W sezonie 2011/2012 koszykarze rzucili (oraz stracili) 190594 punkty. W poszczególnych konferencjach rozkład punktów przedstawia się następująco :

Konferencja Wschodnia : 93319 punktów rzuconych - 93851 punktów straconych

Konferencja Zachodnia : 97275 - 96743

Jak widać z powyższych zestawień zdecydowanie więcej zwycięstw oraz dodatni bilans punktów posiada Zachód. Najlepszą drużyną okazała się jednak drużyna ze Wschodu NBA (Chicago Bulls), ale trzeba też podkreślić, iż identyczny bilans posiada także najlepsza drużyna Zachodu - San Antonio Spurs. Jeżeli chodzi o poszczególne dywizje, to "rozkład sił" jest następujący :

Wschód : Atlantic Division      155 zwycięstw - 175 porażek
                Southeast Division   150 - 180
                Central Division       169 - 161

Zachód : Northwest Division   175 - 155
               Southwest Division   182 - 148
               Pacific Division         159 - 171

Zdecydowanie Zachód "góruje" nad Wschodem. Można by stwierdzić, iż drużyny Zachodu są silniejsze oraz prezentują bardziej wyrównany poziom. Nie ma się czemu zresztą dziwić, gdyż najlepsi gracze (w większości) grają właśnie na Zachodzie NBA.

W bieżącym sezonie NBA rozegrano 64 mecze zakończone dogrywkami.   Samych dogrywek rozegrano 77, a ich układ poniżej opisuję :

Mecze z 1 dogrywką :      55 (gospodarze zwyciężyli w 34 spotkaniach, a goście w 21)

Mecze z 2 dogrywkami :     6 (3 - 3)

Mecze z 3 dogrywkami :     2 (1 - 1)

Mecze z 4 dogrywkami :     1 (1 -0).

CIEKAWOSTKI NBA :

6872 - tyle punktów (najwięcej w lidze) uzyskali koszykarze Denver Nuggets.

6180 - tyle punktów zdobyli koszykarze Philadelphia 76ers oraz Washington Wizards w bieżącym sezonie. Różnica między tymi zespołami jest taka, iż koszykarze Philadelphii awansowali do play-off, a Washingtonu nie uzyskali awansu.

5819 - tyle punktów (najmniej w lidze) stracili koszykarze Chicago Bulls.

5739 - tyle punktów (najmniej w lidze) zdobyła najsłabsza drużyna NBA - Charlotte Bobcats.

540 - tyle punktów różnicy (najwięcej w lidze) uzyskali koszykarze Chicago Bulls.

395 - taką różnicę punktów (in plus) zanotowali koszykarze Miami Heat, a in minus - koszykarze New Jersey Nets.

218 - taką różnicę punktów (in plus) zanotowali koszykarze Indiana Pacers, a in minus - koszykarze Toronto Raptors.

41 - taką różnicę punktów (in plus) zanotowali koszykarze Utah Jazz, a in minus - koszykarze Portland Trail Blazers.

15 - taką różnicę punktów w bilansie punktowym zanotowali koszykarze Houston Rockets (najmniejszy dodatni bilans w lidze).

- 918 - tyle punktów różnicy (najwięcej w lidze) uzyskali koszykarze Charlotte Bobcats.

-16 - tyle punktów różnicy zanotowali w bilansie punktowym sezonu koszykarze Phoenix Suns (najmniejsza w lidze strata).

25-8 - taki bilans mieli koszykarze Chicago Bulls po rozegraniu 33 meczy oraz taki sam bilans zanotowali po rozegraniu drugiej części sezonu.

13-20 - taki bilans meczy rozegranych u siebie i na wyjeździe zanotowała drużyna Minnesota Timberwolves.

Kolejne przemyślenia z fazy play-off zapewne będą...