sobota, 14 grudnia 2013

Sezon kontuzji czyli 1/4 sezonu 2013/2014

Cóż, czas naprawdę szybko biegnie, człowiek się nie obejrzy, a już kolejny sezon NBA nastał. Ba, nastał, minęła 1/4 tego sezonu, więc czas na małe początkowe podsumowania i omówienia. Transfery, zmiany, przetasowania zawodników, trenerów, przemeblowanie składów ekip - tak można by w wielkim skrócie podsumować to wszystko, co działo się tego lata w NBA. Jedne zespoły chcą utrzymać swoją wysoką pozycję w lidze, dokonując kosmetycznych zmian w składzie (San Antonio, Oklahoma City, Miami); inne chcą całkowicie przemeblować skład, opierając się swoją przyszłość na drafcie (Phoenix, Utah, Boston), a inne także chcą wzmocnić skład, ale małe sukcesy w postaci awansu do play-off, mają przyjść już teraz (Washington, New Orleans, Charlotte). Różne są koncepcje właścicieli na szeroko pojęty w USA sukces. Każdy ma swoją argumentację i podejście do jego realizacji. Szybko, teraz i w tej chwili lub powoli, długofalowo, nastawiając się na budowanie tzw. legendy czyli zapisanie w annałach historii sportu.

Obecny sezon, 2013/2014, miał być sezonem Chicago Bulls. Piszę "miał być", gdyż po powrocie do składu Derricka Rose'a (po ciężkiej kontuzji kolana), zespół ten miał aspiracje mistrzowskie. Zapewne by tak było, ale Rose pograł tylko miesiąc w lidze i... koniec marzeń. Koniec marzeń, gdyż kontuzji doznał w drugim kolanie i marzenia o tytule mistrzowskim trzeba odłożyć na przyszły sezon. Filar zespołu będzie pauzował do przyszłego roku. Jak pech, to pech. Dwa lata straty. Bez Derricka Chicago nie jest już tak mocnym zespołem, co widać po wynikach. W pierwszej kolejności piszę o jego przypadku, gdyż rzadko zdarza się, aby zawodnik po długiej przerwie, leczeniu i rehabilitacji, wrócił do pełni sił, a następnie (w tak krótkim okresie czasu) z powrotem trafił na leczenie. Można by ją jeszcze tylko porównać do przypadku Grega Odena z Portland Trail Blazers (obecnie Miami Heat), który zaraz po debiucie w lidze i kontuzjach kolan, nie grał przez jeszcze dłuższy okres czasu. Zawsze jest to duże osłabienie ekipy i planowanie jakichkolwiek sukcesów trzeba, niestety, odłożyć na przyszłość.
Zacząłem pisać o kontuzjach, gdyż moim zdaniem, one bardzo determinują i wpływają na wyniki poszczególnych drużyn. Już po tych 20-stu meczach nie ma drużyny, która nie miałaby w swoim składzie zawodnika kontuzjowanego, i która (chociażby kilka meczy) nie rozegrałaby swoich spotkań w osłabieniu. Bilanse poszczególnych zespołów wskazują, iż zdecydowanie mocniejsza jest Konferencja Zachodnia. Wschód jest naprawdę słaby. Słaby, a nawet słabszy z roku na rok. Pomimo faktu, iż mamy mistrza ze Wschodu (Miami Heat), to na wiosnę może ta sytuacja się zmienić. Nawet nie licząc szczegółowo widać, że Zachód góruje nad Wschodem. Stan meczów na 11 XII 2013 r. (wtedy Chicago, New Orleans i Sacramento osiągnęły liczbę 20 rozegranych spotkań) pokazuje, iż przewaga Zachodu nad Wschodem jest wręcz miażdżąca. Zachód wygrał 170 meczy przy 130 porażkach, a Wschód tylko 129, przy 171 porażkach. Przepaść, po prostu przepaść, biorąc pod uwagę fakt, iż minęła dopiero 1.4 sezonu. Ta różnica między Konferencjami zapewne będzie się jeszcze pogłębiać. Tą zależność widać także w bilansach poszczególnych zespołów czy bilansach w poszczególnych dywizjach, a nawet w samych Konferencjach. Konferencja Wschodnia ogólnie nie osiągnęła poziomu 50% (129-171). Mało tego - żadna z dywizji w konferencji - nie osiągnęła takiego poziomu. Atlantic (33-67), Southeast (49-51) i Central (47-53). Tylko cztery zespoły ze Wschodu (Indiana, Miami, Atlanta i Detroit) osiągnęły odsetek zwycięstw i porażek równy bądź większy niż 50%, reszta ekip ma bilans poniżej połowy.
Całkowicie inaczej wygląda sytuacja na Zachodzie NBA. Każda z dywizji ma odsetek powyżej 50%, a tylko trzy drużyny nie osiągnęły tego progu (Minnesota, Utah, Sacramento). Reszta zespołów ma równy bądź wyższy procent zwycięstw. Najmocniejszą dywizją na Zachodzie jest Southwest, która ma bilans 61-39. Drugą w tabeli jest Northwest (58-42), a trzecie miejsce zajmuje Pacific (51-49). Gdyby rozgrywki play-off rozpoczynały się dzisiaj, to na Zachodzie o awans musiałby się bić drużyny Golden State i Phoenix, które mają bilans 11-9 czyli powyżej 50%, a na Wschodzie do awansu wystarczyłby bilans 8-12 (40%), który mają Boston Celtics i Chicago Bulls. Jeżeli sytuacja miałaby się utrzymać, to na koniec sezonu na Zachodzie do awansu do play-off potrzebne będzie wygranie mniej więcej 55-56 meczy, a drużyna ze Wschodu zadowoli się 38-40 zwycięstwami. Bardzo zauważalna różnica miedzy Wschodem a Zachodem NBA.

Na koniec chciałbym się odnieść do artykułu, który ukazał się w "Gazecie Wyborczej", w dniu 28 X 2013 r. pt. "Aby opłacało się wygrywać", autorstwa Michała Kiedrowskiego. Otóż, pan Kiedrowski opisuje sytuację, w której klub NBA "specjalnie", ale "niezauważalnie" przegrywa swoje mecze, aby zwiększyć szanse zespołu na wybór w drafcie w roku następnym, a tym samym wzmocnić swoją pozycję. Generalnie, coś w takim stwierdzeniu musi być, gdyż w NBA były znane przypadki, gdy zespół zdecydowanie mocniejszy przegrywał ze słabeuszem, co jest sytuacją niecodzienną. Taki "manewr" przecież w sezonie ubiegłym zastosował Gregg Popovich, trener San Antonio Spurs. Pod koniec sezonu (aby nie przemęczać swoich najlepszych zawodników przed play-off), wystawił rezerwowy skład. O ile pamiętam został przez ligę za takie praktyki ukarany finansowo. Niby nic, zwyczajne podejście do sytuacji - racjonalne, uzasadnione z punktu widzenia trenera, ale nie z punktu widzenia kibiców. Uważam, że takie działanie szkodzi i godzi w ideę naprawdę czystego sportu. Pan Kiedrowski przytacza także różne rozwiązania, które są brane pod uwagę w USA, dotyczące rozwiązania tego "problemu". W pełni zgadzam się z jego tekstem. Takie kombinowanie, a nawet powiedziałbym więcej, oszukiwanie kibiców nie jest na miejscu. Podobnie jak sytuacja z kontuzjowanymi zawodnikami, kiedy jeden zawodnik ma kłopoty np. z jakimś nałogiem, a klub wpisuje go na listę kontuzjowanych, jako przyczynę wpisując "uraz kostki". Jeżeli w USA nie doprowadzą do normalnych, uczciwych zasad - zawsze będzie przyzwolenie na takie praktyki. Dodam jeszcze, iż duży napływ zawodników, duże rotacje w składach, kontuzje, ograniczenia płacowe, zawsze będą podstawą do tego typu zastosowań w sporcie. Ja, jako wierny kibic, nie chciałbym nawet wiedzieć o tego typu zdarzeniach. Zdaję sobie również sprawę, że liga NBA to biznes, jak każda liga na świecie. Ma swoich właścicieli, którzy dbają o jej dobro. Z takim postępowaniem nie będzie dobra. Komisarz ligi (jeszcze urzędujący) David Stern ciągle powtarza słowa o "wyrównywaniu szans" poszczególnych zespołów. W porządku, wyrównujmy, ale pod względem sportowych zasad, a nie nieuczciwości. Życzyłbym  sobie (a także innym wiernym kibicom), aby każdy mecz NBA był "czysty" i nie był "naznaczony" innymi czynnikami.

Kolejne przemyślenia wkrótce...

wtorek, 4 czerwca 2013

15 dni minęło... czyli Finały Konferencji NBA rozstrzygnięte

I wszystko stało się jasne... Znamy skład Wielkiego Finału NBA. Do ostatecznej rozgrywki o tytuł mistrza NBA przystąpią drużyny Miami Heat (Wschód) i San Antonio Spurs (Zachód). Niespodzianki żadnej nie ma, gdyż te obie ekipy plasowały się od początku sezonu w czołówce zespołów NBA. Miami na Wschodzie, a San Antonio na Zachodzie przez cały sezon praktycznie prowadziły w klasyfikacjach. Z tą tylko różnicą, iż Ostrogi straciły prowadzenie na Zachodzie (na rzecz Oklahomy City Thunder) w ostatnich dniach sezonu zasadniczego. Wróćmy zatem do samych Finałów Konferencji...

FINAŁ KONFERENCJI WSCHODNIEJ

MIAMI HEAT - INDIANA PACERS 4:3 (103:102D; 93:97; 114:96; 92:99, 90:79; 77:91; 99:76)

Przed finałem tejże konferencji typowałem wygraną Miami Heat w stosunku 4:2. Generalnie niewiele się pomyliłem, ale sądziłem, iż z większą łatwością drużyna z Florydy poradzi sobie z Indianą. Stało się jednak inaczej i... bardzo dobrze dla rywalizacji sportowej. Indiana - jednym słowem - postawiła się Żarom i po ciężkiej walce odpadła z fazy play-off. Miami tym samym zagra po raz czwarty w Wielkim Finale i drużyna ta będzie miała szansę na swój trzeci tytuł w swojej historii. Jeśli chodzi o spotkania w finale konferencji pragnę napisać, iż Miami wygrywało swoje spotkania dosyć gładko (poza spotkaniem nr 1), gdzie różnica punktowa wyniosła tylko 1 punkt. Pozostałe swoje wygrane Heat wygrywali średnio ponad 17-oma punktami. W nich właśnie widać było dość dużą przewagę zespołu Miami nad Indianą. Indiana natomiast swoje trzy wygrane mecze wygrywała średnią różnicą nieco ponad 8-ma punktami. Można by rzec, iż ekipa Indiany walczyła "na śmierć i życie" w serii, a Miami (być może) lekko zlekceważyli rywali w meczach przegranych. Trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale zwycięzca i tak mógł być tylko jeden. Wygrał zespół silniejszy kadrowo i to on zagra o tytuł. Pochwalić zespół Indiany Pacers należy właśnie za walkę, nieustępliwość i ambicję. W przyszłości (czytaj : w kolejnych sezonach), o ile nie zdarzy się jakiś kataklizm w postaci ciężkich kontuzji, a także przy rozsądnym prowadzeniu zespołu (czytaj : dobrym zarządzaniu) czeka ich niejeden awans do tego szczebla rozgrywek NBA.

FINAŁ KONFERENCJI ZACHODNIEJ

SAN ANTONIO SPURS - MEMPHIS GRIZZLIES 4:0 (105:83; 93:89D; 104:93D; 93:86)

Tutaj mój typ, jeśli chodzi o wynik, całkowicie się nie sprawdził. Typowałem zwycięstwo San Antonio 4:3, licząc na piękną walkę w obronie ze strony obu zespołów. Wygrała jednak drużyna San Antonio 4:0. Mecze te, sądząc po wyniku, mogłyby się wydawać bardzo jednostronne, ale chyba takie w rzeczywistości nie były. Dwie konfrontacje zakończone dogrywkami, a pozostałe dwa mecze rozstrzygnięte średnią różnicą ponad 14 punktów. W zasadzie tylko mecz nr 1 był "pogromem" zespołu z Memphis, bo pozostałe zawody zakończyły się średnią różnicą punktową w wielkości niewiele ponad 7 punktów. Okazało się jednak, że drużyna Memphis jest zmęczona meczami w poprzedniej rundy play-off i nie potrafiła odzyskać sił i postawić większego oporu zespołowi z Teksasu. Dodatkowo jeszcze jeden mały niuans miał znaczenie - brak odpowiedniego doświadczenia na tym etapie rozgrywek. San Antonio już kilkukrotnie grało w finale konferencji i wiedzieli, jak poprowadzić całą rywalizację do szczęśliwego końca. Ostatnim atutem San Antonio był fakt wyższego rozstawienia i przewaga własnego parkietu. Wygrana Ostróg nie oznacza, że zespół z Memphis nie miał szans. W przyszłości zapewne będą jeszcze odgrywali niepoślednią rolę na silnym Zachodzie NBA. W przyszłym sezonie już może być całkiem odwrotnie.

Typ na Finał NBA : MIAMI HEAT - SAN ANTONIO SPURS

Przewagę własnego boiska posiada ekipa Miami Heat, którzy w sezonie zasadniczym wygrali 66 spotkań przy 16 porażkach. San Antonio Spurs natomiast wygrali 58 meczy, a przegrali 24. Widać niewielką różnicę, ale własne boisko nie zawsze oznacza realną przewagę. Do tego etapu rozgrywek nie przystępują zespoły, które są słabe. Obie ekipy umieją wygrywać i u siebie, i na wyjeździe, więc ten element nie powinien mieć aż tak wielkiego znaczenia. W finale NBA zmienia się znacząco system jego rozgrywania. W poprzednich rundach play-off grano systemem 2-2-1-1-1, natomiast sam finał rządzi się swoimi prawami, a mecze rozgrywane są systemem 2-3-2. Należy sobie zadać pytanie : czy ten sposób rozgrywania finału stawia w pozycji uprzywilejowanej zespół wyżej czy niżej rozstawiony? Są na to dwa scenariusze : zespół wyżej rozstawiony wygrywa u siebie pierwsze dwa mecze i mistrzostwo może zapewnić sobie na parkiecie rywala, ale jest też druga koncepcja : zespół niżej rozstawiony wygrywa przynajmniej jedno z dwóch pierwszych spotkań i mistrzostwo może także zapewnić sobie na własnym parkiecie. Są to dwa najprostsze rozwiązania, ale rywalizacja o mistrzostwo NBA A.D. 2013 może być całkiem odmienna. Wrócę zatem to oceny zespołów.

W sezonie zasadniczym drużyna Miami wygrała oba spotkania : u siebie 105:100 oraz na wyjeździe 88:86. Daje to tej ekipie przewagę psychologiczną, ale na straconej pozycji nie stawiałbym zespołu z San Antonio. Team z Teksasu grał w finałach NBA czterokrotnie i czterokrotnie je wygrywał (1999, 2003, 2005, 2007). Pełna 100% skuteczność. Zespół z Miami grał w finałach do tej pory trzykrotnie, dwa razy wygrywając ligę (2006, 2012) czyli skuteczność na poziomie 66,67%. San Antonio wygrywało ligę w latach nieparzystych, a Miami w latach parzystych. Widzę jeszcze jeden element do porównań. Otóż, w roku 2007, San Antonio grało w finale NBA z drużyną Cleveland Cavaliers i wygrało ten finał gładko czyli 4:0. Liderem ówczesnego zespołu ze stanu Ohio był nie kto inny, tylko LeBron James, który jest obecnie liderem zespołu z Miami. Tamtą rywalizację wygrało San Antonio i pod tym względem drużyna Zachodu NBA ma przewagę psychologiczną. LeBron James na pewno pamięta tamten przegrany finał, ale w chwili obecnej gra już w zupełnie innej drużynie. Tam był zdany praktycznie sam na siebie, natomiast w Heat ma o wiele lepszych pomocników. Wspomnę jeszcze o dodatkowym czynniku, który, być może, będzie miał znaczenie. Mianowicie chodzi mi o fakt zdobycia przed Tima Duncana piątego tytułu mistrzowskiego. Jest to dla tego zawodnika o tyle ważne, iż prawdopodobnie w niedługim czasie zakończy swoją piękną karierę, a zdobycie piątego tytułu byłoby jeszcze piękniejszym jej ukoronowaniem. Sam Duncan przecież zdaje sobie doskonale sprawę, że lat mu nie ubywa, więc jego szanse na zdobycie tytułu, z roku na rok, poważnie maleją. Dodatkowa motywacja dla zawodników San Antonio.  Reasumując szanse obu drużyn : bilanse sezonu regularnego (mecze bezpośrednie) i bilans ogólny regular season (przewaga własnego boiska) po stronie Miami czyli 2 punkty. Skuteczność w finałach, lata nieparzyste, przewaga psychologiczna (wcześniej przegrany finał przez LeBrona Jamesa) oraz "czynnik Tima Duncana" po stronie San Antonio. Otrzymany wynik 4:2 dla San Antonio. Podsumowując : będzie to pokaz gry obronnej z połączeniem możliwości ofensywnych obu zespołów. Będzie to także popis gwiazd obu zespołów. Pokaz siły i agresywności. Drużyna, która będzie miała w sobie więcej determinacji i zaciętości w grze - wygra. A niech tam... NIECH WYGRA LEPSZY!!!

 Kolejne doniesienia z parkietów NBA wkrótce... po finale

niedziela, 19 maja 2013

Dwa tygodnie minęły... czyli koniec II rundy play-off NBA

Kolejny etap rozgrywek NBA za nami czyli II runda play-off 2012/2013 zakończyła się. W tej rundzie byliśmy świadkami jednej, ale za to jak wielkiej, niespodzianki pisanej przez wielkie "N". Zespół typowany do gry w wielkim finale NBA, czyli Oklahoma City Thunder, jest już na wakacjach. Niby zespół kompletny na każdej pozycji, mocny, zaprawiony w bojach na parkiecie, a jednak poza rozgrywkami. Zabrakło jednego elementu kluczowego układanki, zabrakło dodatkowego wsparcia dla Kevina Duranta - zawodnika o nazwisku Russell Westbrook. Niewątpliwie jest on wielkim wsparciem dla najlepszego zawodnika Oklahomy, jednym z filarów zespołu Thunder. Życie życiem, ale zawodnik NBA kontuzji nie wybiera. Zdarzyła się ona Westbrookowi w najbardziej nieodpowiednim momencie - tuż przed grą o mistrzostwo. Na przejście I rundy przez Oklahomę, brak Russella, wystarczył, ale w drugiej pojawiła się ściana. Ściana w postaci drużyny Memphis Grizzlies. Drużyna, która oparła swoją grę na defensywie, jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem. W I rundzie wyeliminowali LA Clippers, a w II-ej wyeliminowali zeszłorocznych finalistów. Osłabionych, to prawda, ale jednak zespół, który wygrał w sezonie zasadniczym wystarczającą ilość gier, aby zająć I miejsce na Zachodzie NBA. Zachodzie, który jest zdecydowanie lepszy od Konferencji Wschodniej ligi. W tym momencie przypominają mi się dwa, bardzo wymowne, duety graczy w NBA. Pierwszy to duet Michael Jordan-Scottie Pippen z Chicago Bulls oraz duet Karl Malone-John Stockton z Utah Jazz. Wspominam tylko te dwa, bo one miały bardzo znaczący wpływ na wyniki ich drużyn. Michael był uzupełniany Scottiem, podobnie jak Karla uzupełniał John. Nie będę się rozpisywał na temat ich gry, bo wiele już o tym napisano, ale napiszę tylko tyle, iż te dwa duety spotykały się w wielkim finale NBA w latach 1997-1998. Była to bardzo pasjonująca walka. Zakończyła się wygraną Chicago Bulls w stosunku 4:2, ale cóż to były za mecze. Sytuacja wygląda podobnie z Oklahomą. Zespół, który ma wszelkie "papiery", aby grać rok rocznie w finałach NBA. Ma duet, który prowadzi ich do zwycięstw. Kompletna pierwsza piątka, kompletna ławka, a jednak w tym roku zabrakło determinacji, woli walki, czy po prostu zabrakło sił w końcówce sezonu. To już historia - Oklahoma w tym sezonie nie zrewanżuje się Miami Heat za przegrany finał z poprzedniego sezonu.
W pozostałych parach II rundy play-off - zgodnie z przewidywaniami tzn. Miami Heat wygrało rywalizację z Chicago Bulls (typowałem 4:2, skończyło się na 4:1), New York Knicks przegrali z Indianą Pacers 4:2 (typ idealny), San Antonio Spurs wygrali z Golden State Warriors 4:2 (typowałem 4:1) i wspomniana para Oklahoma City Thunder przegrali z Memphis Grizzlies 1:4 (typowałem zwycięstwo Thunder 4:3).
Piękne w sporcie jest jedno, a na pewno w NBA, nic nie ma pewnego. Jakby wszystko szło zgodnie z przewidywaniami, to liga ta byłaby bardzo nudna. Właśnie takiego kolorytu, jak zwycięstwo niżej rozstawionego zespołu, nadaje walka w play-off.

Wyniki II rundy play-off 2012/2013 :

Miami Heat - Chicago Bulls 4:1 (86:93, 115:78, 104:94, 88:65, 94:91)

New York Knicks - Indiana Pacers 2:4 (95:102, 105:79, 71:82, 82:93, 85:75, 99:106)

Oklahoma City Thunder - Memphis Grizzlies 1:4 (93:91, 93:99, 81:87, 97:103 D, 84:88)

San Antonio Spurs - Golden State Warriors 4:2 (129:127 2D, 91:100, 102:92, 87:97 D, 109:91, 94:82)


Typowanie Finałów Konferencji NBA :

Konferencja Wschodnia

MIAMI HEAT - INDIANA PACERS - w sezonie zasadniczym drużyny te rozegrały między sobą trzy spotkania, a zwycięsko z potyczki w regular season wyszła drużyna Indiany. Bilans jest na ich korzyść 2:1 i można by rzec, iż kto był gospodarzem, to wygrywał. W Indianapolis Pacers wygrali dwukrotnie 87:77 i 102:89, a w Miami zespół Heat wygrał 105:91. Bilans punktowy jest także po stronie Indiany (+9). Myślę, że w finale Konferencji Wschodniej bardzo dużą rolę odegra defensywa (podobnie zresztą, jak w przypadku finału na Zachodzie). Podejrzewam, że nie będą to piękne mecze, pełne widowiskowych akcji, ale mecze wybitnie nastawione na walkę o zbiórki, walkę na bloki i walkę o każdą piłkę. Raczej nie spodziewajmy się zdobyczy punktowych koszykarzy na granicy 30+. Spodziewajmy się czystej walki o wejście do wielkiego finału NBA. LeBron James będzie chciał iść w ślady Michaela Jordana, Hakeema Olajuwona czy Kobego Bryanta, aby powtórzyć sukces z roku poprzedniego. Większe doświadczenie jest po stronie ekipy z Florydy. Typuję wynik 4:2 dla Miami.

Konferencja Zachodnia

SAN ANTONIO SPURS - MEMPHIS GRIZZLIES - w sezonie zasadniczym drużyny te rozegrały między sobą cztery mecze, ale były to potyczki, a nawet powiedziałbym, że bitwy o zwycięstwo. Bilans tej cztero-meczowej wojny wynosi 2:2. Dwa z czterech tych meczy zakończyły się dogrywkami, a różnica punktów w tych meczach nie przekroczyła 4 punktów. Dodatkowo, w ostatnim meczu tych ekip, różnica wynosiła tylko 2 pkt. W pierwszym meczu, w San Antonio, wygrała drużyna Spurs 99:95 po dogrywce. W rewanżu, w Memphis, wygrała drużyna Grizzlies 101:98, także po dogrywce. Trzeci mecz, rozegrany w San Antonio, wygrała drużyna Spurs 103:82, a w ostatnim spotkaniu tych drużyn (w Memphis), wygrała drużyna gospodarzy 92:90. Jak widać, po wynikach poszczególnych meczy, rywalizacja w sezonie zasadniczym przypominała raczej walkę w play-off (poza trzecim meczem) i traf chciał, że obie te ekipy spotykają się w play-off, w bardzo ważnym dla nich momencie. San Antonio, które zdobywało swoje cztery tytuły w latach nieparzystych (1999, 2003, 2005, 2007), życzyło by sobie, aby również i w tym roku zdobyć tytuł. Tim Duncan jest coraz starszy, więc z biegiem czasu będzie miał mniej sił, aby zdobyć tytuł mistrzowski, a pięknym ukoronowaniem kariery byłoby zdobycie go po raz piąty. Spurs w obecnym sezonie mają bardzo wyrównany skład, a zmiennicy także prezentują dobrą formę. Przed nimi wielka szansa na tytuł, zważywszy, że odpadł im wielki rywal Zachodu w postaci Oklahomy, ale z pogromcą Thunder muszą walczyć. Przeciwnicy San Antonio Spurs - drużyna Memphis Grizzlies - wcale nie pozostaje bez szans w tej rywalizacji. Będzie to typowa walka "w parterze", typowo obronna i tak należy ją określić. W ekipie Niedźwiedzi nie ma wybitnych strzelców, ale pod względem obrony prezentują się w czołówce ligi. W poprzednim poście napisałem, że "mecze wygrywa się atakiem, a tytuł mistrzowski obroną". To właśnie może być przeciwwagą dla Spurs w tej serii. Tą metodą (obronną) drużyna z Memphis odprawiła LA Clippers i Oklahomę. Wcale nie pozostają bez szans w starciu ze Spurs. Co prawda, drużyna z Teksasu posiada walory ofensywne w postaci Tony'ego Parkera, Manu Ginobiliego, a także Tima Duncana, ale defensywa tego zespołu także jest na wysokim poziomie. Myślę, że ta seria będzie przebiegała pod dyktando gospodarzy, o ile drużyna z Memphis nie straci swojego rezonu i zregeneruje siły. Nie można wykluczyć niespodzianki w postaci wygranej Grizzlies. Mój typ : 4:3 dla San Antonio.

Kolejne przemyślenia po finałach Konferencji...

niedziela, 5 maja 2013

Trzy tygodnie minęły... czyli koniec I rundy play-off NBA

Trzy tygodnie minęły i I runda play-off NBA 2012/2013 zakończyła się. Wielkich niespodzianek w niej nie było i generalnie wszystko poszło zgodnie z planem, poza Zachodem NBA, gdzie wyniki oceniam na 50%.

Na Wschodzie obrońca tytułu, Miami Heat, nie pozostawiło złudzeń, co do faktu, kto powinien awansować dalej. Milwaukee Bucks właściwie wielkich szans nie miało i skończyła się ta rywalizacja na 4:0 dla mistrza NBA. Numer 2 na Wschodzie, czyli New York Knicks, nie bez małych problemów uporali się
z osłabionymi Boston Celtics 4:2. Piszę "bez małych problemów", bo przy prowadzeniu 3:0, dali sobie wyrwać dwa następne mecze i zrobiło się 3:2. Wielka nerwówka, ale szóstego meczu serii już nie oddali. Trzecią parę tworzyły zespoły Indiana Pacers i Atlanta Hawks. Po dwóch pierwszych meczach wydawało się, iż Indiana w miarę gładko pokona Jastrzębie, ale Atlanta wzięła się do odrabiania strat. Wygrali dwa kolejne mecze i było 2:2. Wtedy nastąpiła pełna mobilizacja w szeregach Indiany i ekipa ta pokazała, że to im należy się awans do II rundy play-off. Wygrali dwa kolejne mecze i całą rywalizację 4:2. Najbardziej zacięta walka trwała w ostatniej parze na Wschodzie pomiędzy Brooklyn Nets i Chicago Bulls. Brooklyn
w pełnym składzie, a Chicago (także przez cały sezon) borykające się z wieloma kontuzjami. Pierwszy mecz dla Netsów, ale trzy kolejne (a w szczególności czwarty mecz serii - zacięty i zakończony aż trzema dogrywkami) dla Byków. Mogłoby się wydawać, że chicagowskie Byki zakończą serię u siebie, na własnym podwórku w stosunku 4:1, ale Brooklyn podniósł się z kolan i wygrał kolejne dwa mecze. Był więc remis 3:3 i rywalizacja przeniosła się do Nowego Jorku. Faworytem, oczywiście, był zespół Nets, ale Chicago ambitną postawą i wolą walki wygrało tę siódmą batalię i przechyliło szalę zwycięstwa na własną stronę. 4:3 dla Bulls.

Na Zachodzie NBA z kolei pierwsze dwie drużyny z numerami 1 i 2 wygrały swoją rywalizację zgodnie
z planem czyli awans Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs. San Antonio bez żadnych problemów uporali się szybciutko z LA Lakers (osłabionymi brakiem Kobe Bryanta) 4:0, więcej natomiast emocji było w parze Oklahoma - Houston. Po pierwszych trzech meczach wydawało by się, że Oklahoma pójdzie śladem Miami i San Antonio (po 4:0), ale nic bardziej mylnego. Podobnie jak w przypadku Nowego Jorku, drużyna z Oklahomy przegrała dwa kolejne mecze z Houston (które wykazało bardzo ambitną postawę)
i było 3:2. O wszystkim decydował mecz nr 6, w którym jednak Oklahoma (osłabiona brakiem Russella Westbrooka) nie dała się ograć i wygrała całą serię 4:2. Niespodzianką I rundy play-off jest odpadnięcie Denver Nuggets, którzy rywalizowali z Golden State Warriors. Denver (numer 3) i Golden State (6) - zdecydowanym faworytem była drużyna ze stanu Kolorado. Play-off to play-off, nożyczki nie wiadro. Rządzi się własnymi prawami pomimo wskazań na jednego z rywali. Ekipa z Denver wygrała pierwszy mecz (bardzo małą różnicą punktów - 2). Trzy kolejne przegrała i także mogłoby się wydawać, że będzie wielki, ale to wielki blamaż. Podnieśli się jednak w kolejnym meczu, ale postawa Stephena Curry'ego w całej serii nie pozwoliła przegrać drużynie z Oakland. Wygrana 4:2 dla Golden i niespodzianka gotowa. Najbardziej wyrównaną parą I rundy na Zachodzie (zresztą podobnie jak na Wschodzie) była para zespołów z numerami 4 i 5. Numer 4 (LA Clippers) i 5 (Memphis Grizzlies) miały takie same bilanse po sezonie zasadniczym
i naprawdę trudno było wskazać zwycięzcę tej pary. W swoim poprzednim poście wskazywałem na Memphis jako na drużynę, która wygrywa mecze obroną. Nie pomyliłem się - Memphis wygrało 4:2 i nie bez szans pozostaje w następnej odsłonie rozgrywek. "Atakiem wygrywa się mecze, a obroną zdobywa się mistrzostwo" - mówi stare koszykarskie powiedzenie.
Wspomnę jeszcze o moim małym spostrzeżeniu : na osiem par grających w pierwszej rundzie play-off, pięć zakończyło rywalizację wynikiem 4:2, dwie pary 4:0, a jedna para 4:3. Trudno nie dziwić się drużynom, które są zdecydowanie wyżej rozstawione (Miami - Milwaukee, San Antonio - LA Lakers), że wygrały po 4:0, ale w pozostałych parach dało się zauważyć wielką determinację, aby pokonać faworyta (Golden State, Chicago, Memphis). Duża ilość meczy, wielka ambicja i pragnienie odniesienia sukcesu będzie dobrze wróżyła na przyszły sezon, gdzie poziom zespołów (nawet w I rundzie) będzie jeszcze bardziej wyrównany. Pomijam fakt kontuzji, bo w każdym zespole zdarzały się one i naturalną siłą rzeczy, osłabiały zespół.

Wyniki I rundy play-off NBA 2012/2013 :

Miami Heat (1) - Milwaukee Bucks (8) 4:0 (110:87; 98:86; 104:91; 88:77)

New York Knicks (2) - Boston Celtics (7) 4:2 (85:78; 87:71; 90:76; 90:97D; 86:92; 88:80)

Indiana Pacers (3) - Atlanta Hawks (6) 4:2 (107:90; 113:98; 69:90; 91:102; 106:83; 81:73)

Brooklyn Nets (4) - Chicago Bulls (5) 3:4 (106:89; 82:90; 76:79; 134:142 3D; 110:91; 95:92; 93:99)

Oklahoma City Thunder (1) - Houston Rockets (8) 4:2 (120:91; 105:102; 104:101; 103:105; 100:107; 103:94)

San Antonio Spurs (2) - LA Lakers (8) 4:0 (91:79; 102:91; 120:89; 103:82)

Denver Nuggets (3) - Golden State Warriors (6) 2:4 (97:95; 117:131; 108:110; 101:115; 107:100; 88:92)

LA Clippers (4) - Memphis Grizzlies (5) 2:4 (112:91; 93:91; 82:94; 83:104; 93:103; 105:118)


TYPY NA II RUNDĘ PLAY-OFF 2012/2013 :

WSCHÓD

Miami Heat (1) - Chicago Bulls (5) - rywalizacja tych dwóch zespołów powoli zaczyna przechodzić do historii NBA. Nie wiem, jak to się dzieje, ale Chicago w sezonie zasadniczym (nawet osłabione) zawsze znajdzie sposób na Miami. Tak też się stało w tym sezonie, gdzie rywalizacja tych ekip zakończyła się remisem 2:2. Obie drużyny wygrały po jednym meczu u siebie i obie na wyjazdach. Co bardziej znaczące, to ekipa ze stanu Illinois przerwała serię 27 wygranych Heat. Bilans w punktach (z tych czterech meczy) jest po stronie Miami (+21). Prawdą też jest fakt, iż Byki wygrywały swoje mecze małą różnicą (+7 i +4), a Żary (+19 i +12). Faworytem, oczywiście, jest drużyna obecnego mistrza NBA - Miami Heat. Nie znaczy to jednak, że Byki walczyć nie będą. Jeżeli wzmocnią swoją obronę, to mogą coś ugrać w serii. 4:2 dla Miami.

New York Knicks (2) - Indiana Pacers (3) - zapowiada się walka w obronie. Drużyna weteranów (NYork) i drużyna na fali wschodzącej (Indiana). Nowy Jork zawsze dobrze spisywał się w grze obronnej,
a Indiana wcale nie gorzej postawiła na taktykę obronną w tym sezonie. Krew będzie się lała strumieniami, chociaż jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi : czy drużyna Knicks wytrzyma trudy sezonu? Młodszym jest zespół z Indiany i raczej w nim upatrywałbym zwycięzcę tej rywalizacji. W sezonie zasadniczym, między tymi drużynami, był remis 2:2. Bilans punktów wychodzi na korzyść Indiany (+17). Mimo wszystko, stawiam na wygraną Indiany Pacers 4:2.

Oklahoma City Thunder (1) - Memphis Grizzlies (5) - najbardziej wyrównana para II rundy. Numery rozstawień nic nie powiedzą, a tylko aktualna forma i dyspozycja poszczególnych ekip. Zespół Oklahomy jest bardzo mocnym zespołem, ale widać pewien brak koncentracji w serii. Mogą przegrać np. dwa mecze
z rzędu, a wtedy Memphis może pójść za ciosem i tę sytuację wykorzystać. Widoczny jest brak pomocy dla Kevina Duranta ze strony Russella Westbrooka i będzie on trwał aż do samego końca sezonu. Oklahoma - drużyna bardziej atakująca, a Memphis - broniąca. W sezonie zasadniczym (co ciekawe) górą była drużyna Memphis, która wygrała 2 z 3 meczy. Bilans punktowy na korzyść Oklahomy (+6), ale warto wspomnieć, iż ostatni mecz w sezonie zasadniczym zakończył się wygraną Grizzlies po dogrywce (90:89). Rywalizacja może potrwać aż do siódmego meczu serii. Memphis w rywalizacji z LA Clippers wygrali cztery mecze
z rzędu, ale w przypadku Oklahomy ten scenariusz raczej się nie powtórzy. 4:3 dla Oklahomy.

San Antonio Spurs (2) - Golden State Warriors (6) - wynik tej pary wydaje się oczywisty, ale wcale tak być nie musi. San Antonio - zespół wypoczęty po szybkim zakończeniu I rundy, a Golden State - zmęczony po dłuższej walce z Denver. Sam Stpehen Curry (na dłuższą metę) nie podoła trudom play-off, gdzie walka jest o wiele większa, bardziej zacięta i wymagająca zdecydowanie więcej wysiłku, aniżeli sezon zasadniczy. W sezonie zasadniczym pomiędzy tymi drużynami był remis 2:2. Bilans punkty jest na korzyść San Antonio, ale tylko +2. Widać więc, że Warriors umieją grać z San Antonio, ale w play-off raczej są niżej notowani. Może jeden mecz uda im się "wyrwać". Bez większych problemów San Antonio awansuje do finału Zachodu - 4:1.


Kolejne doniesienia po II rundzie wkrótce...

sobota, 20 kwietnia 2013

Sześć miesięcy minęło… czyli koniec sezonu zasadniczego

Sześć miesięcy minęło jak jeden dzień... Nadszedł czas zakończenia fazy zasadniczej sezonu NBA A.D. 2012/2013. Sezon NBA, jak zwykle, obfitował w ciekawe zwroty akcji i był, zresztą jak zawsze, pełen niespodzianek. W obecnie kończącym się sezonie zmagań dużą rolę odegrały w wielu zespołach kontuzje zawodników, które miały wpływ na postawę poszczególnych zespołów. W związku z tym nie obyło się bez niespodzianek - faworyt przegrywa ze słabeuszem. Zacznę może od analizy poszczególnych konferencji.

WSCHÓD

Większych raczej niespodzianek na Wschodzie NBA nie było. Mogły być jedynie duże zaskoczenia. O ile dobra postawa superdrużyny Miami Heat nie jest zaskoczeniem (bilans 66-16), to zdziwienie mogło mogło się pojawić na twarzach kibiców Chicago Bulls. Zapowiadany powrót Derricka Rose'a jednak nie doszedł do skutku. Powrót, po ubiegłorocznej poważnej kontuzji na początku play-off, był zapowiadany na styczeń-luty 2013 roku. Nie doszedł on do skutku, pomimo doniesień, iż Derrick jest już po skończonej rehabilitacji i swobodnie mógłby grać. Nieznane są powody, dla których nie wszedł na parkiet, pomimo faktu, iż siedział i wspomagał kolegów z ławki rezerwowych. Może psychika odegrała jakąś rolę? Trudno powiedzieć, ale pewną niespodzianką jest fakt, że Chicago (pomimo wielu kontuzji w tym sezonie) awansowało do play-off. Drużyna ta sprawiła także niespodziankę w postaci wygranej nad Miami, po serii 27 wygranych zespołu z Florydy. Przerwała serię, która zanosiła się na absolutny rekord, ale prawdą jest też to, że po przegranej z Chicago, Miami po pięciu kolejnych dniach przegrało z Nowym Jorkiem, więc o pobiciu rekordu LA Lakers (33 wygrane) nie mogło być mowy. Wyczyn ten pozostanie zapamiętany jednak jako przerwanie serii i koniec. Awans do play-off, w przypadku Byków z Chicago (bilans 45-37), należy jednak uznać za spory sukces, bo też i nie z najniższym numerem, ale z 5-tym.
Do dużej niespodzianki zaliczyłbym także awans (z drugiego miejsca) zespołu New York Knicks. Drużyna, można by powiedzieć, w podeszłym wieku, dokonała nie lada wyczynu. W ich przypadku górę wzięło doświadczenie i umiejętne prowadzenie zespołu przez trenera. Ich bilans, 54-28, zasługuje naprawdę na słowa uznania i chwała im za to, że potrafili wysoko wylądować w Konferencji Wschodniej, tuż za Miami Heat. Trzecią ciekawą rzeczą, była postawa Indiana Pacers (bilans 49-32). Drużyna ta zaimponowała bardzo dobrą postawą obronną w sezonie zasadniczym. Na Wschodzie stracili najmniej punktów ze wszystkich drużyn (7348), a w NBA ustąpili tylko Memphis Grizzlies (7319). Dzięki takiej postawie i zaangażowaniu wspięli się aż na III miejsce w Konferencji. Reszta drużyn na Wschodzie raczej grała zgodnie z oczekiwaniami, bo nie można było spodziewać się awansu do play-off takich drużyn jak : Orlando Magic (po stracie Dwighta Howarda), Charlotte Bobcats (drużyna na dorobku) czy słabszych w tym sezonie Philadelphia 76ers, Toronto Raptors (dopiero po ściagnięciu Rudy'ego Gaya zaczęli grać lepiej, ale to nie wystarczyło w końcówce sezonu do awansu), Detroit Pistons, Washington Wizards oraz Cleveland Cavaliers. Jedyną drużyną z ujemnym bilansem spotkań w play-off, jest drużyna Milwaukee Bucks (38-44), ale raczej większych szans w starciu z Miami nie ma.
Z przyczyn od NBA niezależnych nie odbył się jeden mecz na Wschodzie NBA pomiędzy Boston Celtics i Indiana Pacers. Powodem anulowania tego meczu był zamach na mecie Maratonu Bostońskiego, więc w tej Konferencji rozegrano w związku z tym jeden mecz mniej niż na Zachodzie. Obie te drużyny rozegrały więc tylko 81 meczy i taki bilans w ich tabelach pozostanie. Wynik tego akurat meczu nie miał większego wpływu na układ tabeli Wschodu, więc pozostało status quo.

ZACHÓD

Można by rzec ponownie : Na Zachodzie bez zmian. Wiadomą rzeczą jest fakt, iż Zachód NBA jest mocniejszy od Wschodu. Wszyscy (prawie) najlepsi zawodnicy starają się przechodzić do bardziej "medialnych" zespołów lub do zespołów, które mają duże szanse na mistrzostwo. Przykładem mogą służyć zeszłoroczne transfery w LA Lakers. Właśnie Jeziorowcy (bilans 45-37) są chyba największym rozczarowaniem kończącego się sezonu NBA. Drużyna, która od początku sezonu była typowana na absolutnego lidera Konferencji Zachodniej, przeistoczyła się w drużynę, która do samego końca walczyła o awans do play-off. Ta sztuka im się udała, ale strata (poprzez kontuzję) Kobego Bryanta nie wróży nic znaczącego do osiągnięcia przez ten zespół. Gwiazdy gwiazdami, ale chemia w zespole i wspólne ogranie się, to są już inne sprawy. Same nazwiska nie będą grały, ważne jest dopasowanie zawodników, co w przypadku Lakersów, nie do końca w tym sezonie się sprawdziło. Może w następnym ich gra będzie przynosiła lepsze efekty. Zaskoczeniem nie jest także dobra i spodziewana postawa dwóch najlepszych drużyn Zachodu - Oklahomy City Thunder (bilans 60-22) i San Antonio Spurs (58-24). Pragnę tylko przy tych drużynach wspomnieć, iż San Antonio sfrajerowało końcówkę samego sezonu. Przegrywając trzy ostatnie mecze sezonu, spadli na II pozycję na Zachodzie i tym samym w play-off, spotkają się z LA Lakers, zamiast z Houston Rockets (bilans 45-37). Trudno w tej chwili określić, która drużyna jest dla nich "wygodniejsza", ale jeżeli miałbym wybierać, to może i lepiej grać z osłabionymi LA Lakers niż z w pełni sprawnymi i zdrowymi Houston Rockets. Mógł być to świadomy wybór trenera, by niecelowo przegrać te ostatnie mecze. Wszak w II rundzie play-off ewentualnymi przeciwnikami mogą być Denver Nuggets (bilans 57-25) lub Golden State Warriors (47-35). Droga łatwiejsza do samego finału Konferencji Zachodniej. Po prostu czysta kalkulacja.
Dużą niespodzianką jest brak awansu Dallas Mavericks (bilans 41-41), chociaż przyznać trzeba, że walczyli do samego końca. Jednak kontuzja gwiazdy i głównego egzekutora Dirka Nowitzkiego okazała się kluczowa i zespół z Teksasu stracił kilka kluczowych meczy, czyli mistrz 2011 roku odpadł.
Wspomnę jeszcze o dwóch drużynach, których postawa na Zachodzie była bardzo wyrazista. Po pierwsze : zespół Memphis Grizzlies (56-26) zaskoczył chyba wszystkich bardzo dobrą postawą obronną - stracił tylko 7319 punktów w 82 meczach, co jest najlepszym osiągnięciem w NBA. Na "in minus" oceniam postawę drużyny Phoenix Suns (bilnas 25-57), która po stracie Steve'a Nasha, dosłownie i w przenośni, osiągnęła dno NBA. Przed sezonem szumnie zapowiadano walkę w Suns o play-off, a skończyło się ostatnią pozycją na Zachodzie. Całkowita odmiana zespołu, zważywszy, że w poprzednich sezonach, drużyna ta ocierała się i walczyła do końca sezonu o awans do najlepszej 16-tki NBA.

Ogólne podsumowanie i garść statystyk

Oceniając obie konferencje stwierdzić należy, że Zachód prezentuje zdecydowanie lepszą jakość gry od Wschodu. Świadczy o tym przewaga w ilości wygranych meczy (577-652). Właściwie powinno być 74 mecze, gdyż należy jeszcze wziąć pod uwagę ten jeden nierozegrany mecz (Boston-Indiana). Bilans Wschodu to 577-651, a Zachodu 652-578. Różnica więc wynosi 74 mecze. Również w punktach jest widoczna różnica : Wschód zdobył 118174, a stracił 119434; Zachód zdobył 123049, a stracił 121789. Tu bilans Zachodu jest dodatni na 1260 punktów. W ubiegłym roku Zachód także posiadał przewagę w liczbach nad Wschodem, ale tytuł powędrował jednak na Wschód do Miami Heat. Wniosek jest dosyć prosty : kto ma większą "siłę rażenia", większą motywację do walki oraz bardziej wyrównany skład, ten zdobywa tytuł mistrza NBA, a o ten w tym sezonie rozegra się, można by rzec, piękna walka. Poniżej skład play-off i krótka ocena szans.

