I wszystko stało się jasne... Znamy skład Wielkiego Finału NBA. Do ostatecznej rozgrywki o tytuł mistrza NBA przystąpią drużyny Miami Heat (Wschód) i San Antonio Spurs (Zachód). Niespodzianki żadnej nie ma, gdyż te obie ekipy plasowały się od początku sezonu w czołówce zespołów NBA. Miami na Wschodzie, a San Antonio na Zachodzie przez cały sezon praktycznie prowadziły w klasyfikacjach. Z tą tylko różnicą, iż Ostrogi straciły prowadzenie na Zachodzie (na rzecz Oklahomy City Thunder) w ostatnich dniach sezonu zasadniczego. Wróćmy zatem do samych Finałów Konferencji...
FINAŁ KONFERENCJI WSCHODNIEJ
MIAMI HEAT - INDIANA PACERS 4:3 (103:102D; 93:97; 114:96; 92:99, 90:79; 77:91; 99:76)
Przed finałem tejże konferencji typowałem wygraną Miami Heat w stosunku 4:2. Generalnie niewiele się pomyliłem, ale sądziłem, iż z większą łatwością drużyna z Florydy poradzi sobie z Indianą. Stało się jednak inaczej i... bardzo dobrze dla rywalizacji sportowej. Indiana - jednym słowem - postawiła się Żarom i po ciężkiej walce odpadła z fazy play-off. Miami tym samym zagra po raz czwarty w Wielkim Finale i drużyna ta będzie miała szansę na swój trzeci tytuł w swojej historii. Jeśli chodzi o spotkania w finale konferencji pragnę napisać, iż Miami wygrywało swoje spotkania dosyć gładko (poza spotkaniem nr 1), gdzie różnica punktowa wyniosła tylko 1 punkt. Pozostałe swoje wygrane Heat wygrywali średnio ponad 17-oma punktami. W nich właśnie widać było dość dużą przewagę zespołu Miami nad Indianą. Indiana natomiast swoje trzy wygrane mecze wygrywała średnią różnicą nieco ponad 8-ma punktami. Można by rzec, iż ekipa Indiany walczyła "na śmierć i życie" w serii, a Miami (być może) lekko zlekceważyli rywali w meczach przegranych. Trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale zwycięzca i tak mógł być tylko jeden. Wygrał zespół silniejszy kadrowo i to on zagra o tytuł. Pochwalić zespół Indiany Pacers należy właśnie za walkę, nieustępliwość i ambicję. W przyszłości (czytaj : w kolejnych sezonach), o ile nie zdarzy się jakiś kataklizm w postaci ciężkich kontuzji, a także przy rozsądnym prowadzeniu zespołu (czytaj : dobrym zarządzaniu) czeka ich niejeden awans do tego szczebla rozgrywek NBA.
FINAŁ KONFERENCJI ZACHODNIEJ
SAN ANTONIO SPURS - MEMPHIS GRIZZLIES 4:0 (105:83; 93:89D; 104:93D; 93:86)
Tutaj mój typ, jeśli chodzi o wynik, całkowicie się nie sprawdził. Typowałem zwycięstwo San Antonio 4:3, licząc na piękną walkę w obronie ze strony obu zespołów. Wygrała jednak drużyna San Antonio 4:0. Mecze te, sądząc po wyniku, mogłyby się wydawać bardzo jednostronne, ale chyba takie w rzeczywistości nie były. Dwie konfrontacje zakończone dogrywkami, a pozostałe dwa mecze rozstrzygnięte średnią różnicą ponad 14 punktów. W zasadzie tylko mecz nr 1 był "pogromem" zespołu z Memphis, bo pozostałe zawody zakończyły się średnią różnicą punktową w wielkości niewiele ponad 7 punktów. Okazało się jednak, że drużyna Memphis jest zmęczona meczami w poprzedniej rundy play-off i nie potrafiła odzyskać sił i postawić większego oporu zespołowi z Teksasu. Dodatkowo jeszcze jeden mały niuans miał znaczenie - brak odpowiedniego doświadczenia na tym etapie rozgrywek. San Antonio już kilkukrotnie grało w finale konferencji i wiedzieli, jak poprowadzić całą rywalizację do szczęśliwego końca. Ostatnim atutem San Antonio był fakt wyższego rozstawienia i przewaga własnego parkietu. Wygrana Ostróg nie oznacza, że zespół z Memphis nie miał szans. W przyszłości zapewne będą jeszcze odgrywali niepoślednią rolę na silnym Zachodzie NBA. W przyszłym sezonie już może być całkiem odwrotnie.
Typ na Finał NBA : MIAMI HEAT - SAN ANTONIO SPURS
Przewagę własnego boiska posiada ekipa Miami Heat, którzy w sezonie zasadniczym wygrali 66 spotkań przy 16 porażkach. San Antonio Spurs natomiast wygrali 58 meczy, a przegrali 24. Widać niewielką różnicę, ale własne boisko nie zawsze oznacza realną przewagę. Do tego etapu rozgrywek nie przystępują zespoły, które są słabe. Obie ekipy umieją wygrywać i u siebie, i na wyjeździe, więc ten element nie powinien mieć aż tak wielkiego znaczenia. W finale NBA zmienia się znacząco system jego rozgrywania. W poprzednich rundach play-off grano systemem 2-2-1-1-1, natomiast sam finał rządzi się swoimi prawami, a mecze rozgrywane są systemem 2-3-2. Należy sobie zadać pytanie : czy ten sposób rozgrywania finału stawia w pozycji uprzywilejowanej zespół wyżej czy niżej rozstawiony? Są na to dwa scenariusze : zespół wyżej rozstawiony wygrywa u siebie pierwsze dwa mecze i mistrzostwo może zapewnić sobie na parkiecie rywala, ale jest też druga koncepcja : zespół niżej rozstawiony wygrywa przynajmniej jedno z dwóch pierwszych spotkań i mistrzostwo może także zapewnić sobie na własnym parkiecie. Są to dwa najprostsze rozwiązania, ale rywalizacja o mistrzostwo NBA A.D. 2013 może być całkiem odmienna. Wrócę zatem to oceny zespołów.
W sezonie zasadniczym drużyna Miami wygrała oba spotkania : u siebie 105:100 oraz na wyjeździe 88:86. Daje to tej ekipie przewagę psychologiczną, ale na straconej pozycji nie stawiałbym zespołu z San Antonio. Team z Teksasu grał w finałach NBA czterokrotnie i czterokrotnie je wygrywał (1999, 2003, 2005, 2007). Pełna 100% skuteczność. Zespół z Miami grał w finałach do tej pory trzykrotnie, dwa razy wygrywając ligę (2006, 2012) czyli skuteczność na poziomie 66,67%. San Antonio wygrywało ligę w latach nieparzystych, a Miami w latach parzystych. Widzę jeszcze jeden element do porównań. Otóż, w roku 2007, San Antonio grało w finale NBA z drużyną Cleveland Cavaliers i wygrało ten finał gładko czyli 4:0. Liderem ówczesnego zespołu ze stanu Ohio był nie kto inny, tylko LeBron James, który jest obecnie liderem zespołu z Miami. Tamtą rywalizację wygrało San Antonio i pod tym względem drużyna Zachodu NBA ma przewagę psychologiczną. LeBron James na pewno pamięta tamten przegrany finał, ale w chwili obecnej gra już w zupełnie innej drużynie. Tam był zdany praktycznie sam na siebie, natomiast w Heat ma o wiele lepszych pomocników. Wspomnę jeszcze o dodatkowym czynniku, który, być może, będzie miał znaczenie. Mianowicie chodzi mi o fakt zdobycia przed Tima Duncana piątego tytułu mistrzowskiego. Jest to dla tego zawodnika o tyle ważne, iż prawdopodobnie w niedługim czasie zakończy swoją piękną karierę, a zdobycie piątego tytułu byłoby jeszcze piękniejszym jej ukoronowaniem. Sam Duncan przecież zdaje sobie doskonale sprawę, że lat mu nie ubywa, więc jego szanse na zdobycie tytułu, z roku na rok, poważnie maleją. Dodatkowa motywacja dla zawodników San Antonio. Reasumując szanse obu drużyn : bilanse sezonu regularnego (mecze bezpośrednie) i bilans ogólny regular season (przewaga własnego boiska) po stronie Miami czyli 2 punkty. Skuteczność w finałach, lata nieparzyste, przewaga psychologiczna (wcześniej przegrany finał przez LeBrona Jamesa) oraz "czynnik Tima Duncana" po stronie San Antonio. Otrzymany wynik 4:2 dla San Antonio. Podsumowując : będzie to pokaz gry obronnej z połączeniem możliwości ofensywnych obu zespołów. Będzie to także popis gwiazd obu zespołów. Pokaz siły i agresywności. Drużyna, która będzie miała w sobie więcej determinacji i zaciętości w grze - wygra. A niech tam... NIECH WYGRA LEPSZY!!!
Kolejne doniesienia z parkietów NBA wkrótce... po finale
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz