niedziela, 27 maja 2012

II runda play-off czyli upadek Aniołów

Nadszedł czas na podsumowanie II rundy play-off NBA A.D. 2011/2012. W II rundzie niespodzianek nie było wcale - wygrały zespoły, które miały wygrać. Trochę taka "nudna" runda tegorocznej rywalizacji o mistrzostwo NBA, ale taka sytuacja była do przewidzenia. Wygrały zespoły wyżej rozstawione, dobrze spisujące się w obronie. Najwięcej emocji dostarczyła nam rywalizacja w dwóch parach Wschodu : Miami Heat - Indiana Pacers oraz Boston Celtics - Philadelphia 76ers. Odwrotną sytuację mogliśmy zaobserwować na Zachodzie, gdzie wszystko poszło "gładko" czyli szybko zapadły rozstrzygnięcia w rywalizacji San Antonio Spurs - LA Clippers oraz Oklahoma City Thunder - LA Lakers. Muszę stwierdzić, iż moje typy na II rundę sprawdziły się, jeśli chodzi o zwycięzców czyli wygrały Miami, Boston, San Antonio i Oklahoma. Tylko co do jednego zestawienia (Miami - Indiana) trafiłem dokładnie z wynikiem 4:2. W pozostałych parach nie udało mi się trafić wyniku, ale typowane przeze mnie drużyny wygrały.

WSCHÓD

Miami Heat - Indiana Pacers 4:2 (95:86, 75:78, 75:94,101:93,115:83,105:93)

Boston Celtics - Philadelphia 76ers 4:3 (92:91, 81:82, 107:91, 83:92, 101:85,75:82, 85:75)

W poprzednim odcinku pisałem, że Philadelphia trochę przypadkowo awansowała do II rundy kosztem Chicago Bulls, ale trzeba stwierdzić obiektywnie, że bardziej na skutek kontuzji w ekipie Byków, aniżeli własnej "mocy". Owszem, stwierdzam także obiektywnie, że koszykarze 76ers walczyli ambitnie z Bostonem, ale ostatecznie przegrali z "dziadkami" celtowymi. Boston właśnie również nie wygrał swoją dużą siłą, ale doświadczenie graczy Celtów spowodowało, że Boston gra dalej. Celtowie wygrali konsekwencją w obronie i większą aktywnością w zbiórkach oraz większą celnością rzutów. W następnej rundzie (spotkają się z Miami Heat) będzie im jednak coraz ciężej wygrać z młodszą drużyną Heat i ich większą agresywnością w ataku. Miami natomiast wygrali rywalizację z Indianą Pacers 4:2, także nie wysilając się. Owszem, mieli pewne problemy i dwa mecze w serii przegrali, ale ostatecznie udowodnili swoją wyższość nad budowanym przez Larry'ego Birda zespołem. Dlatego zagrają w Finale Konferencji Wschodniej. Prawdę mówiąc (mimo iż mój typ się sprawdził), sądziłem (na przestrzeni poszczególnych meczy), że Indiana jednak doprowadzi do meczu nr 7. Tak się jednak nie stało, ale myślę, że w następnych latach Indiana będzie odgrywała znaczącą rolę na Wschodzie i będzie trzeba się liczyć z tym zespołem.

ZACHÓD

San Antonio Spurs - LA Clippers 4:0 (108:92, 105:88, 96:86, 102:99)

Oklahoma City Thunder - LA Lakers 4:1 (119:90, 77:75, 96:99,103:00, 106:90)

Jak pisałem na wstępie, na Zachodzie poszło wszystko "gładko" i bez zbędnych problemów. San Antonio potwierdzili swoją wartość (najlepszy bilans na równi z Chicago Bulls w lidze po sezonie zasadniczym) wygrywając z młodą ekipą Clippersów do zera. W poprzedniej rundzie, także do zera, ograli Utah Jazz. Ominęły ich poważniejsze kontuzje, więc nie było powodów do zmartwień. Wygrywają planowo i zgodnie z oczekiwaniami ekspertów i kibiców. Może to i nudna koszykówka w wykonaniu Spurs, ale stać ich czasami na akcje finezyjne i piękne dla oka kibica. Stawiając zakłady u bukmacherów, łatwo można przewidzieć wynik spotkania, chociaż z Finale Konferencji (z Oklahoma City Thunder) już może nie być tak łatwo czyli do zera.

W drugiej parze II rundy play-off na Zachodzie (Oklahoma - LA Lakers) poszło "prawie gładko" czyli 4:1 wygrała Oklahoma. Zdziwiony jestem troszeczkę postawą LA Lakers, gdyż patrząc na ich grę i postawę w całym sezonie, sądziłem, iż Lakersi więcej dadzą z siebie i powalczą o Finał Konferencji. Młodość zespołu Thunder spowodowała, że praktycznie Lakersi zaprzepaścili swoją szansę (także szansę na szósty tytuł Kobego Bryanta) na kolejny tytuł mistrza NBA. Dwóch bardzo dobrych strzelców (Durant, Westbrook) oraz dobry obrońca (Kendrick Perkins - Celtowie z Bostonu mają czego żałować) załatwiło sprawę i Oklahoma (można by rzec) bez problemów awansowali do Finału Konferencji Zachodu. Jeżeli Kobe Bryant, w 1998 roku podczas zaciekłej rywalizacji w meczu Wschód - Zachód z Michaelem Jordanem, sądził, że po odejściu MJ-a, łatwo zdobędzie i przegoni Jordana w liczbie tytułów, to bardzo się myli. Nie jest tak łatwo seryjnie zdobywać tytuły nie mając wsparcia w koszykarzach rezerwowych i pierwszopiątkowych. Na pocieszenie dla Kobego Bryanta zostaje rekord w zdobytych punktach tegorocznej fazy play-off - 43 (na chwilę obecną). Lakersi "zjedli" własny ogon (podobnie jak Boston w przypadku Perkinsa) pozbywając się Lamara Odoma, który zapewne byłby dużym wsparciem (doświadczenie i dobra forma) w grze przeciwko mocnym zespołom Zachodu. Przegrali i zakończyli w tym sezonie marzenia o tytule. W poprzednim odcinku wspomniałem, iż dwa zespoły z Los Angeles mogą spotkać się w Wielkim Finale. Nic nie wyszło z tych planów, gdyż nastąpił (przegrane ekip z LA) upadek dwóch ekip w II rundzie.

Nie omieszkam jeszcze wspomnieć trochę o statystyce play-off (I i II runda) NBA w tym sezonie.

W I rundzie rozegrano 44 mecze. Koszykarze zdobyli 7978 punktów, co daje średnią puntów zdobytych przez jeden zespół na poziomie 90,65. 27 meczy zakończyło się wynikiem równym bądź mniejszym niż 10 punktów (61,36%). W I rundzie były 3 dogrywki, co daje (w porównaniu z liczbą meczy) 6,81%.

W II rundzie rozegrano 22 mecze. Zdobyto 4046 punktów, co daje średnią zdobytą przez jeden zespół 91,95. 13 meczy zakończyło się wynikiem równym bądź mniejszym niż 10 punktów (59,09%). We wszystkich meczach II rundy nie było ani jednej dogrywki (0%).

Podsumowując dwie pierwsze rundy play-off NBA muszę stwierdzić, iż rywalizacja między zespołami jest zacięta ze względu na niektóre wyniki meczów. Świadczy to także o równym poziomie poszczególnych zespołów i ich podobnej sile. Mała średnia zdobywanych punktów przez ekipy koszykarzy świadczy także o nastawieniu bardziej defensywnym, ale nie ma się co dziwić - zdobycie mistrza NBA jest celem nadrzędnym, więc atak spada na drugi plan. Powiedzenie : "najlepszą obroną jest atak" nie do końca się sprawdza, gdyż akcje są dłużej rozgrywane i zespół bardziej nastawiony jest na zdobycie punktów z akcji właśnie przygotowanych, aniżeli na ciągłe atakowanie kosza i liczenie, że z wielkiej ilości akcji uda się wydrzeć zwycięstwo, bazując na średniej skuteczności. Defensywa to jest fundament pod atak, z którego można zdobywać punkty.

Moje typy na Finały Konferencji :

WSCHÓD : Miami Heat - Boston Celtics 4:2

ZACHÓD : San Antonio - Oklahoma 4:3

Może mój typ na Wschodzie jest zbyt optymistyczny. Dwa ostatnie mecze Miami z Indianą pokazały, że zespół z Florydy (pomimo braku Chrisa Bosha) jest naprawdę mocny i raczej nie powinni koszykarze Heat mieć problemu z awansem do Finału NBA po raz drugi w swej historii.

Typ "zachodni" NBA przedstawia się zgoła inaczej. Dwie najlepsze ekipy z Zachodu spotykają się w Finale Konferencji. San Antonio - zespół oparty na obronie i taktyce trenera Gregga Popovicha  - dokładnie realizuje założenia szkoleniowca. Zdaje się także, że zmierzają jak taran w walce o tytuł mistrza NBA lub jak czołg prący do przodu. Wspomnę także o roku 1999, kiedy to koszykarze San Antonio (ale w jak innym składzie), zdobywali swój pierwszy tytuł. Wtedy to także w NBA miał miejsce lokaut i były zdania, że sezon niepełny, że mała ilość meczy, że szczęściem losu Spurs zdobyli tytuł. W tym sezonie również miał miejsce w NBA lokaut, mniejsza ilość meczy i także Tim Duncan (bodaj jedyny z tamtej ekipy 1999) trochę starszy. W międzyczasie (oprócz 1999 roku) San Antonio zdobyło trzy tytuły (2003, 2005, 2007). Co prawda, zdobywali tytuły w latach nieparzystych, ale historia lubi się powtarzać, chociaż nie mamy roku nieparzystego. Oklahoma City - zespół młody, oparty na szybkości rozgrywania akcji i bazujący na superstrzelcach i obrońcach. Potrafią "zajeździć" każdego przeciwnika. Jeżeli Tim Duncan, Manu Ginobili nie będą nadążali za akcjami Thunder, to tutaj trzeba szukać szansy na wygraną. Typuję, iż zostanie zachowana reguła własnego boiska i każda z ekip wygra to, co ma wygrać. Trudno o cięższe typowanie na Finał NBA. Jednak doświadczenie San Antonio przeważy szalę zwycięstwa na zespół wyżej rozstawiony.

Spostrzeżenia na Wielki Finał NBA wkrótce...

poniedziałek, 14 maja 2012

I runda play-off czyli dwa Anioły

W dzisiejszym odcinku chciałem podsumować I rundę play-off NBA sezonu 2011/2012. Oczywiście, nie obyło się bez niespodzianek, ale także prawie wszystko odbyło się zgodnie z przewidywaniami. Prawie, ale "prawie wszystko" robi wielką różnicę.

WSCHÓD

Chicago Bulls (1) - Philadelphia 76ers (8) 2:4 (103:91, 92:109, 74:79, 82:89, 77:69, 78:79)

Od początku sezonu zasadniczego prym wiedli koszykarze Byków. Typy przed sezonem były jednoznaczne : walka o kolejne mistrzostwo NBA od czasów Michaela Jordana. Ustabilizowany skład, równa gra w każdym meczu, więc innych opcji nie było, jak na finał NBA. Niestety (z wielką nieukrywaną przykrością), muszę stwierdzić, że ten optymistyczny plan legł w gruzach jak domek z kart. Wszystko za sprawą kontuzji, które dopadły Chicago w najgorszym momencie sezonu czyli na początku play-offów. Krótkie, ale uciążliwe kontuzje graczy Chicago w sezonie regularnym jeszcze można było jakoś zniwelować. Kilka porażek nie przekreślało całego sezonu, natomiast w przypadku fazy posezonowej, to jest już inna bajka. Seria meczy z tym samym przeciwnikiem, ciągle zmieniająca się taktyka, z meczu na mecz, powoduje, że każdy mecz jest niepodobny do poprzedniego. A do tego wszystkiego kontuzje Derricka Rose'a oraz Joakima Noah doprowadziły, że straty dwóch podstawowych zawodników nie udało się zapełnić w piątce Byków. Minimalne przegrane, ale przegrane. Philadelphia wykorzystała kontuzje Chicago i wygrała awansując do II rundy. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie całkiem odmienna sytuacja. Awans Philadelphii.

Miami Heat (2) - New York Knicks (7) 4:1 (100:67, 104:94, 87:70, 87:89, 106:94)

Wynik tej pary w I rundzie był łatwy do przewidzenia. Bardzo mocna ekipa "Trójki z Miami" przeciwko nowojorskim Knicksom, którzy aspirują do corocznego miejsca w play-offach. Po dwóch sezonach wspólnej gry Dwyane Wade, Chris Bosh oraz LeBron James zaczynają się "docierać" i walczyć o największy cel, jakim jest mistrzostwo NBA. Z kolei Nowy Jork, po latach przebudowy, wreszcie zaczyna przypominać drużynę koszykarską, a nie zbieraninę graczy z wysokimi kontraktami. Widać, że lata menedżera Isiaha Thomasa, były latami straconymi dla drużyny New York Knicks. Sporo jeszcze w Nowym Jorku upłynie czasu na budowanie bardzo mocnej ekipy, ale już widać pozytywy i z roku na rok drużyna powinna być coraz wyżej w tabeli. Awans Miami zgodnie z planem.

Indiana Pacers (3) - Orlando Magic (6) 4:1 (77:81, 93:78, 97:74, 101:99 D, 105:87)

W przypadku tej pary drużyn każde rozstrzygnięcie mogło stać się faktem. Nikt nie zdziwiłby się, jakby rywalizację w I rundzie wygrała ekipa Orlando. Więcej szans dawano jednak Indianie, która to drużyna (dla mnie bardzo rzemieślnicza, ale z ambicjami), grała równo, solidnie i właśnie na awans zapracowała jako wspólnota graczy. Orlando, po burzliwych deklaracjach Dwighta Howarda o odejściu, chęci wysiudania trenera z drużyny, raczej była na przegranej pozycji. Do tego doszła kontuzja jednego z najlepszych środkowych NBA, więc wynik nie jest wielką niespodzianką. Drużyna Orlando, już pod koniec sezonu, grała słabo i nie przypominała drużyny, tylko grę w koszykówkę pod nazwą "każdy sobie". Na dobre wyszło to tylko koszykarzom Indiany, którzy zasłużenie awansowali do II rundy.

Boston Celtics (4) - Atlanta Hawks (5) 4:2 (74:83, 87:80, 90:84 D, 101:79, 86:87, 83:80)

Chociaż Boston rozstawiony był z numerem 4, to lepszy wynik w sezonie zasadniczym miała ekipa Atlanta Hawks i dlatego posiadała przewagę własnego parkietu. Takie rozstawienie to wynik wygranej drużyny Bostonu Dywizji Atlantyku - nie mogli być niżej rozstawieni niż numer 4. Ale sprawy szczegółowe pozostawmy przepisom NBA, życie życiem i gra play-off to gra play-off. Moim zdaniem, chyba najbardziej wyrównana para Wschodu. Wynik tej rywalizacji także był do końca trudny do przewidzenia. Widać było gołym okiem, że ekipa Celtów, z meczu na mecz, "rozkręca się" i gra coraz lepiej. Z większą determinacją, zaangażowaniem oraz wolą walki. Drużyna doświadczona, z graczami okrzesanymi w bojach, ale także mająca w składzie graczy z latami 30+. Atlanta z kolei, drużyna, która aspiruje do zwycięstw i osiągania wyników w lidze, miała swoje szanse. Szanse szansami, ale wygrać z tak utytułowanym rywalem, nie jest wcale łatwo. Owszem doświadczenie z tej serii z Bostonem będzie procentowało w przyszłości, ale na dziś w II rundzie są Celtics. Niewiele zabrakło graczom Hawks, walczyli jak równy z równym. W następnym sezonie raczej wyżej zajdą w grach przedsezonowych. Awans Boston spodziewany, aczkolwiek wywalczony w bólach.

ZACHÓD

San Antonio Spurs (1) - Utah Jazz (8) 4:0 (106:91, 114:83, 102:90, 87:81)

Szybko, łatwo i przyjemnie. Tak w przypadku San Antonio można podsumować wygraną w I rundzie z Utah Jazz. Po doświadczeniach z poprzedniego sezonu (przegrana w I rundzie z Memphis Grizzlies 2:4) koszykarze San Antonio wzięli się ostro do roboty i nie dali większych szans Jazzmanom. Faworyt był tylko jeden i nie mogło być inaczej. Utah Jazz, którzy awansowali do play-off "rzutem na taśmę", nie mogli przeciwstawić się drużynie, która gra, być może najbrzydszą koszykówkę, ale za to bardzo solidną, opartą na obronie. Spurs nie mogli znów się skompromitować rok po roku. Byłby to wielki wstyd dla fanów, miasta, powiem więcej, byłaby to antykoszykówka. W ten sposób możnaby tłumaczyć brak awansu najlepszej drużyny Zachodu do II rundy po przegranej z numerem 8.

Oklahoma City Thunder (2) - Dallas Mavericks (7) 4:0 (99:98, 102:99, 95:79, 103:97)

Podobnie, jak w przypadku San Antonio Spurs, Oklahoma w czterech meczach rozprawiła się z aktualnymi mistrzami NBA Dallas Mavericks. Sprawiedliwości stało się zadość. W poprzednim sezonie Dallas rozbiło aktualnych mistrzów, LA Lakers, także 4:0, nie pozostawiając złudzeń na obronę mistrzostwa. W tym sezonie graczom Dallas takich złudzeń nie pozostawiła drużyna Oklahoma City Thunder. Różnica tylko jest taka, iż (poza meczem numer 3) różnica w punktach nie była większa niż 6 punktów. Była walka o przetrwanie dla Dallas, ale większą chęcią wygranej pałali koszykarze Thunder i zasłużenie awansowali do następnej fazy rozgrywek. Zresztą Dallas w obecnym sezonie grali tak, jakby nie chcieli bronić tytułu wywalczonego w poprzednich rozgrywkach. Dosyć słabo prezentowali się w sezonie (być może był to wynik intensywnego kalendarza), ale moim zdaniem mistrz powinien prezentować raczej wyższą formę. Młodzi gracze z Oklahomy co roku walczą o jak najwyższe cele i na razie im się to udaje.

LA Lakers (3) - Denver Nuggets (6) 4:3 (103:88, 104:100, 84:99, 92:88, 99:102, 96:113, 96:87)

Z trudem wywalczone trzecie miejsce na Zachodzie przez koszykarzy LA Lakers, było widać w meczach I rundy z Denver Nuggets. Mogli wygrać serię 4:1, a skończyło się na 4:3 dla Lakersów. Niby faworytem była drużyna z Los Angeles, ale budowana z głową i z kunsztem trenerskim Geogre'a Karla drużyna Bryłek, wcale nie pozostawała bez szans na awans. Słabość LA Lakers można było zobaczyć w meczach numer 5 i 6, kiedy po wygraną sięgnęli Nuggets. Jeszcze w meczu nr 5 męczyli się i z trudem wywalczyli zwycięstwo, ale w meczu nr 6 rozgromili u siebie Lakers. Wiadomą rzeczą jest, że Lakers grają u siebie przed nieprawdopodobną publicznością (podobnie jak New York Knicks w Madison Square Garden), ale brak Lamara Odoma w składzie był aż nadto widoczny. Uniwersalny podkoszowy, który był podporą Jeziorowców, w tym sezonie nie pomógł drużynie. Coraz bardziej starzejąca się drużyna LA Lakers, coraz trudniej wywalcza awans rok rocznie. W następnym sezonie łatwiej nie będzie, ale to już zmartwienie trenera i menedżera Lakers. Awans Lakers - raczej do przewidzenia.

Memphis Grizzlies (4) - LA Clippers (5) 3:4 (98:99, 105:98, 86:87, 97:101 D, 92:80, 90:88,72:82)

Najbardziej wyrównana para I rundy play-off na Zachodzie. Obie młode drużyny, walczące o uznanie i prestiż w NBA. Wynik był bardzo trudny do przewidzenia, gdyż różnica poziomów wcale nie jest wielka. Za drużyną LA Clippers przemawiała szybkość, efektowna gra i koszykarze sprowadzeni przed sezonem. Sprowadzeni w celu osiągania sukcesów. Za Memphis była solidność, również młodość, niezła obrona, która pozwoliła graczom Grizzlies wywalczyć czwarte miejsce w mocnej Konferencji Zachodniej. Przemawiał za nimi również "duch walki", który w poprzednim sezonie pozwolił im na pokonanie nr 1 (San Antonio Spurs), a byli przecież wtedy numerem 8. W obecnym sezonie wywalczyli numer 4, a więc duży awans w lidze. O zaciętości spotkań niech świadczy fakt, iż poza meczem numer 5, wszystkie wyniki oscylowały w maksymalnych granicach 10 punktów, z czego trzy mecze zakończyły się wynikiem w granicy 2 punktów, a jeden nawet w serii dogrywką i różnicą tylko 4 punktów. Mam nadzieję, że w następnych sezonach te drużyny zaczną odgrywać coraz większe role ze względu na wiek swoich graczy i przyszłość na Zachodzie zdecydowanie należy do nich.


Podsumowując I rundę play-off NBA 2011/2012 muszę stwierdzić, iż największą niespodzianką było odpadnięcie Chicago Bulls (przegrana z kontuzjami podstawowych koszykarzy), chociaż w poprzednim sezonie taką niespodzianką było odpadnięcie San Antonio Spurs. Historia jednak lubi się powtarzać. W pozostałych parach I rundy (zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie) raczej wygrane drużyn zgodnie z przedsezonowymi typowaniami, aczkolwiek mogłoby być różnie. Dwa Anioły awansowały dalej czyli Lakers i Clippers (co nie zdarzyło się jeszcze nigdy) mogą się spotkać w finale Zachodu. Poniżej przedstawiam moje typy na II rundę :

Miami Heat - Indiana Pacers 4:2

Boston Celtics - Philadelphia 76ers 4:1

San Antonio Spurs - LA Clippers 4:1

Oklahoma City Thunder - LA Lakers 4:3

Poprawność typowania II rundy i kolejne przemyślenia wkrótce...