WSCHÓD

Miami Heat (1) - Milwaukee Bucks (8)

W tej parze nie jest trudno wskazać faworyta. Raczej obejdzie się bez zbędnych fajerwerków i Heat awansują po czterech meczach.

New York Knicks (2) - Boston Celtics (7)

Tą parę oceniłbym jako starcie gigantów Wschodu. Boston bez Rajona Rondo i Kevina Garnetta, to nie ten Boston. Ci dwaj podstawowi zawodnicy (oraz Paul Pierce) decydują o obliczu zespołu Celtów. Jeżeli tylko zdrowie pozwoli im na jako taką grę, to powinna rozegrać się zacięta rywalizacja o awans do II rundy play-off. Mój typ 4-2 dla Nowego Jorku.

Indiana Pacers (3) - Atlanta Hawks (6)

Biorąc pod uwagę słabszą postawę Atlanty w końcówce sezonu zasadniczego, drużyna ta raczej nie ma większych szans na awans do II rundy. Indiana, moim zdaniem, bardzo się zmobilizuje na play-off i swoją obroną pokona zespół Jastrzębi w stosunku 4-1.

Brooklyn Nets (4) - Chicago Bulls (5)

Chyba najbardziej wyrównana para Wschodu w tegorocznym play-off. Drużyna Nets, po przeprowadzce do nowej hali, z nowym właścicielem, pokazała już w tym sezonie, że stać ją na sukcesy. Pierwszym był awans do play-off z niezłym wynikiem 49-33. Jedynym problemem Nets może być obrona Chicago (trzeci wynik w NBA), nawet bez swojego lidera Derricka Rose'a. Jeżeli wszyscy zawodnicy Chicago będą w miarę zdrowi, to typuję awans Chicago. Przemawia za nimi historia oraz (jak zawsze) bardzo ambitna postawa w play-offach. 4-3 dla Chicago.

ZACHÓD

Oklahoma City (1) - Houston Rockets (8)

Czyżby słodka zemsta? Pisząc "słodka zemsta" mam na myśli odejście przed samym sezonem do Houston, czy może raczej brak spełnienia żądań finansowych Jamesa Hardena w Oklahomie. Raczej nie zanosi się na "zemstę", gdyż zespół z Oklahomy jest naprawdę mocny w tym sezonie, a dodatkowo i mądrze wzmacniany w poprzednich latach, nabrał niezbędnego doświadczenia, aby grać o najwyższe laury. Mój typ : 4-1 dla Oklahomy.

San Antonio Spurs (2) - LA Lakers (7)

Biorąc pod uwagę ostatnie mecze sezonu zasadniczego - stwierdzam dwie odmienne postawy. Walcząca "o życie" drużyna LA Lakers i "odpuszczająca" mecze drużyna San Antonio Spurs. Jednak play-off to play-off i rządzi się swoimi prawami. Po stracie Kobego Bryanta siła ofensywna zespołu z Los Angeles znacznie osłabła, ale raczej także biorę pod uwagę większą mobilizację pozostałych zawodników z Miasta Aniołów. Zespół San Antonio w play-offach zapewne będzie chciał także pokazać swoją siłę, a z osłabionymi Lakersami ta sztuka zapewne im się uda. Tim Duncan, Tony Parker i Manu Ginobili nie odpuszczą. 4-1 dla Spurs.

Denver Nuggets (3) - Golden State Warriors (6)

George Karl ze swoimi zawodnikami dużo osiągnął w tym sezonie. Wspiął się aż na III miejsce na Zachodzie i jego drużyna jest rozstawiona. W przypadku drużyny z Oakland sytuacja jest trochę odmienna - z roku na rok poprawiają swoją grę i awans do play-off na mocnym Zachodzie jest dla nich dużym sukcesem. Jednak doświadczenie trenera Denver i bardziej ustabilizowany skład i gra zespołu, da awans drużynie Samorodków. 4-2 dla Denver.

LA Clippers (4) - Memphis Grizzlies (5)

Podobnie jak w przypadku Wschodu, najbardziej wyrównana para play-off. Identyczny bilans w sezonie zasadniczym (56-26), tylko trochę odmienne style gry. Zespół z Los Angeles bardziej nastawiony ofensywnie, a zespół z miasta Elvisa, zdecydowanie defensywnie (najlepszy wynik w NBA w straconych punktach). Jak ogień i woda. Jeden żywioł przeciwko drugiemu. Stare powiedzenie koszykarskie mówi : "Atakiem wygrywa się mecze, a tytuły zdobywa się obroną", dlatego stawiam na obronę : 4-3 dla Memphis.

Doniesienia z kolejnych etapów play-off wkrótce...

wtorek, 8 stycznia 2013

Dwa miesiące czyli 1/3 sezonu lub trochę więcej

5.01.2013 r. wszystkie drużyny NBA osiągnęły liczbę 30-stu rozegranych meczy (ostatnią drużyną był zespół Memphis Grizzlies). Kilka słów należy więc poświęcić na małe podsumowanie tego okresu gry w NBA. Sezon poprzedni był wyjątkowy, gdyż rozegrano niepełną liczbę spotkań (66) i nie obyło się bez niespodzianek. W okresie wakacyjnym 2012 dokonywały się różne transfery, roszady i zmiany barw klubowych, ale mogę stwierdzić (z całą odpowiedzialnością), że niespodzianek nie brakuje także i w trwającym sezonie 2012/2013.

WSCHÓD
W górnej części tabeli Wschodu NBA raczej wielkich niespodzianek nie ma (prowadzi Miami Heat, na trzecim miejscu znajdują się koszykarze Atlanta Hawks), ale jedna drużyna zaskoczyła chyba wszystkich miłośników NBA. Mówię o drużynie New York Knicks, gdzie średnia wieku przekracza 30 lat, a po 30 meczach znajdują się na drugim miejscu w Konferencji. Samym doświadczeniem na pewno nie osiągnęli tego, a przecież sił im nie przybywa z wiekiem. Zaskakująco wysoko można ocenić wynik Chicago Bulls, którzy znajdują się ex aequo z Indianą Pacers na 4-5-tym miejscu w Konferencji. Co ciekawe, obie drużyny grają bez swoich kluczowych strzelców (Chicago bez Derricka Rose'a, a Indiana bez Danny'ego Grangera). Szóstą i siódmą pozycję w Konferencji okupują Brooklyn Nets i Milwaukee Bucks. Ósmą i dziewiątą drużyną w Konferencji Wschodniej są zespoły Boston Celtics i Philadelphia 76ers. Dziesiąte miejsce zajmuje ekipa Orlando Magic, która po oddaniu Dwighta Howarda do LA Lakers, wyraźnie spadła w lidze NBA. Toronto Raptors zajmują 11-tą pozycję Wschodu, 12-tą - Detroit Pistons, a dwie drużyny (Charlotte Bobcats i Cleveland Cavaliers) zajmują dwa ostatnie miejsca w Konferencji Wschodniej. W przypadku Charlotte zaskoczeniem nie jest niska pozycja, gdyż w poprzednim sezonie mieli najgorszy bilans w całej lidze. W przypadku Cleveland jest ta pozycja "małą niespodzianką", gdyż powrócił już do składu Kyrie Irving (nr 1 draftu 2011) i powinien znacząco przyczyniać się do wzrostu pozycji Kawalerzystów w lidze. Jednak widać, że kontuzje czołowych zawodników, a następnie poprzez brak zgrania, powodują, że potrzeba jednak czasu, by dany zespół wszedł na ścieżkę wzrostu.

ZACHÓD
Najwyższe miejsca w Konferencji Zachodniej zajmują drużyny, które w typowaniach przedsezonowych, miały je zajmować (Oklahoma City Thunder, Los Angeles Clippers, San Antonio Spurs). Dopiero na kolejnych pozycjach widać "pewne niespodzianki". Czwartą i piątą drużyną są Memphis Grizzlies i Golden State Warriors. O ile przy pierwszym zespole możemy zauważyć ciągłe, małe wzmacnianie składu co sezon, to w przypadku drugiej ekipy miejsce w czołówce raczej zarezerwowane nigdy nie było. Miejsca 6-8 zajmują ekipy Denver Nuggets (chyba raczej poniżej swoich oczekiwań), Portland Trail Blazers (zespół, który mierzy się ciągle z kontuzjami swoich kluczowych zawodników, jego pozycję można uznać za niespodziankę) oraz Houston Rockets (zespół, który jest na fali rosnącej). W przypadku Houston superposunięciem było pozyskanie Jamesa Hardena przed samym początkiem bieżącego sezonu. Oklahoma nie chciała wydawać (czy raczej może trochę poskąpiła) zbyt wielu pieniędzy na 6-tego zawodnika poprzedniego sezonu, więc zespół z Teksasu bardzo dużo zyskał. Od razu widać efekty w postaci wygranych i prawdopodobny awans do play-off. Miejsca od 9-go do 11-go zajmują także trzy zespoły : Minnesota Timberwolves, Utah Jazz i Los Angeles Lakers. Jeśli chodzi o ekipę Minnesoty : drużyna ta borykając się z wieloma kontuzjami swoich podstawowych zawodników, osiąga w tym momencie i tak bardzo dobry wynik. Ociera się wręcz o play-off. Powrócił do składu Kevin Love i Ricky Rubio (który ponownie odczuwa jakąś niedyspozycję), więc powinno być trochę łatwiej. Nie można tego samego napisać o zespole LA Lakers, który to zespół jest naszpikowany gwiazdami, a prezentuje poziom na granicy play-offów. Założenia przedsezonowe były takie, że Lakersi "zmiotą" wszystkich w lidze, a nawet były głosy, że mogą pokusić się po pobicie rekordu Chicago Bulls z 1996 roku. Niestety, ich bilans jest taki, a nie inny. W tym momencie ocierają się tylko o play-off, a nie prowadzą w lidze z gigantyczną przewagą. Rozumiem doskonale, że potrzebują zgrania, nauczenia się własnych zagrań, a także muszą ustalić jakąś spójną taktykę i mieć wyrazisty swój styl. Na dzień dzisiejszy (gdyby się play-offy zaczynały), Lakersi w nich nie zagraliby. To już drugie takie podejście zespołu z LA do stworzenia wielkiego zespołu i gromienia przeciwników. Poprzednie (z Karlem Malone, Gary Paytonem i Shaquillem O'Nelem i Kobe Bryantem) nie zdało egzaminu i dynastii nie stworzyli. Zaskoczeniem jest miejsce z numerem 12. Na tej pozycji bowiem znajdują się obecnie Dallas Mavericks (mistrz NBA z roku 2011). Wielkim osłabieniem tego zespołu była operacja Dirka Nowitzkiego, który już powrócił do składu drużyny, ale tak znacząco (jak w latach poprzednich) nie wpływa na wyniki swojego zespołu. Jeżeli druga część sezonu będzie w ich wykonaniu lepsza, to zapewne załapią się na play-offy. 13-tą i 14-tą pozycję w Konferencji Zachodniej mają drużyny Sacramento Kings i Phoenix Suns. Ekipa Sacramento nikogo raczej nie zaskakuje, natomiast ekipa Słońc (która przed sezonem była nawet typowana na play-off), gra poniżej swoich oczekiwań. Oddali, co prawda, do Lakers Steve'a Nasha, ale ta wymiana nie była aż tak znacząca, aby drużyna Phoenix tak drastycznie spadła w zestawieniach. W poprzednich dwóch latach (z Nashem) była bardzo blisko, wręcz do końca sezonu walczyła, play-offów, a w bieżącym sezonie nie widać, aby były na to wielkie szanse. Ostatnią ekipą Zachodu jest drużyna New Orleans Hornets, ale to za sprawą braku w składzie Anthony'ego Davisa (nr 1 draftu 2012, zdobywcy złota olimpijskiego w Londynie). Powrócił już do składu (wygrali nawet dwa ostatnie spotkania), ale nadal są na ostatnim miejscu na Zachodzie.

Podaję jeszcze na koniec "małą garstkę" statystyk po 30-tu rozegranych meczach :

WSCHÓD - wygrane (206) - przegrane (244);
                     zdobyte punkty (42859) - stracone punkty (43498).

ZACHÓD - wygrane (244) - przegrane (206);
                     zdobyte punkty (44834) - stracone punkty (44277).

 Po tym porównaniu widać, iż Zachód NBA jest dużo mocniejszy, aniżeli Wschód. Świadczy o tym spora różnica (38 wygranych więcej), a także liczba w zdobytych i straconych punktach.

CIEKAWOSTKI : W dzisiejszych ciekawostkach pragnę umieścić informację o dogrywkach (dotychczas rozegranych tzn. po 30 meczach). Każda z drużyn NBA rozegrała mecze zakończone dogrywkami (jedną, dwoma lub trzema). Ciekawą rzeczą jest fakt, iż najwięcej meczy z takim rozstrzygnięciem (5) rozegrały dwie drużyny - Boston Celtics i Dallas Mavericks. W przypadku Bostonu - w takim meczach - odnieśli 3 zwycięstwa, natomiast drużyna Dallas - wszystkie mecze z dogrywkami przegrała. Wspomnę jeszcze dwie drużyny, które miały sporą ilość meczy z dogrywkami (4). Portland wygrało wszystkie mecze, a Washington Wizards - wszystkie mecze przegrali. Ciekawe, prawda?

Tabela NBA po rozegraniu 30 meczy :

KONFERENCJA WSCHODNIA
Drużyna Zwycięstwa Porażki Miejsce w konferencji
ATLANTIC DIVISION


New York Knicks        21       9                2
Brooklyn Nets        16     14                6
Boston Celtics        14         
    16     
               8
Philadelphia 76ers        14              16                     8
Toronto Raptors        10     20               11
SOUTHEAST DIVISION


Miami Heat        22       8                1
Atlanta Hawks        20     10                3
Orlando Magic        12              18                    10                  
Charlotte Bobcats          7     23               13
Washington Wizards          4     26               15
CENTRAL DIVISION


Chicago Bulls        17     13                4
Indiana Pacers       17    13               4
Milwaukee Bucks         16              14                     6                   
Detroit Pistons          9     21               12
Cleveland Cavaliers          7     23               13




KONFERENCJA ZACHODNIA
Drużyna Zwycięstwa Porażki Miejsce w konferencji
NORTHWEST DIVISION


Oklahoma City Thunder        24       6               1
Denver Nuggets        16     14               6
Portland Trail Blazers        16     14               6
Minnesota Timberwolves        15     15               9
Utah Jazz        15     15               9
SOUTHWEST DIVISION


San Antonio Spurs        22       8               3
Memphis Grizzlies        20     10               4
Houston Rockets        16     14               6
Dallas Mavericks        12     18              12
New Orleans Hornets          7     23              15
PACIFIC DIVISION


Los Angeles Clippers        24       6               1
Golden State Warriors        20     10               4
Los Angeles Lakers        15     15               9
Sacramento Kings        11     19             13
Phoenix Suns        11     19             13

Kolejne doniesienia z NBA wkrótce...