Trzy tygodnie minęły i I runda play-off NBA 2012/2013 zakończyła się. Wielkich niespodzianek w niej nie było i generalnie wszystko poszło zgodnie z planem, poza Zachodem NBA, gdzie wyniki oceniam na 50%.
Na Wschodzie obrońca tytułu, Miami Heat, nie pozostawiło złudzeń, co do faktu, kto powinien awansować dalej. Milwaukee Bucks właściwie wielkich szans nie miało i skończyła się ta rywalizacja na 4:0 dla mistrza NBA. Numer 2 na Wschodzie, czyli New York Knicks, nie bez małych problemów uporali się
z osłabionymi Boston Celtics 4:2. Piszę "bez małych problemów", bo przy prowadzeniu 3:0, dali sobie wyrwać dwa następne mecze i zrobiło się 3:2. Wielka nerwówka, ale szóstego meczu serii już nie oddali. Trzecią parę tworzyły zespoły Indiana Pacers i Atlanta Hawks. Po dwóch pierwszych meczach wydawało się, iż Indiana w miarę gładko pokona Jastrzębie, ale Atlanta wzięła się do odrabiania strat. Wygrali dwa kolejne mecze i było 2:2. Wtedy nastąpiła pełna mobilizacja w szeregach Indiany i ekipa ta pokazała, że to im należy się awans do II rundy play-off. Wygrali dwa kolejne mecze i całą rywalizację 4:2. Najbardziej zacięta walka trwała w ostatniej parze na Wschodzie pomiędzy Brooklyn Nets i Chicago Bulls. Brooklyn
w pełnym składzie, a Chicago (także przez cały sezon) borykające się z wieloma kontuzjami. Pierwszy mecz dla Netsów, ale trzy kolejne (a w szczególności czwarty mecz serii - zacięty i zakończony aż trzema dogrywkami) dla Byków. Mogłoby się wydawać, że chicagowskie Byki zakończą serię u siebie, na własnym podwórku w stosunku 4:1, ale Brooklyn podniósł się z kolan i wygrał kolejne dwa mecze. Był więc remis 3:3 i rywalizacja przeniosła się do Nowego Jorku. Faworytem, oczywiście, był zespół Nets, ale Chicago ambitną postawą i wolą walki wygrało tę siódmą batalię i przechyliło szalę zwycięstwa na własną stronę. 4:3 dla Bulls.
z osłabionymi Boston Celtics 4:2. Piszę "bez małych problemów", bo przy prowadzeniu 3:0, dali sobie wyrwać dwa następne mecze i zrobiło się 3:2. Wielka nerwówka, ale szóstego meczu serii już nie oddali. Trzecią parę tworzyły zespoły Indiana Pacers i Atlanta Hawks. Po dwóch pierwszych meczach wydawało się, iż Indiana w miarę gładko pokona Jastrzębie, ale Atlanta wzięła się do odrabiania strat. Wygrali dwa kolejne mecze i było 2:2. Wtedy nastąpiła pełna mobilizacja w szeregach Indiany i ekipa ta pokazała, że to im należy się awans do II rundy play-off. Wygrali dwa kolejne mecze i całą rywalizację 4:2. Najbardziej zacięta walka trwała w ostatniej parze na Wschodzie pomiędzy Brooklyn Nets i Chicago Bulls. Brooklyn
w pełnym składzie, a Chicago (także przez cały sezon) borykające się z wieloma kontuzjami. Pierwszy mecz dla Netsów, ale trzy kolejne (a w szczególności czwarty mecz serii - zacięty i zakończony aż trzema dogrywkami) dla Byków. Mogłoby się wydawać, że chicagowskie Byki zakończą serię u siebie, na własnym podwórku w stosunku 4:1, ale Brooklyn podniósł się z kolan i wygrał kolejne dwa mecze. Był więc remis 3:3 i rywalizacja przeniosła się do Nowego Jorku. Faworytem, oczywiście, był zespół Nets, ale Chicago ambitną postawą i wolą walki wygrało tę siódmą batalię i przechyliło szalę zwycięstwa na własną stronę. 4:3 dla Bulls.
Na Zachodzie NBA z kolei pierwsze dwie drużyny z numerami 1 i 2 wygrały swoją rywalizację zgodnie
z planem czyli awans Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs. San Antonio bez żadnych problemów uporali się szybciutko z LA Lakers (osłabionymi brakiem Kobe Bryanta) 4:0, więcej natomiast emocji było w parze Oklahoma - Houston. Po pierwszych trzech meczach wydawało by się, że Oklahoma pójdzie śladem Miami i San Antonio (po 4:0), ale nic bardziej mylnego. Podobnie jak w przypadku Nowego Jorku, drużyna z Oklahomy przegrała dwa kolejne mecze z Houston (które wykazało bardzo ambitną postawę)
i było 3:2. O wszystkim decydował mecz nr 6, w którym jednak Oklahoma (osłabiona brakiem Russella Westbrooka) nie dała się ograć i wygrała całą serię 4:2. Niespodzianką I rundy play-off jest odpadnięcie Denver Nuggets, którzy rywalizowali z Golden State Warriors. Denver (numer 3) i Golden State (6) - zdecydowanym faworytem była drużyna ze stanu Kolorado. Play-off to play-off, nożyczki nie wiadro. Rządzi się własnymi prawami pomimo wskazań na jednego z rywali. Ekipa z Denver wygrała pierwszy mecz (bardzo małą różnicą punktów - 2). Trzy kolejne przegrała i także mogłoby się wydawać, że będzie wielki, ale to wielki blamaż. Podnieśli się jednak w kolejnym meczu, ale postawa Stephena Curry'ego w całej serii nie pozwoliła przegrać drużynie z Oakland. Wygrana 4:2 dla Golden i niespodzianka gotowa. Najbardziej wyrównaną parą I rundy na Zachodzie (zresztą podobnie jak na Wschodzie) była para zespołów z numerami 4 i 5. Numer 4 (LA Clippers) i 5 (Memphis Grizzlies) miały takie same bilanse po sezonie zasadniczym
i naprawdę trudno było wskazać zwycięzcę tej pary. W swoim poprzednim poście wskazywałem na Memphis jako na drużynę, która wygrywa mecze obroną. Nie pomyliłem się - Memphis wygrało 4:2 i nie bez szans pozostaje w następnej odsłonie rozgrywek. "Atakiem wygrywa się mecze, a obroną zdobywa się mistrzostwo" - mówi stare koszykarskie powiedzenie.
z planem czyli awans Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs. San Antonio bez żadnych problemów uporali się szybciutko z LA Lakers (osłabionymi brakiem Kobe Bryanta) 4:0, więcej natomiast emocji było w parze Oklahoma - Houston. Po pierwszych trzech meczach wydawało by się, że Oklahoma pójdzie śladem Miami i San Antonio (po 4:0), ale nic bardziej mylnego. Podobnie jak w przypadku Nowego Jorku, drużyna z Oklahomy przegrała dwa kolejne mecze z Houston (które wykazało bardzo ambitną postawę)
i było 3:2. O wszystkim decydował mecz nr 6, w którym jednak Oklahoma (osłabiona brakiem Russella Westbrooka) nie dała się ograć i wygrała całą serię 4:2. Niespodzianką I rundy play-off jest odpadnięcie Denver Nuggets, którzy rywalizowali z Golden State Warriors. Denver (numer 3) i Golden State (6) - zdecydowanym faworytem była drużyna ze stanu Kolorado. Play-off to play-off, nożyczki nie wiadro. Rządzi się własnymi prawami pomimo wskazań na jednego z rywali. Ekipa z Denver wygrała pierwszy mecz (bardzo małą różnicą punktów - 2). Trzy kolejne przegrała i także mogłoby się wydawać, że będzie wielki, ale to wielki blamaż. Podnieśli się jednak w kolejnym meczu, ale postawa Stephena Curry'ego w całej serii nie pozwoliła przegrać drużynie z Oakland. Wygrana 4:2 dla Golden i niespodzianka gotowa. Najbardziej wyrównaną parą I rundy na Zachodzie (zresztą podobnie jak na Wschodzie) była para zespołów z numerami 4 i 5. Numer 4 (LA Clippers) i 5 (Memphis Grizzlies) miały takie same bilanse po sezonie zasadniczym
i naprawdę trudno było wskazać zwycięzcę tej pary. W swoim poprzednim poście wskazywałem na Memphis jako na drużynę, która wygrywa mecze obroną. Nie pomyliłem się - Memphis wygrało 4:2 i nie bez szans pozostaje w następnej odsłonie rozgrywek. "Atakiem wygrywa się mecze, a obroną zdobywa się mistrzostwo" - mówi stare koszykarskie powiedzenie.
Wspomnę jeszcze o moim małym spostrzeżeniu : na osiem par grających w pierwszej rundzie play-off, pięć zakończyło rywalizację wynikiem 4:2, dwie pary 4:0, a jedna para 4:3. Trudno nie dziwić się drużynom, które są zdecydowanie wyżej rozstawione (Miami - Milwaukee, San Antonio - LA Lakers), że wygrały po 4:0, ale w pozostałych parach dało się zauważyć wielką determinację, aby pokonać faworyta (Golden State, Chicago, Memphis). Duża ilość meczy, wielka ambicja i pragnienie odniesienia sukcesu będzie dobrze wróżyła na przyszły sezon, gdzie poziom zespołów (nawet w I rundzie) będzie jeszcze bardziej wyrównany. Pomijam fakt kontuzji, bo w każdym zespole zdarzały się one i naturalną siłą rzeczy, osłabiały zespół.
Wyniki I rundy play-off NBA 2012/2013 :
Miami Heat (1) - Milwaukee Bucks (8) 4:0 (110:87; 98:86; 104:91; 88:77)
New York Knicks (2) - Boston Celtics (7) 4:2 (85:78; 87:71; 90:76; 90:97D; 86:92; 88:80)
Indiana Pacers (3) - Atlanta Hawks (6) 4:2 (107:90; 113:98; 69:90; 91:102; 106:83; 81:73)
Brooklyn Nets (4) - Chicago Bulls (5) 3:4 (106:89; 82:90; 76:79; 134:142 3D; 110:91; 95:92; 93:99)
Oklahoma City Thunder (1) - Houston Rockets (8) 4:2 (120:91; 105:102; 104:101; 103:105; 100:107; 103:94)
San Antonio Spurs (2) - LA Lakers (8) 4:0 (91:79; 102:91; 120:89; 103:82)
Denver Nuggets (3) - Golden State Warriors (6) 2:4 (97:95; 117:131; 108:110; 101:115; 107:100; 88:92)
LA Clippers (4) - Memphis Grizzlies (5) 2:4 (112:91; 93:91; 82:94; 83:104; 93:103; 105:118)
TYPY NA II RUNDĘ PLAY-OFF 2012/2013 :
WSCHÓD
Miami Heat (1) - Chicago Bulls (5) - rywalizacja tych dwóch zespołów powoli zaczyna przechodzić do historii NBA. Nie wiem, jak to się dzieje, ale Chicago w sezonie zasadniczym (nawet osłabione) zawsze znajdzie sposób na Miami. Tak też się stało w tym sezonie, gdzie rywalizacja tych ekip zakończyła się remisem 2:2. Obie drużyny wygrały po jednym meczu u siebie i obie na wyjazdach. Co bardziej znaczące, to ekipa ze stanu Illinois przerwała serię 27 wygranych Heat. Bilans w punktach (z tych czterech meczy) jest po stronie Miami (+21). Prawdą też jest fakt, iż Byki wygrywały swoje mecze małą różnicą (+7 i +4), a Żary (+19 i +12). Faworytem, oczywiście, jest drużyna obecnego mistrza NBA - Miami Heat. Nie znaczy to jednak, że Byki walczyć nie będą. Jeżeli wzmocnią swoją obronę, to mogą coś ugrać w serii. 4:2 dla Miami.
New York Knicks (2) - Indiana Pacers (3) - zapowiada się walka w obronie. Drużyna weteranów (NYork) i drużyna na fali wschodzącej (Indiana). Nowy Jork zawsze dobrze spisywał się w grze obronnej,
a Indiana wcale nie gorzej postawiła na taktykę obronną w tym sezonie. Krew będzie się lała strumieniami, chociaż jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi : czy drużyna Knicks wytrzyma trudy sezonu? Młodszym jest zespół z Indiany i raczej w nim upatrywałbym zwycięzcę tej rywalizacji. W sezonie zasadniczym, między tymi drużynami, był remis 2:2. Bilans punktów wychodzi na korzyść Indiany (+17). Mimo wszystko, stawiam na wygraną Indiany Pacers 4:2.
a Indiana wcale nie gorzej postawiła na taktykę obronną w tym sezonie. Krew będzie się lała strumieniami, chociaż jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi : czy drużyna Knicks wytrzyma trudy sezonu? Młodszym jest zespół z Indiany i raczej w nim upatrywałbym zwycięzcę tej rywalizacji. W sezonie zasadniczym, między tymi drużynami, był remis 2:2. Bilans punktów wychodzi na korzyść Indiany (+17). Mimo wszystko, stawiam na wygraną Indiany Pacers 4:2.
Oklahoma City Thunder (1) - Memphis Grizzlies (5) - najbardziej wyrównana para II rundy. Numery rozstawień nic nie powiedzą, a tylko aktualna forma i dyspozycja poszczególnych ekip. Zespół Oklahomy jest bardzo mocnym zespołem, ale widać pewien brak koncentracji w serii. Mogą przegrać np. dwa mecze
z rzędu, a wtedy Memphis może pójść za ciosem i tę sytuację wykorzystać. Widoczny jest brak pomocy dla Kevina Duranta ze strony Russella Westbrooka i będzie on trwał aż do samego końca sezonu. Oklahoma - drużyna bardziej atakująca, a Memphis - broniąca. W sezonie zasadniczym (co ciekawe) górą była drużyna Memphis, która wygrała 2 z 3 meczy. Bilans punktowy na korzyść Oklahomy (+6), ale warto wspomnieć, iż ostatni mecz w sezonie zasadniczym zakończył się wygraną Grizzlies po dogrywce (90:89). Rywalizacja może potrwać aż do siódmego meczu serii. Memphis w rywalizacji z LA Clippers wygrali cztery mecze
z rzędu, ale w przypadku Oklahomy ten scenariusz raczej się nie powtórzy. 4:3 dla Oklahomy.
z rzędu, a wtedy Memphis może pójść za ciosem i tę sytuację wykorzystać. Widoczny jest brak pomocy dla Kevina Duranta ze strony Russella Westbrooka i będzie on trwał aż do samego końca sezonu. Oklahoma - drużyna bardziej atakująca, a Memphis - broniąca. W sezonie zasadniczym (co ciekawe) górą była drużyna Memphis, która wygrała 2 z 3 meczy. Bilans punktowy na korzyść Oklahomy (+6), ale warto wspomnieć, iż ostatni mecz w sezonie zasadniczym zakończył się wygraną Grizzlies po dogrywce (90:89). Rywalizacja może potrwać aż do siódmego meczu serii. Memphis w rywalizacji z LA Clippers wygrali cztery mecze
z rzędu, ale w przypadku Oklahomy ten scenariusz raczej się nie powtórzy. 4:3 dla Oklahomy.
San Antonio Spurs (2) - Golden State Warriors (6) - wynik tej pary wydaje się oczywisty, ale wcale tak być nie musi. San Antonio - zespół wypoczęty po szybkim zakończeniu I rundy, a Golden State - zmęczony po dłuższej walce z Denver. Sam Stpehen Curry (na dłuższą metę) nie podoła trudom play-off, gdzie walka jest o wiele większa, bardziej zacięta i wymagająca zdecydowanie więcej wysiłku, aniżeli sezon zasadniczy. W sezonie zasadniczym pomiędzy tymi drużynami był remis 2:2. Bilans punkty jest na korzyść San Antonio, ale tylko +2. Widać więc, że Warriors umieją grać z San Antonio, ale w play-off raczej są niżej notowani. Może jeden mecz uda im się "wyrwać". Bez większych problemów San Antonio awansuje do finału Zachodu - 4:1.
Kolejne doniesienia po II rundzie wkrótce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz