niedziela, 10 czerwca 2012

Finały Konferencji czyli dwaj panowie "D"

Znamy już finalistów NBA roku 2012. Większych niespodzianek jednak nie było. Może poza "małą niespodzianką" w postaci awansu Oklahomy, ale nie jest to aż tak wielkie niespodziewane osiągnięcie koszykarzy tej drużyny. Było ono "wliczone w koszty", pomimo drugiego miejsca w Konferencji Zachodniej. W Konferencji Wschodniej wszystko przeszło "zgodnie z planem" czyli awans Miami Heat był spodziewany, bo po odpadnięciu drużyny nr 1 (Chicago Bulls), nie było chyba konkurenta dla zespołu z Florydy.

FINAŁ KONFERENCJI WSCHODNIEJ

Miami Heat - Boston Celtics 4:3 (93:79, 115:111 D, 91:101, 91:93 D, 90:94, 98:79, 101:88)

 Po pierwszych dwóch meczach 2:0 dla Miami i wszystko wskazywało na to, że Miami jednak gładko awansuje do finału NBA. Jednak w drugim meczu (wygranym przez Miami po dogrywce) i w trzecim meczu (wygranym przez Boston) uwidocznił się brak Chrisa Bosha jako gracza podkoszowego oraz brak w składzie Miami Heat klasycznego centra i rozgrywającego. W trzecim meczu Boston zagrał bardzo dobrze w obronie (co jest ich znakiem rozpoznawczym) i wiadomo było, że nie przegra do 0. Rolę centra w Miami przejmuje czasami LeBron James, Joel Anthony, a w skrajnych przypadkach nawet może tę rolę pełnić właśnie Chris Bosh. Pozycję rozgrywającego w Miami pełnią Mike Miller, Dwayne Wade. Właśnie te dwie pozycje (center, rozgrywający) odgrywają w każdej drużynie kluczową rolę. W Bostonie natomiast jest klasyczny rozgrywający (Rajon Rondo), który może od początku do końca poprowadzić grę całego zespołu. Rolę centra pełnią wysocy, a przede wszystkim na tej pozycji grywa często Kevin Garnett. W czwartym meczu dała znać o sobie dobra defensywa koszykarzy Bostonu i minimalnie lepsza skuteczność rzutowa Celtów, dlatego minimalnie po dogrywce pokonali graczy Heat. W kolejnym spotkaniu nr 5 znów minimalnie lepsi okazali się Celtowie, wygrywając różnicą zaledwie czterech punktów. Dała znać o sobie, kolejny zresztą raz, superdefensywa Celtów. Ten mecz dał im nadzieję (prowadzenie w serii 3-2) na kolejny awans do wielkiego finału. Dawał nadzieję także na podtrzymanie dziejów historii, kiedy to Boston (w ostatnich latach) w latach parzystych awansował do finałów. Odbyło się to w roku 2008 (zostali mistrzami) oraz w 2010 (wicemistrzostwo). Mecz nr 6, rozegrany w Bostonie, nie przyniósł niespodzianki w postaci zwycięstwa Celtics. Celtowie przegrali przed własną publicznością różnicą aż 19 punktów (79:98), co nie najlepiej nastrajało ich przed ostateczną rozgrywką nr 7 w Miami. Koszykarze Miami Heat natomiast, mając "nóż na gardle", wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności i unikając kompromitacji w postaci porażki (oraz tym samym odpadnięcia z play-off), wygrali i przenieśli rywalizację na własne boisko. Genialny mecz rozegrał lider Miami LeBron James, który uzyskał 45 punktów i pobił tym samym rekord tegorocznych rozgrywek play-off. O wszystkim więc miał zadecydować mecz nr 7 zaplanowany na 9 VI 2012 r. W meczu tym LeBron James ponownie zdobył ponad 30 punktów (31) i poprowadził Heat do zwycięstwa, a tym samym do finału NBA 2012. Jednak po trzech kwartach ostatniego spotkania nie wszystko było jasne i klarowne, bowiem na tablicy wyników widniał remis (po 73). Dopiero czwarta kwarta zadecydowała o tym, że w tej zaciętej serii, górą byli koszykarze Miami Heat. Koszykarze z Florydy wygrali ją różnicą 13 punktów i tym samym cały mecz 101:88. Miami drugi raz z rzędu awansowali do rozgrywki o tytuł mistrza NBA. W roku poprzednim ulegli rewelacyjnym Dallas Mavericks 2:4, ale w obecnym sezonie nie stoją na straconej pozycji w rywalizacji. Będą zapewne chcieli zmazać "plamę" z poprzedniego sezonu i pokazać prawdziwą wartość w tegorocznym finale NBA.

FINAŁ KONFERENCJI ZACHODNIEJ

San Antonio Spurs - Oklahoma City Thunder 2:4 (101:98, 120:111, 82:102, 103:109, 103:108, 99:107)

Podobnie jak rywalizacji na Wschodzie, po dwóch pierwszych meczach prowadzenie było po stronie San Antonio (2:0).  Jednak Oklahoma to nie Boston i w kolejnych meczach wiadomo było, że będzie walka do upadłego. Po dwóch wygranych spotkaniach u koszykarzy San Antonio można było zauważyć pewnego rodzaju rozluźnienie w ich szeregach. Sądzili, iż kolejne mecze zostaną wygrane i łatwo awansują dalej. Tak się jednak nie stało. W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję od koszykówki. Otóż, w meczach siatkówki, często zdarza się, iż drużyna, która wygrywa w meczu 2:0 w setach, często przegrywa mecz 2:3. W NBA gra się w serii do 4 wygranych, więc jedna czy dwie przegrane nie powodują odpadnięcia z play-offów. Tak właśnie stało się w rywalizacji najlepszych drużyn Zachodu. Po kolejnych dwóch meczach w rywalizacji brzmiał remis 2:2. Koszykarze Thunder nie poddali się i w meczach u siebie ograli graczy Spurs. Szczególnie w czwartym spotkaniu (wygranym przez Oklahomę 109:103) uwidaczniała się różnica w taktyce rywalizujących zespołów. San Antonio jako zespół bardziej nastawiony na obronę i Oklahoma - jako zespół typu atakującego. Może to wynikać także z wieku zespołów. San Antonio - zespół ze starszymi koszykarzami oraz Oklahoma - młody zespół skłonny do szybkiego biegania po boisku. Po pierwszej połowie meczu czwartego wynik brzmiał 55:43 dla Thunder, a największa przewaga wynosiła 15 punktów. W drugiej połowie tego meczu trener Spurs, Gregg Popovich, postanowił zmienić taktykę na bardziej defensywną i po wprowadzeniu na boisko Blaira oraz debiutanta Leonarda koszykarzom San Antonio udało się zmniejszyć przewagę Oklahomy do czterech punktów. Jednak manewry trenera Spurs na nic się zdały, gdyż niesamowitą skutecznością w meczu popisał się lider Thunder, Kevin Durant, która pozwoliła graczom z Oklahomy utrzymać przewagę i wygrać to spotkanie. Piąty mecz tych zespołów zakończył się podobnym wynikiem (108:103), co mecz nr 4. Szósty mecz, rozgrywany w Oklahomie, miał zadecydować o tym, czy awans uzyskają koszykarze Thunder albo koszykarze Spurs doprowadzą do meczu nr 7. I San Antonio, i Oklahoma, nie zwykli przegrywać u siebie (wyjątkiem był mecz nr 5). Granie na własnym boisku zawsze jest atutem gospodarza, więc w meczu nr 6 stało się zadość. Wygrana 107:99 wprowadziła koszykarzy Oklahomy do finału NBA 2012. San Antonio po 20 wygranych z rzędu (łącznie z sezonem zasadniczym) przegrali cztery mecze z rzędu, ale jak bardzo były istotne te przegrane. Porażki te spowodowały odpadnięcie z play-off San Antonio Spurs, a  tym samym szanse (być może w tym składzie - starszy Tim Duncan) na tytuł mistrza NBA. Natomiast w przypadku Oklahomy, stało się dokładnie odwrotnie. Cztery wygrane z rzędu dały temu miastu pierwszy w historii awans do ostatniej rundy czyli gry o tytuł. Także w rywalizacji liderów, dwóch panów D - Duncan kontra Durant, lepszym okazał się ten młodszy. Chociaż, jeżeli założyć tezę, iż drużyna Oklahomy jest spadkobiercą Seattle Supersonics (z tego miasta przenieśli się do Oklahomy w roku 2008, otrzymując także nową nazwę zespołu), to w finale NBA drużyna Ponaddźwiękowców wcześniej już występowała. W 1978 roku przegrali z Washington Bullets 2:4, w 1979 roku zrewanżowali się Washington Bullets wygrywając 4:1 oraz w roku 1996 przegrali z Chicago Bulls 2:4. Pokazując dobrą i skuteczną koszykówkę zawodnicy Oklahomy City Thunder zasłużenie awansowali do finału NBA i wcale nie stoją na straconej pozycji.


Podsumowując Finały Konferencji stwierdzam, że w tym sezonie spotykają się zespoły, które potrafiły walczyć zacięcie o każdą wygraną, nie załamały się małymi niepowodzeniami w postaci poszczególnych przegranych, potrafiły wykrzesać więcej sił z siebie po ciężkim sezonie zasadniczym. Ponadto, w finale NBA spotykają się drużyny, które po rundzie zasadniczej zajęły miejsca numer 2 w swoich konferencjach (co jest pewną ciekawostką). W walce o mistrzostwo spotykają się zespoły młode, głodne sukcesów i właśnie dlatego zapewne będą duże emocje podczas rozgrywki finałowej. Gra szybka, ofensywna, z pięknymi akcjami w powietrzu, a także możemy spodziewać się dużo walki podkoszowej i fantastycznych obron w wykonaniu Oklahomy i Miami. W każdym bądź razie - spotykają się zespoły, które w pełni zasłużyły na awans swoją postawą i będziemy mogli emocjonować się tą rywalizacją.

Mój typ na finały NBA :

Oklahoma City Thunder - Miami Heat 4:3

Kolejne przemyślenia już po Finałach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz