WSCHÓD
Miami Heat - Indiana Pacers 4:2 (95:86, 75:78, 75:94,101:93,115:83,105:93)
Boston Celtics - Philadelphia 76ers 4:3 (92:91, 81:82, 107:91, 83:92, 101:85,75:82, 85:75)
W poprzednim odcinku pisałem, że Philadelphia trochę przypadkowo awansowała do II rundy kosztem Chicago Bulls, ale trzeba stwierdzić obiektywnie, że bardziej na skutek kontuzji w ekipie Byków, aniżeli własnej "mocy". Owszem, stwierdzam także obiektywnie, że koszykarze 76ers walczyli ambitnie z Bostonem, ale ostatecznie przegrali z "dziadkami" celtowymi. Boston właśnie również nie wygrał swoją dużą siłą, ale doświadczenie graczy Celtów spowodowało, że Boston gra dalej. Celtowie wygrali konsekwencją w obronie i większą aktywnością w zbiórkach oraz większą celnością rzutów. W następnej rundzie (spotkają się z Miami Heat) będzie im jednak coraz ciężej wygrać z młodszą drużyną Heat i ich większą agresywnością w ataku. Miami natomiast wygrali rywalizację z Indianą Pacers 4:2, także nie wysilając się. Owszem, mieli pewne problemy i dwa mecze w serii przegrali, ale ostatecznie udowodnili swoją wyższość nad budowanym przez Larry'ego Birda zespołem. Dlatego zagrają w Finale Konferencji Wschodniej. Prawdę mówiąc (mimo iż mój typ się sprawdził), sądziłem (na przestrzeni poszczególnych meczy), że Indiana jednak doprowadzi do meczu nr 7. Tak się jednak nie stało, ale myślę, że w następnych latach Indiana będzie odgrywała znaczącą rolę na Wschodzie i będzie trzeba się liczyć z tym zespołem.
ZACHÓD
San Antonio Spurs - LA Clippers 4:0 (108:92, 105:88, 96:86, 102:99)
Oklahoma City Thunder - LA Lakers 4:1 (119:90, 77:75, 96:99,103:00, 106:90)
Jak pisałem na wstępie, na Zachodzie poszło wszystko "gładko" i bez zbędnych problemów. San Antonio potwierdzili swoją wartość (najlepszy bilans na równi z Chicago Bulls w lidze po sezonie zasadniczym) wygrywając z młodą ekipą Clippersów do zera. W poprzedniej rundzie, także do zera, ograli Utah Jazz. Ominęły ich poważniejsze kontuzje, więc nie było powodów do zmartwień. Wygrywają planowo i zgodnie z oczekiwaniami ekspertów i kibiców. Może to i nudna koszykówka w wykonaniu Spurs, ale stać ich czasami na akcje finezyjne i piękne dla oka kibica. Stawiając zakłady u bukmacherów, łatwo można przewidzieć wynik spotkania, chociaż z Finale Konferencji (z Oklahoma City Thunder) już może nie być tak łatwo czyli do zera.
W drugiej parze II rundy play-off na Zachodzie (Oklahoma - LA Lakers) poszło "prawie gładko" czyli 4:1 wygrała Oklahoma. Zdziwiony jestem troszeczkę postawą LA Lakers, gdyż patrząc na ich grę i postawę w całym sezonie, sądziłem, iż Lakersi więcej dadzą z siebie i powalczą o Finał Konferencji. Młodość zespołu Thunder spowodowała, że praktycznie Lakersi zaprzepaścili swoją szansę (także szansę na szósty tytuł Kobego Bryanta) na kolejny tytuł mistrza NBA. Dwóch bardzo dobrych strzelców (Durant, Westbrook) oraz dobry obrońca (Kendrick Perkins - Celtowie z Bostonu mają czego żałować) załatwiło sprawę i Oklahoma (można by rzec) bez problemów awansowali do Finału Konferencji Zachodu. Jeżeli Kobe Bryant, w 1998 roku podczas zaciekłej rywalizacji w meczu Wschód - Zachód z Michaelem Jordanem, sądził, że po odejściu MJ-a, łatwo zdobędzie i przegoni Jordana w liczbie tytułów, to bardzo się myli. Nie jest tak łatwo seryjnie zdobywać tytuły nie mając wsparcia w koszykarzach rezerwowych i pierwszopiątkowych. Na pocieszenie dla Kobego Bryanta zostaje rekord w zdobytych punktach tegorocznej fazy play-off - 43 (na chwilę obecną). Lakersi "zjedli" własny ogon (podobnie jak Boston w przypadku Perkinsa) pozbywając się Lamara Odoma, który zapewne byłby dużym wsparciem (doświadczenie i dobra forma) w grze przeciwko mocnym zespołom Zachodu. Przegrali i zakończyli w tym sezonie marzenia o tytule. W poprzednim odcinku wspomniałem, iż dwa zespoły z Los Angeles mogą spotkać się w Wielkim Finale. Nic nie wyszło z tych planów, gdyż nastąpił (przegrane ekip z LA) upadek dwóch ekip w II rundzie.
Nie omieszkam jeszcze wspomnieć trochę o statystyce play-off (I i II runda) NBA w tym sezonie.
W I rundzie rozegrano 44 mecze. Koszykarze zdobyli 7978 punktów, co daje średnią puntów zdobytych przez jeden zespół na poziomie 90,65. 27 meczy zakończyło się wynikiem równym bądź mniejszym niż 10 punktów (61,36%). W I rundzie były 3 dogrywki, co daje (w porównaniu z liczbą meczy) 6,81%.
W II rundzie rozegrano 22 mecze. Zdobyto 4046 punktów, co daje średnią zdobytą przez jeden zespół 91,95. 13 meczy zakończyło się wynikiem równym bądź mniejszym niż 10 punktów (59,09%). We wszystkich meczach II rundy nie było ani jednej dogrywki (0%).
Podsumowując dwie pierwsze rundy play-off NBA muszę stwierdzić, iż rywalizacja między zespołami jest zacięta ze względu na niektóre wyniki meczów. Świadczy to także o równym poziomie poszczególnych zespołów i ich podobnej sile. Mała średnia zdobywanych punktów przez ekipy koszykarzy świadczy także o nastawieniu bardziej defensywnym, ale nie ma się co dziwić - zdobycie mistrza NBA jest celem nadrzędnym, więc atak spada na drugi plan. Powiedzenie : "najlepszą obroną jest atak" nie do końca się sprawdza, gdyż akcje są dłużej rozgrywane i zespół bardziej nastawiony jest na zdobycie punktów z akcji właśnie przygotowanych, aniżeli na ciągłe atakowanie kosza i liczenie, że z wielkiej ilości akcji uda się wydrzeć zwycięstwo, bazując na średniej skuteczności. Defensywa to jest fundament pod atak, z którego można zdobywać punkty.
Moje typy na Finały Konferencji :
WSCHÓD : Miami Heat - Boston Celtics 4:2
ZACHÓD : San Antonio - Oklahoma 4:3
Może mój typ na Wschodzie jest zbyt optymistyczny. Dwa ostatnie mecze Miami z Indianą pokazały, że zespół z Florydy (pomimo braku Chrisa Bosha) jest naprawdę mocny i raczej nie powinni koszykarze Heat mieć problemu z awansem do Finału NBA po raz drugi w swej historii.
Typ "zachodni" NBA przedstawia się zgoła inaczej. Dwie najlepsze ekipy z Zachodu spotykają się w Finale Konferencji. San Antonio - zespół oparty na obronie i taktyce trenera Gregga Popovicha - dokładnie realizuje założenia szkoleniowca. Zdaje się także, że zmierzają jak taran w walce o tytuł mistrza NBA lub jak czołg prący do przodu. Wspomnę także o roku 1999, kiedy to koszykarze San Antonio (ale w jak innym składzie), zdobywali swój pierwszy tytuł. Wtedy to także w NBA miał miejsce lokaut i były zdania, że sezon niepełny, że mała ilość meczy, że szczęściem losu Spurs zdobyli tytuł. W tym sezonie również miał miejsce w NBA lokaut, mniejsza ilość meczy i także Tim Duncan (bodaj jedyny z tamtej ekipy 1999) trochę starszy. W międzyczasie (oprócz 1999 roku) San Antonio zdobyło trzy tytuły (2003, 2005, 2007). Co prawda, zdobywali tytuły w latach nieparzystych, ale historia lubi się powtarzać, chociaż nie mamy roku nieparzystego. Oklahoma City - zespół młody, oparty na szybkości rozgrywania akcji i bazujący na superstrzelcach i obrońcach. Potrafią "zajeździć" każdego przeciwnika. Jeżeli Tim Duncan, Manu Ginobili nie będą nadążali za akcjami Thunder, to tutaj trzeba szukać szansy na wygraną. Typuję, iż zostanie zachowana reguła własnego boiska i każda z ekip wygra to, co ma wygrać. Trudno o cięższe typowanie na Finał NBA. Jednak doświadczenie San Antonio przeważy szalę zwycięstwa na zespół wyżej rozstawiony.
Spostrzeżenia na Wielki Finał NBA wkrótce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz